fot. MOHAMMED SABER/PAP/EPA

Gdy życie przeplata się ze śmiercią [MISYJNE DROGI]

Kiedy bogata Europa Zachodnia boryka się z ogromnym kryzysem demograficznym, najbiedniejsze regiony świata przeżywają prawdziwy baby boom. Dziecko bowiem, mimo biedy, braku perspektyw, czającej się tuż za rogiem śmierci, paradoksalnie postrzegane jest nie jako ciężar, tylko jako wyraz Bożego błogosławieństwa.

Ilekroć czytam lub słyszę w kościele fragment Ewangelii wg św. Łukasza, mówiący o narodzeniu Jezusa w Betlejem, o tym, że Maryja „owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (ŁK 2,7), tylekroć myślę o milionach kobiet, które także dziś w wielu miejscach świata w bardzo trudnych warunkach rodzą swoje dzieci. Myślę o kobietach, które padły ofiarą przemocy seksualnej, które są traktowane jako gorsze, dla których poród na łóżku szpitalnym to luksus, pozostający w sferze marzeń. Siostra Annuncjata Waszewska ze Zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej na misjach od 18 lat pracuje jako odpowiedzialna za przychodnię zdrowia w Essiengbot w Kamerunie. Pod swoją opieką ma także ciężarne kobiety. – Kiedy tylko poczują pierwsze bóle, pieszo wyruszają do naszej przychodni. Kiedy dotrą na miejsce, chwila moment i już trzymam na rękach noworodka – opowiada. – Jeżeli jakaś mama mieszka daleko, to zazwyczaj nocuje u nas i wraca do domu. A jeżeli blisko, to dwie, trzy godziny po porodzie wraca z noworodkiem na piechotę do domu, bo zazwyczaj czeka tam na nią gromadka dzieci. Tu nikt się nie użala, a już na pewno nie kobiety – dodaje.

Wychowanie dzieci to praca na pełen etat/fot. IA HUH/UNSPLASH

Warunki urągające ludzkiej godności

Długa, pokonywana pieszo droga to nie jedyna niedogodność. Kobiety w ciąży i niemowlęta to grupy szczególnie narażone na ryzyko, przede wszystkim w miejscach dotkniętych kryzysem humanitarnym. – Wojna w Jemenie rozpoczęła się w 2014 roku. To, co zostało zbombardowane 11 lat temu, do tej pory nie zostało odbudowane. W tych ruinach ciągle mieszkają ludzie. Ulice są przeraźliwie brudne. W takich nieludzkich warunkach na świat przychodzą dzieci – opowiada Jakub Kharabshah, szef misji Caritas Polska, która w jemeńskim Adenie prowadzi kliniki położnicze. W tych placówkach przyszło na świat już 1560 dzieci. Wszystkie urodziły się zdrowe. Czasem te kobiety z mężem i licznymi dziećmi, jak Święta Rodzina, muszą uciekać do miejsc, w których żyje się bezpieczniej. – Kiedy przed remontem odwiedzałem te oddziały, czułem się, jakbym trafił do jakiejś średniowiecznej sali tortur. Stały tam łóżka obite czarną skórą, wystawały z nich metalowe części, wszystko było ciemne i ponure. Byłem tym przerażony – opowiada Jakub. Dziś porodówki prowadzone przez polską Caritas to miejsca przyjazne i otwarte dla wszystkich. – Nie patrzymy na kolor skóry, narodowość czy wyznawaną religię. Do Jemenu przybywa bardzo wielu uchodźców z Somalii czy Etiopii, którzy nie mają ze sobą żadnych dokumentów. Robimy wszystko, żeby kobiety rodziły w godnych warunkach, bo wiemy, jak tragicznie może skończyć się poród w domu bez bieżącej wody, prądu, przestrzegania podstawowych zasad higieny – kontynuuje. Według statystyk tylko w Jemenie w wyniku powikłań okołoporodowych co dwie godziny umiera jedna kobieta.

fot. ARCHIWUM S. ANNUNCIATY WASZEWSKIEJ CSDP

Aby zapobiec tym najtragiczniejszym skutkom organizacje pomocowe czy misje katolickie robią wszystko, by ten trend odwrócić. Siostra Annuncjata od lat edukuje kobiety. – Martwię się tym brudem, który jest na wsiach, dlatego zachęcam wszystkie kobiety w ciąży, żeby rodziły w naszej przychodni. Tam jest czysto, dziecko nie będzie narażone na zakażania. Szczególnie zależy mi na tym, by w bezpiecznych warunkach rodziły kobiety chore na AIDS, a tych w naszym regionie jest bardzo dużo. Wiem, jak poprowadzić taki poród, by był bezpieczny dla dziecka. Mogę też od razu podać mu odpowiednie leki i zaopatrzyć mamę w mieszankę dla niemowląt, bo w takiej sytuacji nie rekomendujemy karmienia piersią – opowiada misjonarka z Kamerunu.

Płodność najwyższą wartością

Afryka  to  kontynent, w którym przyrost naturalny jest bardzo wysoki. Rodziny wielodzietne to standard. – Asystowałem przy cesarskim cięciu. Okazało się, że to dziesiąte dziecko operowanej kobiety. Inna urodziła czternaste. Niestety zmarła kilka godzin po operacji, bo jej organizm już nie wytrzymał. Po takich doświadczeniach trudno milczeć, dlatego nie gryzę się w język i w krótkich żołnierskich słowach próbuję uczyć mężczyzn odpowiedzialności za swoje kobiety. Sztuką nie jest poczęcie dziecka, sztuką jest zatroszczyć się o nie i jego mamę. A z tym bywa różnie. Cały związany z tym ciężar zrzucany jest na barki tych umęczonych kobiet, których pozycja w społeczeństwie jest nie do pozazdroszczenia – mówi br. Maciej Jabłoński OFMCap, proboszcz w Ngaoundaye w Republice Środkowoafrykańskiej. Dlaczego więc rodzą, mimo że poród i macierzyństwo wiąże się z tak dużym ryzykiem? – Matka w oczach miejscowych zyskuje szacunek. Kiedy umiera mężczyzna, stypa trwa trzy dni. Kiedy umiera matka, to stypa jest czterodniowa – wyjaśnia mój rozmówca.

Brat Maciej Jabłoński OFMCap ze swoimi młodymi parafianami/fot. ARCHIWUM MACIEJA JABŁOŃSKIEGO OFMCAP

O ile niepłodność uznawana jest za brak Bożego błogosławieństwa i wiąże się ze stygmatyzacją i wygnaniem kobiety, o tyle dziecko w tych prostych, tradycyjnych kulturach jest postrzegane nie tylko jako zabezpieczenie na starość, ale przede wszystkim jako dar Boży. – To jest naród wierzący w Pana Boga, dlatego dla nich dziecko to błogosławieństwo – przekonuje s. Annuncjata. – Jestem na misjach już tyle lat i nie spotkałam się z przypadkiem, żeby dziecko zostało źle przyjęte – dopowiada. A br. Maciej dodaje: – Kiedy rodzi się dziecko to jest święto całej wioski. Wszyscy chcą je oglądać. Całymi rodzinami przychodzą do szpitala – babcie, dziadkowie, wujkowie. Nie patrzą, czy są zdrowi, czy chorzy. Nieraz muszę ich wyganiać, jak widzę, że na porodówkę wchodzi ktoś z gruźlicą. Wieczorem schodzą się wszyscy sąsiedzi, rodzina, by to dziecko pozdrowić, dać mu jakieś mydełko, pieniążek. Bo wiadomo – dziecko to skarb. Pytają mnie, czy mogą przynieść je do kościoła. Prawie w każdą niedzielę mam jakiegoś noworodka. Śmieję się, że co tydzień świętuję ofiarowanie Pańskie. Zawsze biorę to dzieciątko na ręce, pomodlę się nad nim, podniosę do góry, pokażę Panu Bogu. Zawsze dam mu buziaka, a potem oddaję je mamie i błogosławię całej rodzinie.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<

Codzienność śmierci

Radość z narodzin dziecka przeplata się ze łzami, bo śmiertelność noworodków i małych dzieci i w Afryce, i na Bliskim Wschodzie utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. – Każdego dnia patrzę na śmierć dziecka – mówi br. Maciej. W Jemenie co godzinę umiera od trzech do pięciorga dzieci – dodaje Jakub Kharabshah. – Zabijają je choroby w Europie już dawno zapomniane. Cholera, malaria, dyfteria, denga… Małe dziecko, które zachoruje na taką chorobę, nie ma szans na przeżycie – kontynuuje. Pytam jeszcze s. Annuncjatę, jak tam, gdzie pracuje, ludzie radzą sobie ze stratą. – To życie tutaj jest takie bardzo zwykłe, bardzo proste. Nie ma takich problemów jak w Europie. Tu jest taki ogólny spokój, jest taka radość. Ci ludzie żyją bieżącą chwilą. To jest ich życiowa dewiza. Biorą to, co im dziś życie przynosi. A co będzie jutro, za miesiąc czy za rok? Na zapas nikt się nie martwi. Nawet śmierć dziecka przyjmują spokojnie, w końcu „Bóg dał, Bóg zabrał” odpowiada. – W nocy asystowałem przy cesarce, wczoraj wyciągałem z brzucha bliźnięta, bo nie miały szans urodzić się w sposób naturalny. Każdego dnia ktoś się rodzi, a ktoś umiera. Życie zatacza swoje koło – mówi br. Maciej.

Rodzina przesiedleńców ze Strefy Gazy/fot. MOHAMMED TALATENEPAP/DPA
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze