fot. EPA/Juan Ignacio Roncoroni

Michał Jóźwiak: wiara została odarta z religijności [KOMENTARZ]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Nie mam wątpliwości, że pandemia koronawirusa zmieni Kościół. Zmieni także wszystkie inne obszary naszej rzeczywistości. Przynajmniej na kilkanaście miesięcy. Z czym będziemy musieli się zmierzyć? Czy nasza wiara przetrwa bez dotychczasowych form religijności?

Nikt już chyba nie ma złudzeń. Koronawirus odciśnie mocne piętno na światowej gospodarce, gwałtownie zmieni rynek pracy i na pewno odmieni nasze zachowania społeczne. To już nie prognoza, a opis rzeczywistości, w którą wkroczyliśmy. Globalne koncerny, ale również mniejsze lokalne firmy nagle zostały zmuszone do zaciągnięcia hamulca ręcznego. To silne i nieoczekiwane hamowanie spowodowało, że z ich pokładów za burtę wypadło wielu członków załogi. Idą za tym rodzinne dramaty. Utrata źródła dochodu to problem, który dotyka przecież nie tylko danego pracownika, ale całej jego rodziny. Pewnie w kolejnych miesiącach będziemy żyć skromniej, a na pewno ostrożniej pod względem finansowym. Ostrożność dotyczy także naszych kontaktów z ludźmi, nawet tymi najbliższymi. Przez narodową kwarantannę rodziny i przyjaciele widują się znacznie rzadziej, o ile w ogóle mają taką możliwość. Podejrzewam, że nawet kiedy pandemia się skończy, minie trochę czasu, zanim wrócimy do wcześniejszych nawyków i beztroskich spotkań.

>>> Świat nieczynny z powodu awarii [FELIETON]

Nowa rzeczywistość przekształciła także naszą religijność. Celowo nie używam słowa „wiarę”, bo to rozróżnienie jest w tych czasach bardzo istotne. Wiara jest łaską, relacją i naszą pozytywną odpowiedzią wobec Boga. Religijność natomiast to zewnętrzne formy przeżywania wiary. I te formy siłą rzeczy, czyli w konsekwencji pandemii, musiały ulec zmianie. Wielu katolików nie wyobrażało sobie Wielkiejnocy bez spowiedzi, uczestniczenia w Triduum Paschalnym czy popularnej święconki. Tymczasem ze względów bezpieczeństwa wierni sakrament pokuty musieli zastąpić żalem doskonałym, a uczestnictwo we mszy św. transmisją online i Komunią Św. duchową. To niełatwe. Będąc przywiązanym do konkretnych form praktykowania wiary trudno nagle porzucić swoje dotychczasowe rytuały i zastąpić je nowymi.

fot. PAP/Wojtek Jargiło

Takie porzucenie nawyków może być jednak korzystne. Mamy w tym czasie szansę, aby dzięki przekazom mediów katolickich i poszczególnych księży, udało się przekonać wiernych, że Kościół i sam Pan Bóg ma narzędzia, żeby przebaczać nam grzechy i spotykać się z nami poza tymi widzialnymi znakami. Oczywiście nie chodzi o to, żeby znieść tradycyjną spowiedź i zaprzestać sprawowania Eucharystii. To byłoby absurdem. Ale dobrze jest uświadomić sobie, że to właśnie wiara, czyli relacja z Bogiem, jest dla nas kluczowa, a nie sama religijność. Formy wyrażania swojej wiary można, a w takiej sytuacji jak epidemia, nawet trzeba dostosować do realiów. To nie wpuszczanie do Kościoła jakiegoś niezdrowego modernizmu. Nauczanie o odpuszczeniu grzechów śmiertelnych na mocy żalu doskonałego, kiedy nie ma możliwości odbycia spowiedzi, czy o przyjmowaniu Komunii Św. w formie duchowej jest obecne w Kościele już od setek lat.

>>> Koronawirus to wstrząs dla Kościoła i naszej wiary [KOMENTARZ]

Pojawiają się głosy i obawy, że wierni nie wrócą do kościołów. A przynajmniej nie będą tak tłumnie uczestniczyć w nabożeństwach jak przed pandemią koronawirusa. Że z wygody zostaną przez telewizorami i ekranami laptopów. To rzeczywiście może być jeden z negatywnych skutków obecnej sytuacji. Jestem jednak przekonany, że dla wielu katolików narodowa kwarantanna to jednocześnie szczególne rekolekcje. Pandemia koronawirusa okazuje się sprawdzianem z naszej wiary. Sytuacja zagrożenia i strachu bezlitośnie obnażyła, co w przeżywaniu naszej relacji z Bogiem jest zabobonem, a czasem nawet magią. Pojawiały się już tezy, że przez Komunię Św. nie można się zarazić, a „konsekrowane ręce” nie przenoszą wirusów. Przy całym tym dramacie rodzin, które dotknięte są chorobą czy długą izolacją, może pożytkiem będzie dla nas wszystkich przemyślenie na nowo tego, czym jest chrześcijaństwo. Czy jest rzucaniem zaklęć na rzeczywistość, czy też dojrzewaniem do miłości Boga i bliźniego.

Zobacz także
Wasze komentarze