fot. arch OMI

Kl. Dawid Sowa pierwszy od prawej/fot. arch. OMI

Kl. Dawid Sowa OMI przed ślubami wieczystymi: czuję się ugruntowany i upewniony w decyzji

– Jest trochę stresu, wiadomo, to najważniejszy moment w życiu zakonnym. Po tygodniowych rekolekcjach w Obrze czuję się jednak ugruntowany i upewniony w mojej decyzji – mówi kl. Dawid Sowa OMI, który jutro przyjmie śluby wieczyste w Zgromadzeniu Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej.

Piotr Ewertowski: Jakie emocje towarzyszą w przeddzień ślubów wieczystych?

Kl. Dawid Sowa OMI: – Emocje są silne. Jest trochę stresu, wiadomo, to najważniejszy moment w życiu zakonnym. Po tygodniowych rekolekcjach w Obrze czuję się jednak ugruntowany i upewniony w decyzji. Niemniej emocje nadal mi towarzyszą. Podejrzewam, że jutro, podczas liturgii i całej ceremonii, też będą mocno odczuwalne.

Jakie marzenia ma zakonnik, który za chwilę złoży śluby wieczyste? Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłą posługę?

– Pisząc prośbę o śluby wieczyste, napisałem, że jestem otwarty na przyszłą posługę. Wspomniałem o pracy na misjach, myśląc o Kubie czy Turkmenistanie, ale wymieniłem też pracę w Polsce, jeśli byłaby taka potrzeba. W kraju jestem otwarty między innymi na pracę w więzieniu jako kapelan więzienny.

Czyli przede wszystkim otwartość na Ducha Świętego?

– Dokładnie.

Dlaczego zdecydowałeś się wstąpił do Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej?

– Zostałem zaproszony przez znajomego na rekolekcje powołaniowe do oblatów w 2014 roku. Od tych pierwszych rekolekcji poczułem, że jestem u siebie. Zostałem dobrze przyjęty przez ojców i kleryków, którzy byli wtedy w obrzańskim seminarium. Czułem się jak w domu. Widziałem też autentyczność ich działania, ich relacji między sobą, a także relacji z nami. Zobaczyłem kontrast między księżmi diecezjalnymi a zakonnikami i to również mnie urzekło.

Czy podczas formacji prowadzącej do ślubów wieczystych były szczególne momenty, które można nazwać kamieniami milowymi?

– Na pewno początkiem drogi życia zakonnego był nowicjat, podczas którego poznawałem zgromadzenie i naszego założyciela. Coraz bardziej rozkochiwałem się też w zgromadzeniu. To mnie ugruntowało i było potrzebne na tej drodze.

Drugi ważny etap to staż pastoralny w Luksemburgu. Mogłem tam doświadczyć życia oblackiego poza seminarium, a także oblackiej posługi. To było wyjście poza seminaryjne mury i wejście w konkretne działanie.

Zajmowałem się tam ministrantami. Miałem też pod opieką młodzież przygotowującą się do bierzmowania. Zajmowałem się również kościołem, trochę jako kościelny, oraz przygotowaniem liturgii. Były też zwyczajne prace w domu, w ogródku i inne tego rodzaju zajęcia.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze