EPA/Olga Fedorova Dostawca: PAP/EPA.

List z Ukrainy: dzieci uczą się rozpoznawać odgłosy dronów i rakiet

24 sierpnia Ukraina obchodziła 35. rocznicę odzyskania niepodległości. Tegoroczne święto miało szczególny wymiar – w czasie, gdy przyszłość kraju pozostaje zagrożona, a rosyjskie ataki nadal dotykają mieszkańców także stolicy. O sytuacji w Kijowie, wojnie, zniszczeniach oraz jej wpływie na dzieci pisze z Ukrainy dominikanin o. Jarosław Krawiec OP.

Drogie Siostry, Drodzy Bracia

W poniedziałek 24 sierpnia Ukraina świętowała 35. rocznicę niepodległości. Kiedy wolność i przyszłość kraju są zagrożone, takie dni obchodzi się ze szczególnym zaangażowaniem. Z tej okazji do Kijowa przyjechało też wielu zagranicznych gości, w tym prezydentów i premierów. W naszych kościołach modliliśmy się o pokój, dziękując jednocześnie za ostatnie 35 lat życia w niepodległym kraju.

Z tej okazji w sklepach pojawił się specjalny chleb nazwany „Хліб трьох епох” – „Chleb trzech epok”, na którym widnieje tryzub, herb Ukrainy. Chleb jest czymś bardzo ważnym i symbolicznym dla Ukraińców, a w pamięci narodu wciąż żywa pozostaje tragedia Wielkiego Głodu z lat 1932–1933. Dlatego spodobał mi się ten pomysł. W jednym bochenku piekarze połączyli trzy rodzaje chleba: chleb z kiełkującymi ziarnami, symbolizujący Ruś; puszysty chleb na maśle i żółtkach, nawiązujący do czasów Hetmanatu; oraz chleb z gotowanymi ziemniakami i makiem, przygotowany według przepisu z czasów Ukraińskiej Republiki Ludowej. Jeden bochenek, a w nim opowieść o kilku stuleciach ukraińskiej historii.

Kiedy piszę ten list, jest południe i przed chwilą znów słychać było wybuchy. Nad miastem pojawiły się rosyjskie drony. Po raz siódmy w ciągu tej doby ogłoszono alarm lotniczy, a z ulicznych megafonów rozbrzmiewał komunikat: „Air raid siren! Please proceed to a bomb shelter immediately”. Niestety, w ostatnim czasie stolica Ukrainy coraz częściej jest atakowana zarówno w nocy, jak i w dzień.

Najbardziej obawiamy się nocnych ataków rakietami balistycznymi, które pojawiają się niekiedy znienacka, ponieważ ukraińskie systemy obrony nie zawsze są w stanie odpowiednio wcześnie wykryć zagrożenie. Nic więc dziwnego, że bardzo często już wieczorem stacje kijowskiego metra szczelnie zapełniają się ludźmi, którzy spędzają tam całą noc. Ojciec Jakub, przeor naszego klasztoru, który również czasem jeździ nocą na stacje metra, opowiadał mi, że wiele osób, zwłaszcza rodzin, przynosi ze sobą niewielkie turystyczne namioty i rozkłada je na podziemnych peronach. W ten sposób próbują zapewnić sobie choć odrobinę prywatności.

>>> Ukraina: papieskie wsparcie dla kuchni solidarnościowej w Bereściu

Wracając ostatnio do klasztoru z wieczornego spaceru, mijałem sąsiadów z okolicznych bloków, którzy z plecakami i śpiworami w rękach szli nocować do znajdującego się niedaleko podziemnego parkingu. Teraz chodzi się do schronów, zanim zacznie się ostrzał, bo kiedy lecą rakiety, jest już za późno, by wychodzić z domu. Zdarzało się, że ludzie ginęli na ulicach, próbując dotrzeć do bezpiecznego schronienia.

W ubiegłym miesiącu odwiedził nas przebywający z oficjalną wizytą w Ukrainie abp Paul Richard Gallagher. Watykański Sekretarz ds. Relacji z Państwami chciał osobiście zobaczyć dominikański Instytut Wyższych Nauk Religijnych św. Tomasza z Akwinu oraz zniszczenia spowodowane majowym wybuchem rakiety. Oprócz politycznego wymiaru jego wizyta miała także wymiar duchowy – przewodniczył uroczystej Mszy świętej w narodowym sanktuarium maryjnym w Berdyczowie. Był to ważny znak bliskości z Ukrainą, którą Stolica Apostolska okazuje na wiele różnych sposobów.

W tych dniach abp Gallagher udał się do Moskwy. „Nie jestem wielkim optymistą, czy ta próba przyniesie pozytywne rezultaty, ponieważ wydaje się, że Putinowi pokój nie jest potrzebny” – tak biskup charkowsko-zaporoski Pawło Honczaruk skomentował dla katolickich mediów tę podróż do Rosji, dodając jednocześnie: „Bardzo dziękuję Papieżowi i Watykanowi za tę próbę, za ten wysiłek. Zdaję sobie sprawę, jak trudne musiało być doprowadzenie do przyjazdu abp. Gallaghera do Moskwy. Dziękuję mu i proszę Boga, aby mu pomógł”.

Za kilka dni rozpocznie się nauka w szkołach i na uniwersytetach. Tymczasem w ciągu zaledwie dwóch miesięcy Rosjanie zniszczyli około 33 procent rocznej produkcji książek w Ukrainie. Ucierpiało wiele wydawnictw. Szczególnie dotkliwy będzie w tym roku brak nowych podręczników, ponieważ w wyniku ataków na drukarnie, magazyny i centra dystrybucyjne spłonęło blisko 10 procent książek przygotowanych na nowy rok szkolny.

Ucierpiała również legendarna kijowska „Petrivka” – targ książkowy, który był kiedyś jednym z najważniejszych miejsc handlu książkami w Kijowie. Pamiętam moje pierwsze podróże z Polski do Kijowa. Przed laty, jako dominikański seminarzysta odwiedzałem „Petrivkę” w poszukiwaniu nie tylko książek, ale także płyt i kaset magnetofonowych z muzyką, które można było tutaj kupić znacznie taniej niż w Polsce. Pojechałem zobaczyć to miejsce. Widok był smutny. Mimo że od nocnego ataku upłynęło już wiele godzin, strażacy wciąż dogaszali płonące stragany z książkami.

W geście solidarności z wydawcami w księgarniach wystawiono książki wydawnictw najbardziej dotkniętych zniszczeniami ostatnich dni. Ukraiński rynek książki jest w bardzo trudnej sytuacji. Branża już wcześniej zmagała się z problemami finansowymi i niskim popytem, związanym wojną i wyjazdem z kraju milionów ludzi. Z powodu nierentowności zamknięto już w Ukrainie wiele księgarń. Teraz dodatkowo rosyjskie ataki niszczą drukarnie i magazyny pełne książek.

Wojna kradnie nie tylko budynki, książki czy miejsca, z którymi wiążą się nasze wspomnienia. Jej najboleśniejsze ślady pozostają w ludziach. Pochodzące z Polski siostry orionistki prowadzą w pobliżu Charkowa, na wschodzie Ukrainy, dom dla samotnych matek. Niedawno wraz z dziećmi, które mieszkają w ich ośrodku, wyjechały na letni obóz wypoczynkowy do malowniczo położonego miasteczka Hajworon.

„Jechaliśmy trasą, na której od czasu do czasu ktoś ginie od uderzenia drona” – opowiada siostra Kamila. „Po drodze, między Charkowem a Połtawą, mijaliśmy spalone stacje benzynowe – jedna za drugą. Dzieci spały w autobusie, bo jeździć teraz pociągiem z grupami dzieci jest zabronione – pozostaje autokar. Bezpieczniejszy. Za oknami wschód słońca i pola słoneczników po horyzont. Coś zachwycającego.

>>> Kard. Schönborn: czy długo jeszcze potrwa, zanim cierpiąca Ukraina w końcu doczeka się ciszy armat?

Wzruszająca gościnność domu w Hajworonie, ojca Tadeusza, księdza Grzegorza, pana Piotra. Ich troskliwość… I pytania dzieci: czy tu naprawdę nie strzelają? I dowiedzieliśmy się, że niedaleko jest kamieniołom i mogą być wybuchy od kruszenia kamieni. Bezpieczne wybuchy. Kiedy leciał nad nami wojskowy samolot, one po prostu zamierały. Rozmowy urywały się w pół słowa. I trzeba było wyjaśnień, że to bezpieczne – nasze samoloty, że wszystko OK.

Podczas dyskoteki, dzieci krzyczały, jakby chciały przekrzyczeć muzykę. Siedziałyśmy z nauczycielkami na dworze i aż bolało w środku. Tyle w dzieciach bólu i krzyku. Pomyślałyśmy, że dyskoteki trzeba by robić codziennie. A potem siedzimy z nimi w milczeniu i podziwiamy zachód słońca nad rzeką. Dzieci milczą i słuchamy ciszy, a nad wodą ptaki urządzają wieczorny pokaz tańca. Na Ukrainie dzieci boją się, że przyleci rakieta i mama zginie. Kiedy inne dzieci śpią spokojnie, one słuchają dźwięków wojny i potrafią odróżnić rodzaje przelatujących dronów. Wciąż modlą się o pokój. A jednocześnie potrafią skakać na trampolinach, śmiać się głośno, krzyczeć i milczeć. Mali bohaterowie naszych czasów, którzy dźwigają na swoich ramionach niczym niezasłużony ciężar wojny, bo niektórym dorosłym chce się udowadniać swoją wielkość”.

Dyplomatyczne zabiegi i rozmowy o pokoju są niezwykle ważne. Tymczasem wojna każdego dnia toczy się dalej i ma twarze konkretnych ludzi – także dzieci. Chyba właśnie to jest jednym z jej najbardziej bolesnych obrazów: całe pokolenie ukraińskich dzieci dorasta, ucząc się rozpoznawać odgłosy dronów i rakiet. Wiedzą, kiedy trzeba szukać schronienia, i potrafią rozpoznać dźwięk niebezpieczeństwa. Nauczyły się rzeczy, których żadne dziecko nie powinno umieć.

Z pozdrowieniami i prośbą o modlitwę

Jarosław Krawiec OP

Kijów, 27 sierpnia 2026

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze