fot. Freepik
Humanistyczne powitanie dziecka zamiast chrztu? Piękna ceremonia, ale nie sakrament
Jedni przygotowują dla dziecka kapsułę czasu, inni organizują konkursy i składają życzenia, które maluch ma przeczytać za kilka czy kilkanaście lat. Humanistyczna ceremonia powitania dziecka może być wzruszającym, rodzinnym wydarzeniem. Ale chrzest ma znaczenie, którego nie da się zamknąć wyłącznie w tym, co dzieje się tu i teraz.
Ostatnio coraz częściej, szczególnie w mediach społecznościowych, słyszę o tym, że ktoś zdecydował się na ślub humanistyczny. To świecka ceremonia, która skupia się bardziej na historii miłości danej pary niż na konkretnych regułach. A przysięgi są zastępowane słowami przygotowanymi przez zakochanych. To z pewnością ciekawe doświadczenie, jednak w żaden sposób nie zastępuje ślubu zawartego w urzędzie czy w kościele, ponieważ ślub humanistyczny nie ma mocy prawnej. Podobnie jest zresztą z… humanistyczną ceremonią przywitania dziecka. Nie sprawia ona, że dziecko zostaje oficjalnie zapisane w urzędzie i nie zastępuje chrztu. Chociaż mam wrażenie, że jednak w jakiś sposób taki jest cel tego spotkania, które w zamyśle rodziców ma być jakąś alternatywą dla tego sakramentu.
Alternatywa dla chrztu?
Chrzest często jest pierwszym większym wydarzeniem w życiu dziecka, w którym jest ono w centrum uwagi. Jest najbliższa rodzina, czasem nawet przyjaciele rodziców. Ale – co najważniejsze – jest też sakrament. Pierwszy i najważniejszy w chrześcijaństwie, który zmywa grzech pierworodny oraz włącza człowieka do wspólnoty Kościoła. Chrzest zatem to nie tylko uroczyste powitanie dziecka w rodzinie czy okazja do spotkania bliskich sobie osób. To wydarzenie ma dla wierzących przede wszystkim wymiar duchowy. Dlatego w takim kontekście chrztu nie jest w stanie zastąpić żadna inna ceremonia, nawet w najpiękniejszej oprawie.
Moim zdaniem trudno więc humanistyczną ceremonię powitania dziecka nazwać alternatywą dla chrztu. A właśnie z takimi komentarzami spotkałam się niedawno pod kilkoma postami na Instagramie. A były nawet takie, których autorzy pisali, że mają nadzieję, że takie spotkanie na cześć dziecka będzie w niedalekiej przyszłości w Polsce normą. I o ile nie mam nic przeciwko takim wydarzeniom, o tyle nie chciałabym, by słowa autorki tego komentarza się ziściły.

>>> Młodzi pomagają w DPS-ie i uczestniczą w rekolekcjach w milczeniu [ROZMOWA]
Tu i teraz czy na wieki?
Zastanawiam się natomiast, skąd właściwie bierze się potrzeba organizowania takich ceremonii. Może dla części rodziców to tylko możliwość uczczenia narodzin dziecka w radosny i wzruszający sposób w gronie rodziny? Z różnymi konkursami czy też przygotowywaniem prezentów „na przyszłość” dla malucha, na przykład tzw. kapsuły czasu, w której każdy wpisuje słowa, które chciałby przekazać dziecku za kilka lat.
Nie każdy wierzy w Boga i nie każdy chce, by jego dziecko wychowywało się w wierze katolickiej. I to jest dla mnie oczywiście zrozumiałe. Natomiast uważam, że problem pojawia się wtedy, kiedy zaczynamy taką ceremonię stawiać na równi z chrztem. Bo faktem jest, że oba wydarzenia mogą mieć piękną i rodzinną oprawę. Ale chrzest nie jest uroczystością, którą można zastąpić humanistyczną ceremonią. Jest sakramentem. I właśnie dlatego, jako osoba wierząca, nie chciałabym, żebyśmy z czasem zaczęli traktować ów sakrament jedynie jako możliwość „ładnego powitania” dziecka na świecie. Z chrztem wiążą się konkretne, wyznawane przez rodziców wartości. I oczywiście wiara w Boga. Nie ma on wymiaru tylko „ziemskiego”, ale też duchowy, nie wiąże się tylko z tym, co dzieje się tu i teraz, ale i z przyszłością oraz – przede wszystkim – z życiem wiecznym.
Początek
W tej dyskusji łatwo też skupić się na tym, co najbardziej widoczne: na dekoracjach, spotkaniu rodziny, prezentach czy poruszających słowach kierowanych do dziecka. A przecież w chrzcie najważniejsze jest to, czego nie da się zobaczyć ani sfotografować. To łaska, którą otrzymuje człowiek. To włączenie dziecka do wspólnoty Kościoła, które rozpoczyna drogę, na której ma wzrastać ono w wierze. Cała zewnętrzna oprawa, nawet najładniejsze ubranie do chrztu i inne elementy, to tylko dodatki do tego, co dokonuje się w wymiarze duchowym.
W związku z tym trudno mi postawić znak równości między humanistyczną ceremonią powitania dziecka a chrztem świętym. Bo owszem, można stworzyć piękną uroczystość, którą rodzina będzie wspominać przez cały rok. Ale nie można zastąpić nią sakramentu. Bo chrzest to nie tylko ceremonia. To spotkanie z Bogiem, które nie ma żadnej innej alternatywy.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |

Ksiądz motocyklista: pokory nauczyłem się na dwóch kołach [ROZMOWA]
Rekolekcje, młodzi, rodziny i… zaręczyny. Mniej znane oblicze Lichenia [ROZMOWA]
Za słowem „uchodźca” zawsze stoi człowiek [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny