fot. materiały prasowe/AI
Wywoływacze emocji [FELIETON]
Radość, zaskoczenie, zachwyt, wzruszenie, ekscytacja. Ale i strach, złość, lęk, gniew czy smutek. A przede wszystkim – ogromne zaciekawienie. Siłą książek jest to, że potrafią wywoływać w czytelnikach przeróżne emocje. Są takimi wywoływaczami emocji. A jeśli przy jakiejś lekturze nic nie czujemy – to chyba znak, że to książka nie dla nas.
W moje ręce trafiła ostatnio książka „Król serce” Lily King (Wydawnictwo Znak). Na jej mocno rzucającej się w oczy okładce (jest mocno pomarańczowa, bardzo wyrazista) znaleźć można określenie „literacki fenomen”. Chciałem więc przekonać się, czy to naprawdę tak świetna powieść. I przepadłem – pochłonąłem ją praktycznie na raz. Wzbudziła przede wszystkim moją ciekawość, ale po drodze też masę różnych innych emocji. To powieść obyczajowa, której narratorką jest Jordan. Poznajmy ją jako studentkę. Pod koniec studiów spotyka Sama i Yasha, dzięki którym jej codzienność pełna jest pasjonujących rozmów i karcianych rozgrywek. W grę wchodzą też oczywiście uczucia, które rodzą się między bohaterami. Ale przychodzi czas końca studiów, czas rozstań i pożegnań. Bohaterowie wybierają inne drogi życiowe. A po latach kilkukrotnie ich losy znów się ze sobą splatają. I okazuje się, że o pewnych uczuciach się nie zapomina. Są żywe przez cały czas, nawet jeśli ta druga osoba jest daleko. Zwłaszcza uczucia, które narodziły się za młodu. W „Królu serce” dzięki Lily King przypatrujemy się bohaterce, która na różnych etapach swojego życia zostaje skonfrontowana z bardzo żarliwymi uczuciami. Życie składa się z wielu codziennych wyborów i decyzji – tak było też w życiu Jordan. A jednak wciąż wracają do niej sytuacje i chwile z młodości. Może wystarczyło podjąć kilka innych decyzji, by pewnych relacji nie utracić na zawsze?
Autorka stworzyła bardzo poruszającą czytelnika powieść, której lektura wywołuje w nas szereg emocji. Czytając ją, na pewno poczujemy trochę melancholii, smutku i żalu – zwłaszcza podczas bardzo emocjonalnej końcówki. Kilkadziesiąt ostatnich stron dosłownie rozrywa serce czytelnika – dawno żadna książka aż tak mną nie wstrząsnęła. Ale gdzieś tam podczas lektury tlić będzie się też nadzieja. Bo choć to nie jest historia z klasycznym happy endem – to jednak ostatecznie oczyszcza nas i zachęca, do tego, by pogodniej spojrzeć na życie. Książka ma 300 stron, czyta się ją błyskawicznie, a mimo to czytelnik zdąży się przyzwyczaić do bohaterki. Kibicujemy jej – choć widzimy, jak bardzo jej życie nie jest idealne. „Króla serce” (Wydawnictwo Znak) warto przeczytać właśnie z powodu licznych emocji, które w nas wywołuje. Emocje kłębią się też między bohaterami, ale jednak te najważniejsze dotyczą nas, czytelników. Do lektury weźcie chusteczkę – możecie uronić kilka łez.

To przykład, ale takich książek, które w jakiś sposób nas poruszają czy nami wstrząsają jest więcej. Ba, tylko po takie powinniśmy sięgać! Bo jeśli książka nie zostawia w nas po sobie niczego – to jakby jej nie było. I nie chodzi oczywiście o to, żeby sobie podczas lektury nazywać emocje, zastanawiać się nad tym, które z nich właśnie się w nas uruchamiają itd. Nie, czytać mamy płynnie. Uwierzcie, poczujecie, że książka choć trochę do Was przemówiła. Zrozumiecie, czy jakoś Was poruszyła, czy też po prostu zmarnowała Wam czas. Nie zastanawiajmy się więc nad emocjami – ale po prostu czytajmy. Moc książek tkwi właśnie w tym, że potrafią nas poruszyć, wciągnąć w swój świat. Przede wszystkim – potrafią zaciekawić, zainteresować. Ale potem też niosą za sobą różne inne emocje, związane już bardziej z gatunkiem, poruszanymi kwestiami, problematyką itd. Jak książka nic z nami nie robi – to nas zwyczajnie nudzi. Wtedy to najlepiej odłożyć ją na półkę i wziąć się za czytanie czegoś innego. Po jakimś czasie warto znów sięgnąć po tę odłożoną na bok pozycję – czasem książka potrzebna jest nam na danym etapie życia. Tak miałem z Jeżycjadą Małgorzaty Musierowicz. Czytałem jeden tom gdzieś w gimnazjum, zupełnie do mnie ta lektura nie trafiła. Wynudziłem się wtedy. A chwilę przed czterdziestką chłonąłem tom za tomem, czując na końcu pustkę, że nie ma już więcej przygód Borejków. Wciąż się łudzę, że jeszcze wrócimy do tego uniwersum. Czytając tę serię, czułem zaciekawienie, ale też wiele innych emocji. Radość, gdy bohaterom życie się układało. Niepokój i smutek, gdy coś im nie szło. I wiele, wiele innych emocji. Tak wpływają na nas książki.
W kilku miejscach wspomniany „Król serce” to metaopowieść – to literatura o literaturze. I w jednym z takich momentów pada zdanie, które bardzo do mnie przemówiło: „Cała literatura opiera się na obietnicy zmiany, dorastamy, mamy objawienia, stajemy się lepsi, rozumiemy nasze wady”. Książki muszą coś z nami robić – nie możemy po lekturze być dokładnie tacy sami. I do każdego może przemówić inny typ literatury – ważne by znaleźć, to co się podoba. Wtedy nawet po przeczytaniu zwykłego kryminału będziemy o coś bogatsi – coś się zmieni.
Kończąc ten felieton, chcę przekazać jeszcze jedną myśl. Poza tym, że książki są wywoływaczami emocji, to często zostawiają nas też z pięknymi myślami (które zresztą też wywołują w nas emocje). Ja wybrałem dla Was dwie z „Króla serce” – obie są o miłości. Pierwsza: „Miłość to coś, na co sobie pozwalasz na własne ryzyko, wbrew zdrowemu rozsądkowi”. I druga: „Gdzie bylibyśmy, gdyby nie miłość? Myślę, że to jedyna forma nadziei, jaką mamy. Jeśli chcemy przetrwać. Ile warte byłyby pozostałe cnoty bez miłości?”.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |

W Katowicach rozpoczął się ogólnopolski zjazd ojców duchownych
Caritas Nepal: informacje po powodzi są fragmentaryczne, a wiele obszarów jest nadal niedostępnych
Leon XIV o uzależnieniach od narkotyków: potrzeba obecności i wsparcia rodziny





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny