Fot. PAP/EPA/EMILIO CASTILLO

Boliwia: biskupi apelują o pokój

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.
„Sytuacja w Boliwii staje się coraz bardziej skomplikowana, a przemoc zwiększa się z godziny na godzinę” – mówi Radiu Watykańskiemu bp Jorge Herbas Balderrama. Według informacji agencji Fides, w stolicy kraju, La Paz, miały miejsce kolejne starcia, w wyniku których wiele osób zostało rannych, zarówno wśród protestujących, jak i policjantów. Boliwijscy biskupi wzywają do nawiązania szczerego dialogu między stronami politycznymi. – Odłóżcie na bok partykularne interesy. To jedyna droga do autentycznego pokoju – zaapelował abp Sergio Gualberti z Santa Cruz.

W wielu boliwijskich miastach na drogach pojawiły się blokady, płoną budynki i panuje paraliż komunikacyjny. Na ulice wyszły tysiące ludzi.Tak od ponad dwóch tygodni wygląda Boliwia, w której do problemów gospodarczych dołączył kryzys polityczny. Rozpoczął się on od protestów przeciwko prezydentowi Boliwii Evo Moralesowi, który rządzi krajem nieprzerwanie od 2006 r. Obecny rok miał być jego ostatnim w fotelu prezydenta. Kiedy przegrał referendum, w którym pytał o możliwość nadprogramowej kadencji, jego nazwisko i tak znalazło się na kartach do głosowania. Boliwijczycy oskarżają Moralesa o złamanie danego im słowa i manipulowanie głosami tak, aby nie doszło do drugiej tury wyborów.

>>>Boliwia błaga o modlitwę

Ze względu na dramatyczny rozwój sytuacji episkopat Boliwii odwołał swoje zwyczajne zgromadzenie zaplanowane na te dni. Biskupi postanowili pozostać w swoich diecezjach i działać na rzecz pokoju. – Kilka dni temu podczas demonstracji obecni byli dwaj biskupi. Próbowali mediacji pomiędzy stronami, która poszła dobrze, udało się zapobiec przemocy – powiedział bp Herbas. – Niektórzy biskupi wychodzą do protestujących z białymi flagami i próbują się z nimi modlić. Robimy co się da, żeby zapanował pokój – dodał ordynariusz Aiquile.

>>>Boliwia. Nauczyłam się, że towarzyszenie ma głęboki sens [ROZMOWA]

Fot. PAP/EPA/EMILIO CASTILLO

Zdaniem bp. Herbasa, oprócz matactw wyborczych, m.in. wykorzystywania w głosowaniu nazwisk martwych obywateli, prezydent ma na koncie także zmuszanie siłą ludności wiejskiej do obrony jego gabinetu. – Dziesiątki mieszkańców z terenów wiejskich z Aiquile, gdzie pracuję, zostało zmuszonych do udania się do miasta, aby zademonstrować poparcie dla rządu. Gdyby nie poszli, musieliby zapłacić grzywnę – powiedział hierarcha.

>>>Boliwia. Z perspektywy ulicy [MISYJNE DROGI]

Z kolei abp Sergio Gualberti wyraził zaniepokojenie i niepewność co do nieprzewidywalnych konsekwencji, jakie kryzys polityczny może przynieść Boliwii. Skierował on apel do prezydenta. – Proszę, aby wysłuchał pan płaczu ludzi ze wszystkich zakątków kraju i docenił ogromne poświęcenie strajkujących, ze względu na wiarę w demokrację – powiedział hierarcha.

Zobacz także
Wasze komentarze