fot. PAP/Albert Zawada

Kościół nie tylko może, ale i powinien wypowiadać się w sprawach publicznych [KOMENTARZ]

Niedawne doniesienia o „kryzysie” w relacjach między prezydentem USA Donaldem Trumpem a papieżem Leonem XIV są dobrym pretekstem, by rozważyć po raz kolejny relacje między Kościołem i władzą świecką oraz zastanowić się nad granicami zaangażowania Kościoła w życie społeczne w ramach świeckiego państwa. 

Przez wieki Kościół przyjmował różnorodne modele stosunków z władzą świecką. W czasach „chrześcijańskiego triumfu” (lub apogeum chrześcijaństwa, jak głosi tytuł jednej z książek Jacques’a Le Goffa, francuskiego historyka, mediewisty) w średniowieczu wykształciły się dwie różniące się formy współpracy miedzy Kościołem a państwem. Miały one oczywiście różne odcienie w zależności od momentu historii czy osobowości konkretnych monarchów i chrześcijańskich przywódców. Natomiast za pewną bazę możemy przyjąć te dwa modele: zachodni, który opierał się na podziale odpowiedzialności między papieżem (władza nad wiarą i moralnością) oraz cesarzem (władza nad sprawami doczesnymi); oraz wschodni – bizantyjski, który polegał nad podporządkowaniu Kościoła cesarzowi (cezaropapizm) także w sprawach wiary. Oczywiście, także w chrześcijaństwie zachodnim trwało przez wieki pewne „przeciąganie liny” między władzą świecką a kościelną. Dodatkowo, jedna religia była panująca i popierana przez władcę. Wraz z reformacją protestancką pojawiły się kraje, które podporządkowały sobie władzę duchowną, tworząc Kościoły narodowe, niezależne od papieża. Później nadeszła idea rozdziału Kościoła i państwa, gdzie nie tylko kompetencje były rozdzielone – religia stała się kwestią wyboru obywatela. Modele państwa świeckiego również są różne – jedne mają charakter dość opresyjny wobec religii, inne zakładają współpracę z religiami istniejącymi na danym terytorium. 

>>> Ameryka Łacińska wciąż głęboko religijna, ale niekoniecznie katolicka [ANALIZA]

Powrót religii 

W XXI w. rozwinęły się zmiany w funkcjonowaniu świeckich państw. Dawniej sekularyzacja bywała dość „wojownicza”. Gdy wycofano się z represji, to wciąż starano się umniejszać zaangażowanie religii w życie publiczne. Później pojawiło się jednak przekonanie, że religie mogą dużo dać społeczeństwu także w kwestiach społecznych i publicznych. Zaczęto mówić o „postsekularyzmie”.  

fot. PAP/Radek Pietruszka

Dzisiaj relacje Kościoła z władzą świecką w państwach zachodniej Europy są – moim zdaniem – zaskakująco dobre (w USA chrześcijaństwo zawsze było mocno obecne w przestrzeni publicznej, choć głównie w wersji protestanckiej). Oczywiście, katolicy napotykają na wiele problemów w obliczu prawa stanowionego, które nierzadko wprost zaprzecza Ewangelii. Jednocześnie uważam, że jest dosyć niepoważne mówienie obecnie o jakichś wielkich „prześladowaniach” w świecie zachodnim. Laicyzujące się kraje w XIX i XX w. potrafiły być naprawdę brutalne wobec Kościoła. Dzisiaj zdają się szanować religię dużo bardziej – zaczyna ona powoli odzyskiwać swoje miejsce w przestrzeni publicznej, lecz już w nieco innej roli niż dawniej. 

Świeckie państwo szansą dla Kościoła 

Kościół mniej uwikłany w oficjalne oraz pozaoficjalne układy z władzą, a jednocześnie będąc w państwach szanujących wolność religijną, może doświadczać – paradoksalnie – dużej swobody. Jest bardziej wolny w wyrażaniu swojego nauczania w sposób publiczny i głośny. Już nie musi się tak oglądać na władze. Oczywiście, zawsze pojawiają się głosy o zbytnim zaangażowaniu Kościoła w „politykę” czy przypomnienia, że „nie wszyscy są katolikami”. Ale przecież głos Kościoła i jego nawoływanie do sumień nie musi być od razu „mieszaniem się w politykę” czy zmuszaniem niewierzących lub wyznających inne religie do życia jak katolicy. Sprzeciw wobec wojny, aborcji czy nienawiści ma charakter uniwersalny.

Dlatego papież jak najbardziej ma prawo głosić pokój i potępiać niesprawiedliwe wojny i inwazje, zwłaszcza gdy dochodzi tam do zbrodni. Biskup Rzymu oczywiście nie ma kompetencji, by oceniać skuteczność strategii wojskowych czy działań politycznych, lecz może je oceniać moralnie, podobnie jak i prezentować stanowisko Kościoła wobec takich zjawisk jak migracja czy atakowanie obiektów cywilnych przez wojsko. 

>>> Odmowa gościny jako bluźnierstwo. Dlaczego w tradycyjnych kulturach prawo gościnności jest uznawane za święte? 

Podobnie Kościół w poszczególnych krajach nie powinien milczeć, gdy dzieją się rzeczy złe. Co więcej, powinien proaktywnie działać na rzecz lepszego społeczeństwa czy wspierać świeckie inicjatywy, które je budują. Nadużyciem jest polityk na ambonie, bezpośrednie popieranie określonej partii czy bezpośrednie lub zakulisowe wpływanie na decyzje polityczne. Natomiast, głos Kościoła na temat spraw społecznych i moralnych powinien być silny i słyszalny, nawet jeśli spotyka się to z krytyką. Paradoksalnie, to świeckie państwo może dać w tym względzie Kościołowi nie tylko pewną wolność, ale i autorytet oparty na niezależności od rządzących.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze