fot. arch. prywatne Anny Kasperek

„Dzięki pani zaczęłam się uśmiechać”. Katechetka na TikToku o szkole, wierze i młodych ludziach [ROZMOWA]

Jedni kojarzą ją z mediami społecznościowymi, inni z nietypowymi lekcjami religii. Ona sama mówi, że najważniejsze dzieje się wtedy, gdy uczeń czuje się wysłuchany. Młodzi ludzie siadają więc na kanapie i zaczynają mówić o tym, co ich boli, cieszy albo przerasta. Dla katechetki Anny Kasperek (@wbozejobecnosci) lekcja religii to coś więcej niż podręcznik i temat z dziennika, o czym opowiada w rozmowie z Karoliną Binek.

Karolina Binek (misyjne.pl): W jednym z najnowszych postów na Instagramie napisała Pani, że są takie dni jak ten dzisiejszy, kiedy nic na lekcjach już Pani nie dziwi. Kiedy przyszedł taki moment, że przestały Panią dziwić lekcje religii?

Anna Kasperek: – Myślę, że to przyszło naturalnie wraz z doświadczeniem pracy w szkole. Im dłużej pracuję z dziećmi i młodzieżą, tym bardziej mam poczucie, że różne sytuacje stają się dla mnie zrozumiałe i mniej zaskakujące. Dużą rolę odegrało w tym także moje wcześniejsze doświadczenie harcerskie. Gdyby było tak, że skończyłabym studia i dopiero wtedy zaczęła pracę z młodzieżą, to wiele rzeczy mogłoby mnie zaskakiwać albo nawet przytłaczać. Natomiast harcerstwo nauczyło mnie pracy z młodymi ludźmi i pozwoliło zobaczyć, jak bardzo są różnorodni. Dzięki temu mam wrażenie, że jestem bardziej wyrozumiała dla uczniów. Chociaż czasami nawet zastanawiam się, czy to jest kwestia wyrozumiałości, czy po prostu większego zrozumienia tego, jak funkcjonują młodzi ludzie i jak wygląda ich codzienność. 

W tym samym poście napisała Pani również, że nauczyciel bywa mediatorem, detektywem, psychologiem, a nawet adwokatem. Nauczyciel religii szczególnie często musi być właśnie takim psychologiem, kiedy dzieci zadają trudne pytania?

– Tak naprawdę każdy nauczyciel pełni wiele ról jednocześnie. Ja w tym poście nie dopisałam jeszcze kilku innych funkcji, które też się pojawiają w codziennej pracy, na przykład roli pielęgniarki czy opiekuna. Natomiast rzeczywiście lekcje religii często stają się przestrzenią, w której uczniowie czują się na tyle bezpiecznie, żeby mówić o swoich wątpliwościach, emocjach czy problemach. Mam takie doświadczenie, że religia daje możliwość rozmowy i zadawania pytań. W moim przekonaniu nauczyciel religii powinien mieć czas, żeby wysłuchać ucznia. Bo zdarza się, że wcale nie chodzi o to, żeby dawać wielkie porady czy gotowe rozwiązania. Bywa tak, że uczeń potrzebuje po prostu kogoś, kto go wysłucha. 

fot. arch. prywatne Anny Kasperek

Pewnie częste są zatem sytuacje, kiedy uczniowie naprawdę przychodzą tylko po to, żeby porozmawiać?

– Tak, dzieje się tak bardzo często. W Pracowni Dobra (sali, gdzie mam lekcje) mamy fotel i kanapę. Zdarza się, że uczniowie podczas lekcji podchodzą i pytają, czy możemy usiąść i porozmawiać na kanapie. Dla mnie to jest ogromnie poruszające, bo pokazuje, jak wielka jest w młodych ludziach potrzeba rozmowy. Często są to sytuacje, kiedy ja właściwie niewiele mówię. Po prostu słucham. A ktoś opowiada o tym, co przeżywa, co jest dla niego ważne, co go martwi albo z czym sobie nie radzi. W takich momentach widzę, że rola nauczyciela w XXI wieku bardzo się zmieniła. Nie chodzi tylko o przekazywanie wiedzy. 

>>> Siostra, która przyjechała z Miami do Polski: dom jest tam, gdzie posyła mnie Bóg [ROZMOWA]

Skąd w Pani taka otwartość na uczniów i ich pytania? Przecież wielu nauczycieli mogłoby powiedzieć, że to nie jest temat lekcji albo że uczeń powinien zapytać o to kogoś innego.

– Myślę, że ta otwartość ma swoje źródło w moim dzieciństwie i w wieku nastoletnim. Wychowywałam się w bardzo różnorodnym środowisku. Na moim podwórku byli ludzie o różnych poglądach i z różnym doświadczeniem życiowym. Czasami ludzie mają takie wyobrażenie, że jeśli ktoś uczy religii, to pewnie całe życie spędził w bardzo spokojnym i religijnym środowisku. U mnie było zupełnie inaczej. Słyszałam różne rzeczy, spotykałam ludzi o różnych światopoglądach i dla mnie ta różnorodność jest czymś naturalnym. Dużo dało mi także harcerstwo. Należałam do Związku Harcerstwa Polskiego i pamiętam moment, kiedy w naszej drużynie było kilka osób w kadrze i każda z nich miała zupełnie inny światopogląd. To był czas, kiedy nauczyłam się rozmawiać, argumentować i jednocześnie szanować innych. Nie przeszkadzało nam to działać razem.

Zdarza się, że uczniowie przychodzą na pierwszą lekcję religii z nastawieniem, że to będzie coś nudnego albo niepotrzebnego?

– Czasami tak bywało, ale w ostatnich latach mam raczej inne doświadczenie. Mam wrażenie, że uczniowie przychodzą z ciekawością. Często słyszeli wcześniej od innych uczniów albo nauczycieli, że warto przyjść i zobaczyć, jak wyglądają te lekcje. Zdarza się nawet, że przychodzą osoby, które mają trudne doświadczenia z religią z poprzednich szkół. Wtedy ogromną rolę odgrywają nauczyciele z mojej szkoły, którzy zachęcają uczniów, żeby dali tym lekcjom jeszcze jedną szansę. 

Prowadzi Pani także tak zwane innowacyjne lekcje religii. Na czym one polegają?

– Lubię łączyć religię z innymi przedmiotami. Jednym z najbardziej zaskakujących połączeń jest religia i chemia. Mamy projekt pod nazwą „Poczuj chemię do Jezusa”. W ramach tego projektu wykorzystujemy eksperymenty chemiczne, żeby tłumaczyć różne prawdy teologiczne. Na przykład nagrywaliśmy odcinki, w których był eksperyment chemiczny, komentarz teologiczny i świadectwo młodego człowieka. Zaczęliśmy od kerygmatu. To był bardzo ciekawy sposób pracy z uczniami, bo eksperyment przyciąga uwagę i budzi ciekawość. Jest również seria o sakramentach, czy przypowieściach.

fot. arch. prywatne Anny Kasperek

A czy religię można połączyć także z innymi dziedzinami?

– Zdarzało mi się łączyć religię z wychowaniem fizycznym. Mam klasę siatkarską i przygotowaliśmy lekcję, podczas której uczniowie wykonywali zadania sportowe, a jednocześnie sprawdzali swoją wiedzę z zakresu religii, na przykład dotyczącą Pisma Świętego. Lubię też łączyć religię z psychologią. W starszych klasach rozmawiamy o emocjach i o tym, że uczucia same w sobie nie są grzechem. 

Jest Pani aktywna w mediach społecznościowych, szczególnie na TikToku. Skąd pomysł, żeby jako katechetka działać właśnie tam?

– Myślę, że wynika to z obserwacji świata. Wystarczy wsiąść do autobusu albo przejść się po ulicy i zobaczyć, że większość ludzi patrzy w telefon. Internet stał się przestrzenią życia młodych ludzi. Kardynał Grzegorz Ryś powiedział kiedyś, że internet jest kolejnym kontynentem, na którym trzeba być obecnym. Bardzo zgadzam się z tym zdaniem. Jeśli nie będzie tam dobrych treści, to przestrzeń tę wypełnią inne, często mniej wartościowe przekazy. 

>>> Nie jesteście ciężarem, jesteście darem [REPORTAŻ]

Zdarzają się w mediach społecznościowych komentarze od uczniów albo młodych ludzi, którzy piszą, że chcieliby mieć taką katechetkę jak Pani?

– Zdarzają się. Ostatnio ktoś napisał w komentarzu, że gdyby miał taką katechetkę, to byłby osobą wierzącą. Co ciekawe, ktoś z mojej szkoły odpowiedział pod tym komentarzem, że nawet jeśli ktoś nie jest wierzący, to i tak lekcje są wartościowe. Bardzo mnie to poruszyło.

Jaki jest Pani główny cel podczas lekcji religii? 

– Zawsze mówię uczniom, że sama jestem na drodze wiary. Nie jestem kimś, kto zna wszystkie odpowiedzi. Bardziej czuję się towarzyszem tej drogi, gdzie razem szukamy Boga i Jego działania w naszej codzienności. Chodzi o wspólne szukanie odpowiedzi i zadawanie pytań. 

fot. arch. prywatne Anny Kasperek

W takim razie o co dzisiaj pytają młodzi ludzie?

– Mam wrażenie, że coraz częściej pytają o sens życia i o to, jak znaleźć swoje miejsce w świecie. Niekiedy zdarzają się pytania związane z  tak zwaną duchowością lękową, czyli zastanawianiem się, czy coś jest grzechem, czy nie. Często są ciekawi mojego doświadczenia wiary i życia z Bogiem.

W jednym z postów wspomniała Pani o wiadomości otrzymanej od uczennicy: „Dzięki pani zaczęłam się uśmiechać”. Jak wyglądała ta sytuacja?

– To była część ewaluacji lekcji. Raz lub dwa razy w roku proszę uczniów o anonimową opinię na temat naszych zajęć. Zadaję im kilka pytań, na przykład o to, co było dla nich ważne, co można zrobić inaczej i co chcieliby powiedzieć nauczycielowi. I właśnie w jednej z takich odpowiedzi znalazłam wspomniane słowa. Było to dla mnie niezwykle miłe i wzruszające. 

Uczniowie częściej zaskakują Panią swoimi odpowiedziami?

– Bardzo często. Czasami przypominają mi o metodach pracy, które im się podobały, na przykład o pracy w grupach. Innym razem piszą rzeczy, których w ogóle się nie spodziewałam. 

Można powiedzieć, że uczniowie pomagają Pani rozwijać się w wierze?

– Zdecydowanie tak. Uczę się od nich modlitwy i otwartości na Boga. Szczególnie młodsze dzieci mają w sobie ogromną prostotę wiary, która często mnie inspiruje. 

Czego jeszcze uczy się Pani od swoich uczniów?

– Uczę się dystansu do siebie i radości z codzienności. Szkoła to miejsce, w którym trzeba mieć poczucie humoru. 

Wielu nauczycieli religii mówi dziś o wypaleniu zawodowym. Co powiedziałaby Pani takim osobom?

– Odpowiadając na to pytanie, chcę wspomnieć o tym, co mi pomaga. A jest to m.in. regularne życie modlitewne, takie jak modlitwa osobista, Eucharystia czy adoracja. Poza tym umacnia mnie moja wewnętrzna motywacja, która wynika z odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”. I to chyba właśnie polecałabym takim osobom – żeby spróbowały się zatrzymać i zastanowić, dlaczego ja tu jestem, dlaczego ja to robię. Zauważyłam, że dla mnie odpowiedź na to pytanie była ważna właściwie od samego początku, nawet już na studiach teologicznych. Pamiętam, że siedziałam kiedyś na zajęciach z logiki i zastanawiałam się: co to właściwie ma wspólnego z lekcjami religii, z katechezą. Bo ja poszłam na studia z bardzo konkretnym celem – żeby po prostu uczyć w szkole – właśnie religii. Nie szłam na teologię dla samej wiedzy czy dla siebie, tak jak teraz robi to wiele osób. Teraz już na szczęście wiem, że jeżeli znajdę odpowiedź na pytanie, co jest moją wewnętrzną motywacją, po co wstaję rano do uczniów i dlaczego to robię, to myślę, że nawet jeśli różne rzeczy dookoła są trudne, to ta motywacja we mnie pozostanie. Okoliczności zewnętrzne mogą się zmieniać, mogą być trudniejsze albo mniej sprzyjające, ale jeśli mamy w sobie tę odpowiedź, to ona daje nam siłę. Jednocześnie wiem, że dla nauczycieli religii obecny czas nie jest łatwy. Dlatego też razem z przyjaciółką, która jest coachem chrześcijańskim, organizujemy dla nich spotkania. Spotykamy się z nimi i staramy się zadbać o nich także od strony psychologicznej. Bo często jest tak, że skupiamy się na szukaniu nowych metod, materiałów, pomysłów na lekcje. I to oczywiście jest ważne i potrzebne, ale z drugiej strony zapominamy, że sam nauczyciel też jest ważny. Czasami naprawdę wystarczy odpocząć, nabrać dystansu, zadbać o siebie.  Mam też wrażenie, że ludzie Kościoła mają czasami taką tendencję, żeby bardzo dużo robić, żeby się wręcz zarobić. A to jest coś, co działa tylko na krótką metę. Bo jeśli ktoś ciągle działa, pracuje i nie daje sobie przestrzeni na odpoczynek, to w końcu pojawia się wspomniane zmęczenie i wypalenie.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze