fot. EPA/BRAIS LORENZO

Ks. Artur Stopka: Krzyk rozpaczy „opuszczonych wiernych”

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Kiedy kilka dni temu po raz pierwszy stanąłem przy ołtarzu w kościele, w którym nie było ani jednego wiernego świeckiego, ścisnęło mi się serce. Już dzień wcześniej, przeczuwając w jakim kierunku pójdą decyzje, podczas udzielania Komunii Świętej mocno zabolała mnie myśl, że dla wielu ludzi to ostania możliwość przyjęcia Jezusa obecnego pod postacią chleba na co najmniej kilka tygodni. Sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, naprawdę boli także księży. 

Nie mam wątpliwości, że wielu ludziom brak możliwości uczestnictwa we mszy św. w kościele, przystąpienia do Komunii, sprawia ogromne cierpienie. Realne, a nie wyimaginowane. Odczuwają faktyczny brak w swoim życiu. Brak, którego nie są w stanie (z różnych przyczyn) zniwelować transmisjami celebracji Eucharystii, ani innymi proponowanymi przez Kościół i znanymi od dawna formami uczestnictwa w sakramentach. Rośnie w nich nie tylko poczucie bezradności i bezsilności. Rośnie w nich poczucie opuszczenia. Czują się opuszczeni przez wszystkich, także przez Kościół. To ich popycha ku rozpaczy. Słychać ich rozdzierający krzyk.

>>> Duchowa Amazonia. Wzbudźmy w sobie tęsknotę 

Usłyszeć krzyk

Krzykiem rozpaczy są dzisiaj w Polsce oskarżenia o zdradę kierowane wobec duchownych, którzy sprawują Najświętszą Eucharystię w zamkniętych świątyniach. Krzykiem rozpaczy są umieszczane na drzwiach kościołów kartki z kategorycznymi żądaniami otwarcia świątyń dla wszystkich. Krzykiem rozpaczy są internetowe petycje, kierowane do władz państwowych, domagające się cofnięcia obowiązujących ze względu na epidemię restrykcji na czas Triduum Paschalnego. To jest wołanie o pomoc skierowane do całego świata przez mających poczucie ogromnego zagrożenia, nie tylko fizycznej egzystencji, ale w równym stopniu życia duchowego. Kościół nie może przejść obojętnie wobec tego krzyku. Musi go usłyszeć i zareagować.

>>> Bp Galbas: jestem wystraszony powierzchownością i magicznością naszej wiary [WIDEO]

fot. youtube

Nie można ignorować zagrożenia

Jednak reakcja Kościoła nie może polegać na ignorowaniu chorobowego, śmiertelnego zagrożenia.  Nie może polegać na świadomym łamaniu obowiązujących przepisów lub cwaniackich próbach ich ominięcia. Tego rodzaju działania prowadzą donikąd. Nie pomagają faktycznie nikomu. Na krótko, być może, poprawiają nastrój ich inicjatorom, dając im złudne poczucie panowania nad sytuacją. I wprowadzają w błąd rzesze wiernych. Pomijają oczywiste fakty. Choćby taki, że ksiądz i uczestnicy liturgii narażają nie tylko swoje zdrowie i życie, ale też zdrowie i życie innych. Boleśnie przypominają o tym poszukiwania uczestników celebracji, w których brały udział osoby zakażone (także zakażeni księża).

>>> Rzymski krucyfiks słynący cudami. To przed nim pomodli się dziś papież 

Pamięć i nadzieja

Jako panaceum na rozpacz papież Franciszek od dawna wskazuje dwa środki pamięć i nadzieję. Kościół dysponuje nimi w nieograniczonym zakresie. Rzecz w tym, aby skutecznie je zaaplikować wszystkim, którzy znaleźli się w potrzebie. Sformułowanie językiem prawniczym dyspensy i pełne rubrycystycznych zaleceń zarządzenia i dekrety nie wystarczą. Trzeba po prostu umacniania wiary i ufności, dodawania otuchy, przypominania o nieustającej Bożej Miłości, o niezmiennej obecności Jezusa. Trzeba tego w oficjalnych wypowiedziach przedstawicieli Kościoła, ale przede wszystkim trzeba tego w kontaktach z mającymi poczucie opuszczenia wiernymi. To wyjątkowy czas na duszpasterstwo kierowane nie do tłumów, ale do poszczególnych ludzi, często całymi latami niezauważanych w rzeszach uczestników celebracji. Bez tego będą coraz bardziej pogrążać się w rozpaczy. Aż do fałszywego przekonania, że to sam Bóg ich opuścił. 

Zobacz także
Wasze komentarze