fot. Michał Banach/Pomoc Kościołowi w Potrzebie
Ksiądz Jan Żelazny: Libańczycy nie wierzą Izraelczykom [ROZMOWA]
– Do Libanu pomoc przez wiele lat docierała głównie do uchodźców palestyńskich. To doprowadziło do bardzo trudnej sytuacji na rynku pracy. Libańczycy narzekają na to, że muszą ponosić wszystkie koszty normalnego życia, ale nie mogą liczyć na darmowe jedzenie, tak jak Palestyńczycy albo Syryjczycy. A proszę pamiętać, że w tym kraju jest ponad półtora miliona uchodźców z Syrii. Większość z nich – ze zrozumiałych względów – nie chce wracać do swego kraju – opowiada ks. prof. Jan Żelazny, dyrektor Sekcji Polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie.
Doniesienia z Bejrutu czy z Libanu są dramatyczne. Izrael atakuje Liban, by zniszczyć infrastrukturę wojskową i arsenał Hezbollahu, potężnego libańskiego ugrupowania zbrojnego wspieranego przez Iran. Ataki dotykają jednak też cywilów i cywilnej infrastruktury. Izraelskie buldożery niszczą przygraniczne wsie, według niepotwierdzonych informacji używając do tego fosforu, by uniemożliwić w przyszłości uprawę na tych ziemiach. Chcą tym samym zniechęcić Libańczyków do powrotu w te miejsca. Izrael dąży do stworzenia strefy buforowej, która oddzielałaby Liban od Izraela. Rząd Benjamina Netanjahu twierdzi, że dzięki temu chce odeprzeć zagrożenie ze strony Hezbollahu. Ze strony społeczności międzynarodowej padają jednak zarzuty, że broniąc się, Izrael jednocześnie narusza prawa człowieka. Skutkiem tych działań jest migracja wewnętrzna, na tym tle dochodzi do napięć między Libańczykami. Migrantów niezbyt chętnie chcą przyjąć mieszkańcy Trypolisu, miasta położonego na północy kraju, bo tego regionu nie dosięgły jeszcze skutki wojny na Bliskim Wschodzie.

Maciej Kluczka: Jak Ksiądz – po swoim ostatnim pobycie w Libanie – może opisać sytuację tego kraju i jego mieszkańców?
Ks. prof. Jan Żelazny (dyrektor Sekcji Polskiej Pomoc Kościołowi w Potrzebie): – Działania Izraela są rzeczywiście brutalne. Rozmawiałem z ludźmi, którzy mają sad oliwny niedaleko miejscowości o nazwie Kana. Wszystkie drzewa zostały zniszczone przez buldożery. Część tej ziemi może być trudna do ponownego użytkowania. Libańczycy boją się też, że Izrael z tych terenów się po prostu nie wycofa, że ta ziemia jest już stracona. Obawiają się, że to jest preludium do czegoś gorszego, że Izrael zachowa się wobec tych terenów tak, jak kiedyś wobec Zachodniego Brzegu, z którego ostatecznie się nie wycofał, a obszar ten od wojny sześciodniowej w 1967 roku znajduje się pod izraelską okupacją. Libańczycy nie wierzą Izraelczykom.
Napięcia społeczne oczywiście się zdarzają. Ja jednak chcę zwrócić uwagę na dużą międzyludzką solidarność. Odwiedziłem obóz dla uchodźców w Bejrucie, gdzie mieszkają migranci wewnętrzni. I tam są wyłącznie szyici, bo chrześcijanie znaleźli schronienia w domach innych chrześcijan. Dostrzegają to też inni Libańczycy. Gdy byłem na placu, na którym papież Leon XIV w listopadzie 2025 roku sprawował Eucharystię, zaczepiła mnie muzułmanka i powiedziała, że nosi Kościół w sercu, bo to ludzie Kościoła byli pierwszymi, którzy przyszli do niej z pomocą. Dodała, że tej solidarności, coraz bardziej nam, chrześcijanom, zazdrości. Pokazała palcem na ten plac i powiedziała: „Wyście wszystkich swoich do domów przyjęli, tylko my tu zostaliśmy”. Problemy społeczne jednak narastają i najważniejsze pytanie dotyczy tego, jak one będą w przyszłości rozwiązywane. Liban już od dłuższego czasu mierzy się z potężnym kryzysem ekonomicznym, który w dużym stopniu został wywołany przez Zachód, bo żeby pomoc była skuteczna, musi być też mądra.
Jak ta maksyma przekłada się na sytuację Libanu?
– Do Libanu pomoc przez wiele lat docierała głównie do uchodźców palestyńskich. To doprowadziło do bardzo trudnej sytuacji na rynku pracy. Libańczycy narzekają na to, że muszą ponosić wszystkie koszty normalnego życia, ale nie mogą liczyć na darmowe jedzenie, tak jak Palestyńczycy albo Syryjczycy. A proszę pamiętać, że w tym kraju jest ponad półtora miliona uchodźców z Syrii. Większość z nich – ze zrozumiałych względów – nie chce wracać do swego kraju. Uchodźcy mieszkają w namiotach, mają zapewnione wyżywienie, ich koszty życia są więc relatywnie niskie, a jednocześnie wchodzą na libański rynek pracy. Palestyńczycy czy Syryjczycy nie potrzebują płac na tym samym poziomie co Libańczycy, a Libańczyk z tej pensji musi opłacić czynsz, inne rachunki, przeżyć cały miesiąc. To trudna sytuacja i nie wiadomo kiedy się skończy.

Na szczęście – z tego co Ksiądz mówi – w Libańczykach cały czas są duże pokłady międzyludzkiej solidarności.
– To na pewno. Ja to nazywam magią małych gestów. Te gesty można dostrzec w wielu miejscach. W szkole, w pomieszczeniu dla ochroniarza, przygotowano mieszkanie dla rodziny uchodźców z południa Libanu. W podobny sposób wykorzystywano część klasztoru w Harrisie, w którym w tej chwili mieszkają 44 osoby. Siostry Misjonarki Matki Bożej Nieustającej Pomocy udostępniły im dach nad głową, ale także swój ogród. Migranci opiekują się tym ogrodem i przy okazji mogą korzystać z jego owoców.
Sytuacja ekonomiczna i gospodarcza Libanu jest bardzo trudna. Potężna eksplozja w porcie w Bejrucie z sierpnia 2020 roku drastycznie pogłębiła ten kryzys. Katastrofa zniszczyła kluczową infrastrukturę, pozbawiła kraj dostaw pszenicy, a straty materialne oszacowano na około 15 miliardów dolarów. Do tego doszło napięcie polityczne, ale też problemy z korupcją. Czy – jeśli ta sytuacja by się pogłębiała – Liban może czekać los Wenezueli – państwa upadłego?
– To bardzo skomplikowana sytuacja. By ją zrozumieć, warto cofnąć się do roku 2006, kiedy Hezbollahowi udało się zmusić wojska izraelskie do wycofania się. Ceną, którą Liban musiał za to zapłacić było rozbrojenie. To był warunek rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Dziś Liban nie dysponuje siłą wojskową taką, jaką dysponują inne kraje. Cała obrona kraju zależy tak naprawdę od Hezbollahu, czyli środowiska radykalnych szyitów, uznanego przez wiele państw za organizację terrorystyczną. A czy Liban to państwo upadłe? Tego bym nie powiedział, ale na pewno przeszedł niejedno poważne załamanie. Ten kraj przez długi czas nie miał prezydenta, nie miał normalnie działającego parlamentu. W bardzo ograniczony sposób działa też system bankowy, w ciągu miesiąca z bankomatu można wyciągnąć tylko określoną sumę pieniędzy. Dla Libanu niezwykle istotna jest też migracja poza granice kraju. Liban w tej chwili istnieje głównie dzięki temu, że migracja jest, bo w dużym stopniu życie ludzi zależy od pieniędzy przesyłanych przez członków ich rodzin, którzy pracują w innych państwach.

Polska w swojej historii też miała okres wzmożonej migracji. Największa fala emigracji miała miejsce po przystąpieniu do Unii Europejskiej w 2004 roku. W ciągu kilku lat z kraju wyjechało łącznie ponad 1,2 miliona Polaków, część z nich dorabiała na zmywaku w Anglii.
– Libańczycy są bardzo zaradni i pracowici. Wielu z nich, już na początku edukacji, uczy się kilku języków. Wielu Libańczyków zna język arabski, angielski, francuski, dzięki temu łatwiej jest im znaleźć pracę na Zachodzie. Obecnie w Libanie żyje ok. 5 mln Libańczyków, na świecie populacja libańska liczy ok. 14 mln.
Wracając do sytuacji chrześcijan – w Libanie, ale też w innych krajach regionu. Ostatnie lata to szybkie tempo ich emigracji z Bliskiego Wschodu, prawda?
– Zgadza się. Dane na ten temat są porażające. Jeszcze 20 lat temu chrześcijanie w Libanie stanowili większość. Dzisiaj to około 35% społeczeństwa. W Syrii do niedawna chrześcijanie stanowili 20% społeczeństwa, dzisiaj jest ich maksymalnie 1,5%. Ten proces może na stałe zmienić religijny krajobraz Bliskiego Wschodu.
Międzynarodowa organizacja, jaką jest Pomoc Kościołowi w Potrzebie, udziela pomocy zarówno duchowej, jak i materialnej. Czy tak samo jest w Libanie?
– W Libanie od lat działają nasi przedstawiciele, którzy dbają o to, by wszystkie projekty prowadzone w Libanie były kontynuowane. Zadaniem naszych ludzi jest kontakt z darczyńcami, pomoc w przejściu przez wszystkie formalności. Wspieramy też Kościół lokalny w jego codziennym życiu przez różne inicjatywy duszpasterskie. Utrzymujemy kleryków uczących się w tamtejszym seminarium. Niektórzy z nich pochodzą z Iraku czy Syrii, dlatego bez pomocy nie mogliby się tu utrzymać. Ich rodzin nie stać na to, by pomóc swoim synom. Liban to też jedyny kraj, w którym PKWP prowadzi stałe wsparcie szkół. Fundujemy między innymi stypendia dla nauczycieli. Dążymy do tego, by edukacja była dostępna dla każdego. Wykształcenie jest bardzo istotne, bo dla wielu chrześcijan mieszkających na Bliskim Wschodzie to często karta przetargowa w staraniu się o pracę.

I choć pomoc humanitarna nie jest istotą naszego działania, to obecnie – ze względu na sytuację w Libanie – skupiamy się przede wszystkim na niej. Sytuacja jest kryzysowa, dlatego najpierw trzeba zadbać o zapewnienie podstawowych potrzeb. A taką potrzebą jest przebywanie w bezpiecznej przestrzeni. Takie przestrzenie tworzone są nie tylko w Libanie, ale też w Syrii. Tam ojcowie franciszkanie tworzą miejsca, do których można przyjść, zrobić grill ze znajomymi, gdzie można prowadzić zajęcia wyrównawcze. Te miejsca są oblegane także w trakcie wakacji, bo dzieci mogą przyjść i pograć w piłkę, pobawić się. Czy można to nazwać oazą normalności w nienormalnym świecie? Pewnie tak…
Pomoc Kościołowi w Potrzebie wspiera też małe biznesy, jak sklepy z dewocjonaliami i pamiątkami dla pielgrzymów. Takie wsparcie otrzymały sklepy w Ziemi Świętej. Czy w Libanie jest podobnie?
– Moim marzeniem jest to, żeby te firmy działały także w Libanie, ale mierzymy się z wieloma wyzwaniami w tym temacie. Nie zawsze można znaleźć dostawców, są też problemy logistyczne. Dużym problemem są wysokie koszty przewozu towaru, to tworzy barierę dla nowych kupujących. Staramy się przezwyciężyć te problemy i iść do przodu.
Z kolei w naszym sklepie internetowym (na stronie pkwp.org) można poznać szczegóły akcji Cedry Nadziei. To projekt, który łączy symbolikę – drewno cedrowe, narodowy symbol Libanu – z realnym wsparciem duchowym i materialnym. W ramach tej akcji można kupić wyroby przygotowane w oparciu o bogactwa Libanu. O Cedrach Nadziei opowiadaliśmy 12 czerwca na spotkaniu w Stacji Dialog we Wrocławiu. Pomoc Kościołowi w Potrzebie uruchomiła także akcję Słońce dla Libanu. Zebrane środki będą przeznaczone na instalację paneli fotowoltaicznych w we wcześniej wspominanym klasztorze prowadzonym przez Siostry Misjonarki Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Harissie, gdzie siostry zapewniają schronienie osobom uciekającym przed wojną.

W Libanie są też młodzi ludzie, którzy przygotowują mozaiki dlatego PKWP będzie je sprowadzać i dystrybuować w Polsce. Sprzedaż dużej mozaiki oznaczać może nawet miesiąc utrzymania w Libanie, dlatego tak cenne jest wspieranie takich akcji. Libańczycy nie chcą tylko wyciągać ręce po pomoc, ale chcą na siebie zarobić.
Chrześcijanie to świadkowie Chrystusa, chrześcijanie z Syrii czy z Libanu często świadczą o Nim z narażaniem życia.
– Uważam, że to my więcej im zawdzięczamy, niż oni nam. To oni mogą nas uczyć, co znaczy świadczyć o Chrystusie w dzisiejszym świecie. I z tego powodu naszym obowiązkiem jest nieść im pomoc, by mogli żyć, wierzyć i świadczyć.
Niedawno Wspólnota Sant’Egidio w Warszawie zorganizowała modlitwę za współczesnych męczenników za wiarę. Ludzie, którzy zginęli dlatego, że nie chcieli wyprzeć się wiary w Chrystusa, byli wymienieni z imienia i nazwiska. Wysłuchanie tej listy było przejmującym doświadczeniem. My w Polsce, w Europie, chyba za rzadko modlimy się za prześladowanych i dyskryminowanych chrześcijan.
– Pomoc Kościołowi w Potrzebie regularnie publikuje raport na temat wolności religijnej na świecie. Benedykt XVI powiedział kiedyś, że PKWP ma być głosem tych, którzy głosu nie mają. To jest jeden z ważniejszych elementów naszej misji. Raport jest skrupulatnie przygotowany, a dzięki temu jest cytowany przez wiele redakcji. Angażujemy się też w przygotowanie Dnia Solidarności z Kościołem Prześladowanym, który przypada zawsze w drugą niedzielę listopada.
Ksiądz z wykształcenia jest patrologiem, to chyba też ma znaczenie dla Księdza obecnej pracy.
– Przez lata pracowałem jako wykładowca patrologii, zajmuję się przede wszystkim patrologią syryjską, badam historię i nauczanie Ojców Kościoła, którzy żyli i tworzyli w kręgu syryjskim. W czasie studiów często odwiedzałem Liban i Syrię. Tym bardziej ważne jest dla mnie to, że nasza organizacja pomaga Kościołowi w tych krajach. W Pomocy Kościołowi w Potrzebie staramy się dostrzegać człowieka, do którego trafiamy z pomocą, a nie liczby i statystyki, dlatego tak ważne i cenne są wyjazdy do tych krajów, by na miejscu poznać ich wyzwania i potrzeby. Dzięki temu łatwiej też dotrzeć do producentów, darczyńców, łatwiej jest zorganizować całą sieć pomocy. Niektórych z nich znam jeszcze z czasów studiów, dziś te kontakty przynoszą owoce. Sądzę, że Pan Bóg miał na to wszystko swój plan.

Kilka miesięcy temu czytałem, że PKWP przygotowuje cykl katechez, które katecheci mogą wykorzystać w czasie lekcji religii. Czy ten projekt jest już realizowany?
– Projekt jest już gotowy, można go realizować, teraz pracujemy nad tym, by jak najwięcej nauczycieli o nim wiedziało. Informacja o tego typu katechezach trafiła też do diecezjalnych wydziałów katechetycznych. Katechezy są przygotowane dla szkół podstawowych oraz liceów. Katechezy zawierają scenariusz lekcji, do którego dołączone są materiały multimedialne (zdjęcia z naszych wyjazdów, materiały wideo i wywiady). Zależy nam na budowaniu społecznej świadomości o sytuacji Kościoła katolickiego w różnych regionach świata.
Księże Dyrektorze, na koniec zapytam jeszcze o sytuację Sekcji Polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie. Ksiądz jest dyrektorem tej instytucji od niemal dwóch lat. Z kolei w marcu tego roku, o czym informowaliśmy, złożył Ksiądz zawiadomienie do prokuratury w związku z wykrytymi nieprawidłowościami, które powstały za czasów poprzedniego dyrektora. Organizacje takie jak PKWP potrzebują transparentności, dlatego chciałbym – w imieniu naszych Czytelników – zapytać o to, czy toczące się śledztwo wpływa na bieżącą działalność PKWP. Czy liczy Ksiądz Dyrektor na szybkie wyjaśnienie tej sprawy?
– Kolejne wątki tej sprawy zajmują sporo czasu. Wolałbym go poświęcić na inne rzeczy, ale oczywiście współpracę z prokuraturą traktuję priorytetowo. Gdy objąłem funkcję dyrektora zarządziłem przeprowadzenie audytu. Nie po to, by szukać jakichś „haków”, ale by dokonać ewaluacji. Audyt przeprowadziła znana firma zajmująca się audytem firm i organizacji międzynarodowych. Jeśli w trakcie audytu zostają wykryte nieprawidłowości i naruszenia prawa, to automatycznie wysyłane jest zawiadomienie do prokuratury. Młyny sprawiedliwości mielą powoli, ale mam nadzieję, że ten proces niedługo się skończy. Doprowadzenie tej sprawy do końca jest naszą odpowiedzialnością wobec wszystkich darczyńców, którzy przez ostatnie lata wspierali PKWP. Chodzi o uszanowanie przysłowiowego wdowiego grosza. Jednocześnie mam na uwadze to, by nie zgubić podstawowego celu naszej organizacji, a więc troski o Kościół w różnych regionach świata. Jestem wdzięczny Kościołowi, że mi w tym względzie zaufał, że mogę wypełniać tę misję.








| Galeria (8 zdjęć) |
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Liban: zakonnice otworzyły klasztor dla uchodźców
Liban: Kościół zaskakuje muzułmanów chrześcijańską miłością bliźniego
Wolność religijna zagrożona w 14 krajach uczestniczących w Mundialu 2026





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny