fot. Z ARCH. KASPRA KAPRONIA OFM

Amazonia: laboratorium Kościoła [ROZMOWA/MISYJNE DROGI]

– Z perspektywy doświadczenia Kościoła Amazonia jest niczym laboratorium. Tutaj widać, co jest naprawdę konieczne: wspólnota, słowo Boże, odpowiedzialność świeckich. To, co w Amazonii jest codziennością od lat, gdzie indziej dopiero się zaczyna – opowiada pracujący w Boliwii liturgista Kasper Kaproń OFM. Opowiada o odpowiedzialności świeckich, szczególnej roli kobiet, doświadczeniu Kościoła amazońskiego, haśle „uczniowie-misjonarze” z Aparecidy oraz o pracach nad rytem amazońskim.

Anna Gorzelana: Kościół w Boliwii mógłby dziś działać bez świeckich?

Kasper Kaproń OFM: – W wielu regionach parafia czy misja nie kończy się na murach kościoła, ale rozciąga się na dziesiątki, czasem setki kilometrów. Duchowny bywa w poszczególnych wspólnotach kilka razy w roku albo i rzadziej. Gdyby życie Kościoła zależało tylko od niego, po prostu by zamarło. Dlatego to świeccy są tu pierwszym i codziennym obliczem Kościoła. W małych wioskach ludzie zbierają się co niedzielę na liturgii słowa. Ktoś musi otworzyć kaplicę, przygotować ołtarz, przeczytać Biblię, poprowadzić modlitwę i śpiew. Robią to miejscowi katechiści i liderzy wspólnot, przygotowani wcześniej do tej posługi. Uczą dzieci modlitw, przygotowują do przyjęcia sakramentów, towarzyszą rodzinom w chwilach granicznych: przy chorobie, śmierci, narodzinach dziecka. Kościół jest obecny przez ludzi.

Gdy słyszy się o Kościele w Ameryce Południowej, to często podkreśla się szczególną rolę kobiet w tamtejszych wspólnotach. Jak jest naprawdę?

– W wielu wioskach to kobiety są sercem wspólnoty: są katechistkami, animatorkami, liderkami modlitwy. Często są to matki i babcie, które przekazują wiarę tak samo, jak wcześniej one ją otrzymały. Uczą dzieci znaku krzyża, prowadzą różaniec, przygotowują kaplicę na święto patronalne. Niejedno dziecko najpierw spotyka kobietę z Biblią w ręku, a dopiero później księdza. Ich autorytet bierze się z życia, z obecności w codziennych sprawach ludzi. Bez tej cichej, wiernej pracy wiele wspólnot dawno by się rozpadło.

Katechistka świecka w czasie formacji/fot. Z ARCH. KASPRA KAPRONIA OFM

W Polsce trwa rok duszpasterski przeżywany pod hasłem „Uczniowie-misjonarze”. Pojęcie to zaczerpnęliśmy z dokumentu z Aparecidy (Brazylia).

– Warto przypomnieć, że zwrot „uczeń–misjonarz” został rozpowszechniony podczas V Konferencji Ogólnej Episkopatów Ameryki Łacińskiej i Karaibów w Aparecidzie w 2007 roku. Głównym redaktorem dokumentu końcowego był kard. Jorge Mario Bergoglio, późniejszy papież Franciszek. Tam Kościół południowo-amerykański nazwał to, czym już żył: że każdy ochrzczony jest równocześnie uczniem i misjonarzem.

Dokument z Aparecidy nie stworzył nowej rzeczywistości, ale dał słowa temu, co istniało od lat: Kościołowi, który nie czeka, aż ktoś go „zorganizuje”, lecz sam rodzi się z wiary zwykłych ludzi. Wiara bowiem nie jest sprawą prywatną ani zamkniętą w murach świątyni. Jest częścią życia społecznego: taką samą jak praca w polu, zebranie sąsiedzkie czy święto patronalne. W Boliwii młody po bierzmowaniu szybko wchodzi w odpowiedzialność za innych, pomaga w katechezie, prowadzi modlitwę, odwiedza chorych. Jeśli ktoś zna Ewangelię, dzieli się nią z dziećmi. Jeśli potrafi się modlić, modli się z innymi. Nie ma tu wyraźnego po-działu na „nauczanych” i „ewangelizujących”. Gdy brakuje księdza, nie znika Kościół, a gdy nie ma teologa, nie zanika Ewangelia. W tym sensie Amazonia bardzo przypomina Kościół pierwszych wieków: nie jako instytucję z rozbudowaną strukturą, ale jako sieć relacji. Kto spotkał Chrystusa, staje się Jego świadkiem w swoim środowisku. Nie ma etapu „najpierw uczeń, potem misjonarz”. Obie rzeczy dzieją się jednocześnie.

fot. Z ARCH. KASPRA KAPRONIA OFM

Doświadczenie to widać także w parafii miejskiej?

– Tak, w Ascensión de Guarayos, gdzie mieszka około 34 tysięcy ludzi i większość stanowią katolicy, jest jedna parafia i jeden kapłan. Każda dzielnica ma swojego lidera i nadzwyczajnego szafarza Komunii. To oni chodzą do chorych, organizują modlitwy, informują o potrzebie spowiedzi czy namaszczenia. Katechiści, w większości ojcowie i matki rodzin, przygotowują dzieci, młodzież i narzeczonych. Dla nich to nie tyle „funkcja”, co raczej konsekwencja wiary: wierzą, więc służą. Uczą się, więc uczą innych.

W wielu częściach Amazonii brakuje księży. Katolicy czekają nawet po kilka miesięcy na mszę.

– Życie sakramentalne wspólnot amazońskich wygląda zupełnie inaczej niż w Europie, ale nie znaczy to, że jest uboższe duchowo. Raczej ma inny rytm. Eucharystia bywa odprawiana kilka razy w roku, czasem tylko przy okazji święta patronalnego. Gdy rozchodzi się wiadomość, że prezbiter przyjedzie, cała wspólnota się mobilizuje: chrzty, śluby, spowiedzi. Na co dzień ludzie zbierają się na modlitwie, w każdą niedzielę przybywają na liturgię słowa. Ktoś czyta Pismo Święte, ktoś inny prowadzi śpiew. Modlą się za chorych, za zmarłych, za dzieci, które wyjechały do miasta. W wielu domach odmawia się różaniec. Gdy umiera ktoś ze wspólnoty, sąsiedzi przychodzą na nocne czuwanie modlitewne, które może trwać kilka dni. Zdarza się, że starsza kobieta, która zna na pamięć modlitwy i pieśni, prowadzi całe czuwanie przy zmarłym, przewodniczy modlitwom podczas pogrzebu. Młodzi pomagają w przygotowaniu kaplicy, dzieci uczą się modlitwy, słuchając dorosłych. Kiedy wreszcie jest msza – to jest to prawdziwe święto. Sakrament nie jest rutyną, ale darem, na który się czeka i do którego przygotowuje się cała wspólnota. A jednocześnie widać ogromną tęsknotę za Eucharystią.

fot. Z ARCH. KASPRA KAPRONIA OFM

Czasem Amazonię traktuje się jak „peryferie” Kościoła. Zgadza się Ojciec z tą perspektywą?

– Z mapy świata tak to wygląda, ale z perspektywy doświadczenia Kościoła to raczej laboratorium. Tutaj widać, co jest naprawdę konieczne: wspólnota, słowo Boże, odpowiedzialność świeckich. Europa coraz częściej zaczyna mieć podobne problemy z brakiem księży i rozległymi parafiami. To, co w Amazonii jest codziennością od lat, gdzie indziej dopiero się zaczyna.

Jest Ojciec zaangażowany w prace nad rytem amazońskim mszy św. Chodzi o to, aby była to liturgia sprawowana w harmonii z miejscową kulturą. Temat ten czasem wywołuje emocje w Kościele.

– Po Synodzie o Amazonii zostałem włączony do komisji przygotowującej ten ryt. Najpierw powstał dokument ramowy, teraz pracujemy nad konkretnymi księgami. Trzeba jednak pamiętać, że Amazonia nie jest jednolita. Ryt amazoński nie ma być jedną formą narzuconą wszystkim, ale przestrzenią, w której lokalne Kościoły mogą wyrażać wiarę swoim językiem i symboliką.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<

W Guarayos widać to dobrze: region jest dość tradycyjny, są śpiewy po hiszpańsku, w języku guarayo, cza-sem nawet po łacinie. A jednocześnie są gesty, taniec, sposób przeżywania liturgii typowy dla Amazonii. Inkulturacja nie polega na zerwaniu z tradycją, ale na jej spotkaniu z kulturą żywego ludu. Jeśli ryt amazoński ma sens, to właśnie jako odpowiedź na realne potrzeby tych wspólnot, a nie jako eksperyment oderwany od ich życia.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze