arosław Roland Kruk / Wikipedia, licence: CC-BY-SA-3.0

Ks. Isakowicz-Zaleski o tym, jak kard. Wojtyła przyjmował go do seminarium: pierwszą rzeczą, jaką mi powiedział…

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W najnowszej książce ,,Kościół ma być przezroczysty” ks. Tadeusz wraz z Tomaszem P. Terlikowskim starają się spojrzeć na rzeczywistość Kościoła XXI wieku obciążonego skandalami seksualnymi, finansowymi i moralnymi. Poniżej prezentujemy fragment rozmowy z Tomasza Terlikowskiego z ks. Isakowiczem-Zaleskim.  

Tomasz Terlikowski: Pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z Wojtyłą?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Oczywiście, że tak. To był czerwiec 1975 roku. Wojtyła przyjmował mnie do seminarium. Pierwszą rzeczą, jaką mi powiedział, było, że zna moją ciocię, którą pamiętał z duszpasterstwa akademickiego. Potem zaczął mówić o Ormianach, bo wiedział, że moja ciocia jest Ormianką. Ja go wtedy pierwszy raz w życiu widziałem…

…i od razu o Ormianach zaczęliście rozmawiać?

Tak.

Zasugerował, żebyś został księdzem obrządku ormiańskiego?

>>> Przytulał relikwie św. Jana Pawła II prosząc o ratunek. Tego dnia zdarzył się cud [ŚWIADECTWO]

Nie. Bardzo mnie ujęło, że przygotował się do tej rozmowy. Tak samo rozmawiał z moim kolegą, który stał wówczas obok mnie, góralem z Zakopanego; gdy tylko ten kolega podał swoje nazwisko, natychmiast usłyszał opowieść o rodzie, z którego się wywodził, i pytania o wujków, stryjków, bliższych i dalszych krewnych. To było ważne dla nas, młodych chłopaków, bo pokazywało, że Wojtyła chciał wejść w nasze położenie. Drugi raz spotkałem go, gdy wróciłem po dwóch latach pobytu w wojsku. W trakcie służby otrzymywaliśmy od kard. Wojtyły pocztówki z życzeniami, a gdy tylko wróciliśmy, spotkał się z nami: przychodził do nas na tak zwane spotkania kolędowe do pokojów. Wtedy też rozmawiał ze mną o Ormianach, ale i pytał, jak się czuję po wojsku. Kilka miesięcy później był już papieżem i więcej takich spotkań seminaryjnych nie miałem.

fot. wikipedia

Długo wtedy rozmawialiście?

Bardzo krótko. Dla mnie było niesamowite, że on podszedł do każdego, porozmawiał z każdym klerykiem, wykładowcą, pracownikiem. Wojtyła lubił spotykać się z ludźmi. Starsze roczniki – to już znam z opowiadań – chodziły do niego na rozmowy. On miał zawsze teczkę otwartą i dopytywał, do kogo się chodzi na seminarium, z czego się pisze pracę magisterską, ale też zawsze o rodziców, o rodzeństwo. A to nie były małe roczniki, liczyły po pięćdziesiąt, sześćdziesiąt osób. I z każdym rozmawiał – to było w nim niesamowite.

Seminarium kończyłeś już jednak z innym metropolitą, kard. Franciszkiem Macharskim, którego zdjęcia są w wielu miejscach w Radwanowicach (przyp. red. Siedziba Fundacji im. Brata Alberta, która zajmuje się osobami niepełnosprawnymi) …

…bo kardynał jest takim ojcem chrzestnym tego miejsca.

>>> Bp Libera: Jan Paweł II pokazywał, jak wierzyć w trudnych czasach

Czy jako biskup był podobny do św. Jana Pawła II?

Charakter miał całkiem inny, ale starał się w wielu rzeczach naśladować swojego poprzednika. Był o wiele bardziej surowy, bardziej ascetyczny niż św. Jan Paweł II. Miał też ogromny dystans do siebie, co mu trzeba oddać. To był „Krakauer”, świetnie się czuł przede wszystkim w Krakowie i w diecezji. To było jego miejsce. Bardzo lubił kontakty z ludźmi. Nie był komunikatywny jak kard. Wojtyła, żeby dowcipy rzucać czy zaśpiewać, ale… to nie znaczy, że bał się relacji z ludźmi, z księżmi. On zawsze zajmował się ubogimi. Sam przyznawał, że wyniósł to ze swojego domu i przez całe życie pozostał temu wierny. To kard. Macharski rozbudował Caritas, ale wspierał także dzieła i fundacje świeckie, niekościelne. Święcił kamienie węgielne, wydawał listy polecające, odwiedzał ludzi, spotykał się z nimi. Fundacji im. Brata Alberta dał – niedługo przed śmiercią – karteczkę, na której napisał: „Zawsze byłem, jestem i będę z wami”. I wreszcie sprawa jego emerytury: on nie chciał zamieszkać ani w pałacu arcybiskupim, choć mógł sobie tam urządzić obszerny apartament, ani przy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, bo uważał, że to jest serce diecezji i nowy biskup musi je sobie zorganizować po swojemu. Poszedł do sióstr albertynek przy sanktuarium „Ecce Homo” i zapytał, czy może zamieszkać u nich. One miały tylko maleńki pokoik, i on w nim zamieszkał. Wydawało się, że to na chwilę, ale został tam na jedenaście lat. Jedenaście lat u boku br. Alberta, który w tym sanktuarium jest pochowany. To wszystko sprawiło, że na pogrzeb przyszły tłumy, ludzie bili brawo, gdy wyprowadzono jego ciało, bo naprawdę go kochali.

fot. cathopic.com

Z czego wynikał ten wybór miejsca zamieszkania na emeryturze?

Kardynał Macharski świadomie wybrał br. Alberta, bo był jego czcicielem i naśladowcą. Często do nas przyjeżdżał przy różnych okazjach. Do innych ośrodków też. Bardzo wiele fundacji i stowarzyszeń uważa go za ojca chrzestnego, ponieważ czynnie je wspierał. Opowiadała mi pewna pani, która prowadziła duszpasterstwo alkoholików, że kard. Macharski co roku przyjeżdżał na ich spotkania, słuchał ludzi, rozmawiał z nimi, pił kawę. A do tego nigdy nie pchał się do przodu, ale siadał z tyłu, między zwykłymi ludźmi. To w nim było niesamowite. I to, że nie oceniał ludzi. Pewnego razu miał wręczyć Medal Świętego Brata Alberta Pawłowi Kukizowi, na wiele lat przed tym, zanim Kukiz został politykiem. Wtedy Kukiz był znany w kręgach kościelnych głównie jako autor piosenki Ksiądz proboszcz już się zbliża, będącej przeróbką znanej pieśni kościelnej; kardynał, gdy się o tym dowiedział, uśmiechnął się tylko i powiedział: „To jest artysta, ich Pan Bóg będzie inaczej sądził”.

>>> Królak: prymas Wyszyński i Jan Paweł II nie są wystarczająco dobrze obecni w polskim Kościele 

***

Fragmenty wywiadu pochodzą z książki ,,Kościół ma być przezroczysty”

Autorzy: ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski i Tomasz P. Terlikowski

Wydawnictwo Esprit

Zobacz także
Wasze komentarze