Kościół w Polsce nie powtórzy scenariusza irlandzkiego, Marcin Przeciszewski, KAI, rozmowa misyjne pl

Zdjęcie: Marcin Przeciszewski, prezes KAI, fot. KAI

Marcin Przeciszewski, prezes KAI: Kościół w Polsce nie powtórzy scenariusza irlandzkiego [ROZMOWA]

10 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Analiza arcybiskupa Jędraszewskiego byłaby uprawniona na uniwersytecie, na konferencji prasowej – nie mówi w rozmowie z misyjne.pl dziennikarz, prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej. Marcin Przeciszewski zdradza, co po konferencji prasowej Episkopatu powiedział mu kard. Stanisław Dziwisz. Rozmawiamy też o specyfice polskiej religijności, próbujemy przewidzieć przyszłość. 

fot. KAI

Maciej Kluczka (misyjne.pl): Czy to, że Kościół jest pod lupą mediów, niektórzy powiedzą „na cenzurowanym”, inni bardziej w pozytywnym znaczeniu: „w zainteresowaniu mediów” to coś nowego czy w gruncie rzeczy to nic nowego pod słońcem? 

Marcin Przeciszewski (prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej): Nihil novi sub sole. Kościół zawsze będzie pod lupą, bo jest instytucją mającą wciąż duży autorytet. A skoro jest swego rodzaju „znakiem sprzeciwu”, skoro mówi o podstawach aksjologicznych demokracji czy stawia wymagania moralne politykom zawsze będzie to wywoływać opór. Kościół też – jak zawsze w historii ma oczywistych wrogów. Dla nas, jako ludzi Kościoła, powinno być to szczególnym zobowiązaniem. Jeśli głosimy pewne standardy moralne, to musimy wiedzieć, że we współczesnym świecie najistotniejszym przekazem jest świadectwo. Ono musi być absolutnie przejrzyste, a to nie jest łatwe, nawet jest  bardzo trudne…  

Nihil novi sub sole. Kościół zawsze będzie pod lupą, bo jest instytucją mającą wciąż duży autorytet”. 

I w każdej dużej organizacji (mówiąc językiem świeckim) zdarzają się błędy, do których trzeba się przyznać, przyznać przed światem – dla tej organizacji – zewnętrznym. Jak Pan patrzy, z dziennikarskiego punktu widzenia, ale już z dystansem czasowym, na konferencję prasową Episkopatu na temat przypadków wykorzystywania seksualnego w polskim Kościele? Konferencję transmitowały wszystkie najważniejsze stacje informacyjne, i to w całości, co też często się nie zdarza. Czy hierarchowie, którzy brali udział w spotkaniu z dziennikarzami, zdali egzamin medialny?  

Nie tylko każda organizacja popełnia błędy, ale każdy z nas. Kościół proponuje zawsze drogę nawrócenia, która składa się z kilku kroków: uświadomienie sobie grzechów, przyznanie się i wyznanie ich, później przeproszenie i zadośćuczynienie. I to jest jedyna droga sensownej odpowiedzi Kościoła, jeśli jego ludzie, czy księża okazują się grzesznikami. Szczególnie ważne jest to we współczesnym świecie, kiedy Kościół jest pod lupą, co zauważyliśmy przed chwilą. Co do tej konferencji prasowej, to musimy wiedzieć, że przekaz dla mediów musi być jasny, prosty i komunikatywny, bez subtelności, jakie towarzyszą debacie akademickiej.  

Albo z ambony w Kościele.  

Te porządki niestety zostały tutaj pomieszane. Mówię o bardzo wybitnym polskim filozofie, metropolicie krakowskim, którego niezwykle szanuję. Abp Marek Jędraszewski przeprowadził bardzo subtelną filozoficzną analizę pojęcia „zero tolerancji”, ale problem w tym, że nikt z dziennikarzy tego nie zrozumiał. Więc odebrano jego słowa opacznie. Gdyby ta analiza była przeprowadzana np. w katedrze etyki, byłaby uprawniona, na konferencji prasowej nie. Autorem hasła „zero tolerancji” jest przecież Jan Paweł II. Miałem okazję o tym rozmawiać z kard. Stanisławem Dziwiszem. On potwierdza, że Jan Paweł II mówił o zasadzie „zero tolerancji” biskupom amerykańskim, później pojawiła się ona w dokumentach Episkopatu USA i dalej jest powtarzana. A tymczasem dziennikarze zrozumieli, że w trakcie konferencji prasowej została ona podważona. 

„W czasie konferencji prasowej KEP zostały pomieszane porządki: medialny z akademickim”

Czyli już w strukturach tej organizacji (jeśli mówimy językiem korporacyjnym), w strukturach Kościoła, to pojęcie istniało, funkcjonowało.  

Oczywiście. Także w dokumentach polskiego Episkopatu to pojęcie jest cytowane i stosowane. I to pojęcie najlepiej wyjaśnia strategię Kościoła. To nie znaczy, że nie szanujemy godności ludzkiej przestępcy. Szanujemy godność każdego człowieka…  

…ale wobec jego czynu stosujemy zasadę „zero tolerancji”.  

Nie może być jakiegokolwiek cienia tolerancji dla przestępstw we wspólnocie Kościoła. Nie może być przyzwolenia na ranienie najsłabszych, na ewidentne przeciwstawianie się moralnemu nauczaniu Kościoła. I to wcale nie jest sprzeczne z pojęciem miłosierdzia. Tu na ziemi mamy obowiązek – zgodnie z zasadami sprawiedliwości – tych ludzi ukarać, w trosce o bezpieczeństwo ofiar, jednocześnie licząc na to, że nawet najgorszych przestępców czeka Boże Miłosierdzie. 

fot. Leszek Szymański, PAP

Wrzucę kamyczek do dziennikarskiego ogórka, choć nie wiem, czy to ich „grzech”, po prostu taka ich natura, specyfika. Media (przynajmniej w większości) nie przedstawiają nawet słusznej, ale rozbudowanej analizy, nie zrobią tego od A do Z, bo nie mają tyle czasu antenowego czy miejsca w gazecie. Muszą tę wypowiedź okroić 

Tymczasem raport, jaki został przedstawiony, jest dobrym krokiem. W ostatnich latach atak na Kościół szedł pod hasłem: „Kościół zamiata pod dywan”, „Kościół nie chce ujawniać”. Tu zostało jasno powiedziane – Kościół nie ma nic do ukrycia, Kościół jest przejrzystą wspólnotą wiary i ta ma odwagę pokazać nawet skalę grzesznego zjawiska. Raport ujawnia 382 zgłoszone przypadki i o tyle jest ich za dużo. Kościół wiec za nie przeprasza i chce problem z absolutną determinacją rozwiązać. Tak, aby stać się absolutnie bezpiecznym miejscem dla dzieci i młodzieży.  

„Nie może być jakiegokolwiek cienia tolerancji dla przestępstw we wspólnocie Kościoła. I to nie jest sprzeczne z pojęciem miłosierdzia”

Ostatnio abp Jędraszewski, inaczej rozłożył akcenty. Kilka dni temu w czasie nabożeństwa pokutnego mówił o tym, że to ofiara ma pierwszeństwo. I jej cierpienie, jej zadośćuczynienie jest najważniejsze.  

Tak, ale problem w tym, że media już tego nie zauważyły. 

Czy ma Pan wrażenie, że kwestie wiary są ostatnio „modnym”, „popularnym” tematem w mediach? Często słyszymy o ludziach, którzy otwarcie mówią o swojej wierze, przywiązaniu do religii. Powstają specjalne blogi na ten temat. Z drugiej strony dużo mówi się o Kościele jako instytucji. To pokazuje, że temat wiary/religii/Kościoła jest żywy? Może to pozytywne, bo jeśli żywy, to nie obojętny?  

Jest tak, jak Pan mówi. Kiedy porównamy media francuskie, niemieckie czy też wschodnioeuropejskie (naszych sąsiadów) z mediami polskimi, to okaże się, że w naszej przestrzeni medialnej religia jest jednym z wiodących tematów. Społeczeństwo polskie cechuje pewna naturalna otwartość na sprawy religijne. Religia jest w naszej kulturze mocno zakorzeniona, i to jest genialne. U niektórych  nauczanie Kościoła wywołuje co prawda bunt, ale nie przechodzą wobec Kościoła obojętnie. Dużym wzięciem medialnym cieszą się lajtowe inspiracje religijne, np. kuchnia danego zakonu, tradycje, zjawiska pochodzące z innych religii. Społeczeństwo polskie jest społeczeństwem głęboko osadzonym w religii. To jest dużą nadzieją, szansą przed naszym Kościołem. 

Film „Kler” obejrzało 5 mln Polaków. Jak to interpretować?  

To nie znaczy, że ci wszyscy ludzie szukają krytyki Kościoła i cieszą się, że ona jest. Polska ma pewną ciekawą specyfikę łączymy w sobie głęboki szacunek do Kościoła z drzemiącym antyklerykalizmem. I na tym „zagrał” Wojciech Smarzowski. Żadne badania socjologiczne nie potwierdzają, że ci, którzy poszli na „Kler”, przestali chodzić do kościoła. To już było w Rzeczpospolitej: był pan, wójt i pleban (np. u Mikołaja Reja – przyp. red.) i oni się wzajemnie krytykowali. I tak jest nadal. W związku z tym zagranie na uczuciach antyklerykalnych wcale nie musi obalić wiary. Kościoły po tym filmie nie opustoszeją.  

„Polska ma pewną ciekawą specyfikę łączymy w sobie głęboki szacunek do Kościoła z drzemiącym antyklerykalizmem”

Może mamy na tyle blisko tego księdza – plebana, że pozwalamy sobie na krytykowanie go,  bo jest jednym z nas. I niekoniecznie chcemy pluć mu pod nogi i wychodzić z Kościoła.  

I jest jeszcze druga kwestia – ten poziom zainteresowania Kościołem, religią, nawet krytycznego, stwarza możliwość ciekawej przyszłości. Uważam, że nie czeka nas droga sekularyzacji, jaką przeszła Europa Zachodnia. 

fot. flickr.com

A można usłyszeć: „Polacy spójrzcie na Irlandię. Jeśli zależy Wam na dobru Kościoła w Polsce to uczcie się na błędach Kościoła w Irlandii”.   

Scenariusza irlandzkiego z pewnością w Polsce nie będzie. Bywałem w Irlandii jeszcze w czasach świetności tamtejszego Kościoła, kiedy Irlandia wyprzedzała nas w statystykach religijności. Jednocześnie widziałem, że był to Kościół dość konserwatywny, na dodatek mocno powiązany z polityką, i to w jednym nurcie. Kościół w Polsce jest zupełnie inny, mamy konglomerat barw i odcieni. W związku z tym ludzie o różnej wrażliwości i o różnych poglądach politycznych znajdują w tym Kościele swoje miejsce. Mamy miejsce dla katolików tradycyjnokonserwatywnych (np. Radio Maryja), mamy też ofertę dla osób wysublimowanych intelektualnie, a zarazem krytycznych w stosunku do Kościoła (np. Tygodnik Powszechny, KIK-i). To środowiska też są potrzebne. Stanowią ofertę dla „ludzi pogranicza”, wiary i niewiary. Ale z nimi tez trzeba rozmawiać.  

„Kościół w Polsce jest zupełnie inni niż w Irlandii. Mamy konglomerat barw i odcieni, irlandzki jest jednopoziomowy.”

Stawiają pytania, wobec których nie można przejść obojętnie.  

Klasycznym przykładem, że Kościół w Polsce potrafi pozytywnie przechodzić przez kryzysy, są powołania kapłańskie. 30 lat temu 80% seminarzystów pochodziło ze wsi, z tradycyjnych rodzin, a dzisiaj 70% kleryków pochodzi z ośrodków miejskich. Wieś przestała być rezerwuarem powołań, ale nie nastąpił kryzys powołań. Po prostu Kościół znalazł nowe twórcze siły. Dziś większość powołań pochodzi z nowych wspólnot, oaz, kół liturgicznych, duszpasterstw. Sądzę więc, że wysoki poziom sekularyzacji Europy Zachodniej będzie wyjątkiem w rozwoju świata a nie normą. Mam nadzieję, że my w tym kierunku nie pójdziemy. Polska jest 15 lat w Unii Europejskiej, kraj się modernizuje, ludzie się bogacą, a nie skutkuje to gwałtownym obniżeniem praktyk religijnych. Oczywiście jest wiele zagrożeń, ale ufam, że w Polsce nowoczesność jest możliwa w symbiozie z wiarą chrześcijańską.

Zdjęcie rzecznik Episkopatu podczas konferencji prasowej, fot. Leszek Szymański, PAP

Duże pokaże i powie nam pokolenie, które teraz wchodzi w dorosłość, często nazywane pokoleniem „Z”, tzw. „post-millennialsi”. Na koniec zapytam o duchownych aktywnych w mediach, także społecznościowych. Czy to dobrze?  

To super! Ambona dociera do tych, którzy przekroczą mury świątyni. Ks. Wojtek Sadłoń (dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego – przyp. red.) pokazuje, że do Kościoła co niedziela uczęszcza 39% Polaków, to mniejszość. A większość to „ludzie pogranicza”, którzy identyfikują się z tradycją, ale są niepraktykujący, bądź od czasu do czasu. Ważne jest by do tej społeczności dotrzeć, także za pomocą mediów, a do młodych szczególnie za pomocą mediów społecznościowych. I chwała Bogu, że jest cała grupa duchownych, którzy tam idą, stają się liderami, idolami. Owszem, czasami aż za bardzo… ale są to grzechy wybaczalne, taka jest natura tego przekazu. To jest właśnie Nowa Ewangelizacja. Polega ona na tym, że czujemy się odpowiedzialni nie tylko za stadko wiernych owiec, ale i za stada zagubionych. Genialnego mamy papieża. Co on na ten temat mówi? „Idźcie na peryferie świata, rozmawiajcie z tymi ludźmi”. Do tego powołany jest każdy z nas. Franciszek mówi: „masz być nie tylko uczniem, masz być uczniem misjonarzem”.  

Na koniec zapytam o newsa, „katolickiego newsa”. Czy w katolickiej redakcji też są tak gorące „breaking news”, które temperaturą równają się tym czerwonym i żółtym paskom znanym z telewizji informacyjnych? Czy to wybór nowego papieża? Nominacja dla nowego biskupa? Czy coś innego?  

To są często ważne, istotne, przełomowe wypowiedzi kościelnych hierarchów. Także dokumenty, które wywołują dużą dyskusję. Takim „newsem” będzie  chociażby najnowsza adhortacja podpisana przez papieża Franciszka – adhortacja „Christus vivit”. Niebawem ją ujrzymy.  

Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze