fot. Kasper Kaproń OFM

Bóg po stronie campesinos [MISYJNE DROGI]

Aby autentycznie nacieszyć się światem, nie możemy zamykać się jedynie na pięknie otaczającego świata, jego różnorodności i egzotyce. Musimy zmierzyć się także z niesprawiedliwością dotykającą tak wielu ludzi, szczególnie tych najuboższych. Wystarczy posłuchać modlitw wypowiadanych przez pueblo sencillo, lud prosty, by zrozumieć, że piękno świata to nie tylko kolory i zapachy, ale także łzy, które Bóg zbiera z ich polików.

Temat piękna ludzi i świata stworzonego ukierunkowuje nasze spojrzenie na różnorodność przyrody, kultur, ras, religii i języków. Już sam przyjazd do kraju odmiennego kulturowo i krajobrazowo zaczyna się od fazy nazywanej „miesiącem miodowym”, gdzie wszystkie aspekty nowego życia wydają nam się po prostu super.

fot. Kasper Kaproń OFM

I chociaż w późniejszym okresie pobytu w obcym miejscu towarzyszą nam zazwyczaj całkowicie odmienne uczucia i to, co obce, zamiast zachwycać – drażni i frustruje, to właśnie wtedy zaczynamy naprawdę słuchać serca tego ludu – jego pieśni, jego języka, jego fiesty i jego cierpienia. Przestajemy być turystami, a zaczynamy być braćmi i siostrami w tej samej drodze.

Obszary niesprawiedliwości, biedy i cierpienia

Rzeczywistość, do jakiej przyjeżdża misjonarz, chociaż tak piękna krajobrazowo, biologicznie i kulturowo, naznaczona jest także obszarami biedy i cierpienia. Kraje misyjne to zazwyczaj obszary nierówności społecznych, konfliktów zbrojnych, korupcji, mniej lub bardziej zorganizowanej przestępczości, wykorzystywania najsłabszych, w tym także tych najbardziej niewinnych istot, jakimi są dzieci.

fot. Kasper Kaproń OFM

Jeden przykład z innego kontynentu: Demokratyczna Republika Konga może zachwycać pięknem przyrody i krajobrazów. Odwiedzający ten kraj podróżnicy piszą o spotkaniach z gorylami, szympansami i nieskażoną przyrodą lasów deszczowych pełną przedstawicieli wielu gatunków zwierząt. Nie możemy jednak zapomnieć, że jest to jednocześnie kraj, w którym pozyskuje się niemal 70% światowej produkcji kobaltu używanego w bateriach telefonów komórkowych, laptopów i samochodów elektrycznych. To właśnie w tym kraju, według danych UNICEF-u, fizycznie pracuje ponad 30% całej populacji dzieci między 5. a 14. rokiem życia, z czego największa część w przemyśle wydobywczym. Nieletni pracują nawet po 12 czy 18 godzin na dobę, nosząc worki wypełnione kruszcem i zarabiając od jednego do dwóch dolarów dziennie. Dzieci te mają pokaleczone ręce i poranione nogi. Doskwierają im choroby osób dorosłych, lecz i tak każdego dnia życie zmusza ich, aby zamiast iść do szkoły, zapuszczać się pod ziemię. I niektóre z nich nigdy stamtąd nie wracają.

Jak to się dzieje, że ręce dzieci, które nigdy nie trzymały zeszytu, codziennie drżą pod ciężarem bogactwa świata zdobywanego w brudny sposób? I czy nasze serca drgną, kiedy usłyszymy ich cichy krzyk? Czy Pan życia nie przemawia do nas właśnie przez ich sufrimiento silencioso – ciche cierpienie?

fot. Kasper Kaproń OFM

Wszystko to po to, byśmy jako mieszkańcy bogatego świata mogli wygodniej żyć i błyszczeć. Z podobną sytuacją można zetknąć się tu w kopalniach złota w Peru, w kopalniach „krwawych diamentów” w Wenezueli, Brazylii, Gujanie lub też w przemyśle włókienniczym krajów latynoskich. Czy zatem piękno takiego świata, ludzi tak postępujących, ma prawo nas zauroczyć?

Siła wiary ubogiego ludu

Myśląc o tej rzeczywistości, o pięknie stworzonego przez Boga świata oraz wielkim ubóstwie całych społeczeństw, zmuszanych często do opuszczenia swojego rodzinnego kraju i niepewności emigracji, przychodzą mi na myśl prowokacyjne pytanie Peruwiańczyka Gustavo Gutiérreza OP, uznawanego powszechnie za ojca teologii wyzwolenia. Mówił: „Dlaczego biedacy nie uwolnią siebie i nas od ciężaru własnego życia i nie popełnią samobójstwa? Co więcej, nie tylko nie popełniają samobójstwa, ale walczą o przetrwanie, zawierają małżeństwa, płodzą i rodzą dzieci, kładą się spać z nadzieją, że poranek będzie lepszy, ze swoich skromnych dochodów kupują kwiaty dla swojej żony lub narzeczonej i uroczyście obchodzą święta?”. W całej Ameryce Łacińskiej wiara ta nie wyraża się w abstrakcyjnych traktatach, ale w tańcu podczas procesji, w zapachu kadzideł, w figurach Madrecity, noszonej przez campesinos, czyli ubogich mieszkańców wiosek, przez górskie ścieżki i miejskie aleje. Odpowiedź, jaką daje peruwiański teolog jest bardzo prosta i zarazem głęboka: „Pan, który objawia im tajemnice królestwa, wlewa w nich ogrom nadziei. Oni czują, że dobry Bóg im towarzyszy i że nie rzuci ich na pastwę losu”.

fot. Kasper Kaproń OFM

Prosta wiara

Ten prosty lud, chociaż często brak mu nawet podstawowej i katechizmowej wiedzy, wierzy bezgranicznie Bogu i w Nim jedynie pokłada nadzieję na przyszłość. I to właśnie religijność ludowa jest wyrazem wiary w Boga, który jest blisko ubogich i cierpiących, Boga litościwego, Boga przebaczenia i pojednania, wiary w Chrystusa cierpiącego, w Pana obecnego w Eucharystii.

Wiara prostego latynoskiego ludu przejawia się w czci do Najświętszej Maryi Panny wzywanej pod wieloma imionami, takimi jak Virgen de Guadalupe, Nuestra Señora del Carmen, Virgen del Cisne czy Aparecida – każde z nich niesie ze sobą historię cierpienia i nadziei, zapisaną w sercu kontynentu. Wiara ta przekłada się także na świadomość godności osoby, walki o sprawiedliwość, nadziei wbrew wszelkiej nadziei i radości życia wbrew wielu trudnościom (por. Aparecida, nr 7). Wiara ta wyraża się na wiele ludowych sposobów, wśród których można wymienić hucznie obchodzone święta patronalne, procesje i pielgrzymki.

fot. Kasper Kaproń OFM

Wiara ta, która potrafi zawstydzić mądrych i oświeconych teologów przypomina o ciągle aktualnej ewangelicznej prawdzie, że spodobało się Ojcu Niebieskiemu zakryć tajemnice Królestwa przed mądrymi i roztropnymi, i objawić je prostaczkom (POR. MT 11, 25-30). To właśnie wiara tych ludzi i ich siła przeciwstawiania się wszelkiego rodzajom trudnościom otwiera mi oczy i pozwala, w kontekście Kościoła misyjnego, cieszyć się pięknem utrudzonych ludzi i świata o wiele bardziej niż nawet najpiękniejszymi krajobrazami.

Piękno świata odkrywane w cierpieniu

W bieżącym roku mój franciszkański zakon obchodzi jubileusz 800-lecia skomponowania przez św. Franciszka z Asyżu pieśni uwielbienia ku czci Najwyższego Boga obecnego w pięknie stworzonego świata (Laudato si’): „Pochwalony bądź, Panie mój, ze wszystkimi Twymi stworzeniami, szczególnie z panem bratem słońcem, przez które staje się dzień i nas przez nie oświecasz”. Utwór ten jest przede wszystkim modlitwą człowieka, dla którego tajemnica stworzonego świata przestała być tajemnicą. Warto jednak uświadomić sobie, że został napisany przez naznaczonego ciężkim fizycznym cierpieniem człowieka, który praktycznie już nic nie widział.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<

Jeden z najwcześniejszych biografów opisuje, że Franciszek stworzył to dzieło, gdy leżał już chory „ponad pięćdziesiąt dni i nie mógł patrzeć na światło dzienne za dnia ani na światło ognia w nocy, lecz w domu i w tej celce pozostawał zawsze w ciemności; ponadto odczuwał także we dnie i w nocy wielkie bóle w oczach, tak iż nocą prawie że nie mógł odpoczywać ani spać” („Zbiór asyski”, 83). To właśnie będąc w całkowitej ciemności, Franciszek otwiera się na piękno otaczającego go świata, wychwalając Boga w każdym stworzeniu. Podobnie jak dziś wielu ubogich z Ameryki Południowej – niepiśmiennych, zmęczonych, wygnanych z ziemi przodków – którzy potrafią dostrzec Boże światło w codziennej walce o przetrwanie i dziękują Bogu za każdy nowy dzień słowami: Gracias Señor, por este nuevo amanecer

Galeria (10 zdjęć)
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze