fot. Open Doors

Nigeria: tutaj codziennie giną ludzie [MISYJNE DROGI]

Tysiące ludzi zostało zmuszonych do ucieczki ze swoich domów, niektórzy giną za Chrystusa. W Nigerii żyją ludzie, którzy codziennie wypatrują nadziei na zmianę życia. Jednym z nich jest Barnabas.

Nigeria to jeden z tych krajów afrykańskich, w którym modlitwa miesza się z wystrzałami, a wiara spotyka się z prześladowaniem. Na północy i w centrum kraju ekstremistyczne ugrupowania, takie jak Boko Haram czy bojownicy Fulani, atakują kościoły, porywają księży, pastorów i wypędzają rodziny z domów.

Najwięcej umiera w Afryce

Ponad 90% chrześcijan zamordowanych na świecie z powodu swojej wiary to Afrykanie. 138 mln wyznawców Chrystusa w Afryce Subsaharyjskiej doświadcza prześladowań, z czego 16,2 mln ucieka przed przemocą. Ci, którzy przeżyli, pozo-stają nie tylko bez środków do życia, ale także z głębokimi traumami. Nie otrzymują wystarczającej pomocy. Jezus tu przychodzi jak w Betlejem – do tych, którzy nic nie mają – by przypomnieć światu, że „światłość świeci w ciemności, a ciemność jej nie ogarnęła”. To misterium narodzenia Boga pośród cierpienia powtarza się dziś w Nigerii. W twarzach prześladowanych, w modlitwach wypowiadanych szeptem, w prostych gestach dobra i przebaczenia.

Wypatrywanie „Światła”

Każdego wieczoru pastor Barnabas kładzie się spać w prowizorycznym „namiocie” zrobionym z kartonów. Miejsce jest tak ciasne, że nie mieści nawet podwójnego materaca, a mimo to dzieli je z żoną i trojgiem dzieci. Pozostałe dzieci muszą spać w sąsiednim „namiocie”, bo brakuje przestrzeni. – Nie mamy zakwaterowania, nie mamy domów, w których moglibyśmy mieszkać – mówi Barnabas. – Jedyne, co możemy zrobić, to pójść, zerwać liście palmowe i użyć moskitier, żeby coś zbudować. I tak właśnie żyjemy: bez żadnej prywatności: ja, moja żona i dzieci – dodaje.

fot. Open Doors

Barnabas i jego rodzina mieszkają od lat w obozie dla osób wewnętrznie przesiedlonych. Zostali zmuszeni do ucieczki ze swojego domu, gdy ekstremiści zaatakowali ich wioskę w stanie Benue w północnej Nigerii, w regionie, który od lat zmaga się z przemocą i niestabilnością. – Nie jest łatwo żyć w obozie dla przesiedleńców. To okropne miejsce – mówi. – Nie mamy odpowiedniej higieny, nie mamy wody, nie mamy toalet ani właściwych warunków sanitarnych. Wiele osób umiera. Tylko w zeszłym tygodniu zmarło osiem osób w tym obozie – opowiada. Minęły już dwa lata, a on wciąż tam jest. Dlaczego? Dla Barnabasa odpowiedź jest jasna: „Zrozumieliśmy, że to wydarzyło się dlatego, że jesteśmy chrześcijanami”. – Chcą nas zmusić, żebyśmy przeszli na islam, jak oni. Wiemy, że atakują nas, ponieważ jesteśmy chrześcijanami. Gdy przychodzą, nazywają nas capari – wyjaśnia. – To znaczy: ktoś, kto nie ma żadnej religii – dopowiada. Dla bojowników życie chrześcijan takich jak Barnabas, nie ma wartości, ponieważ naśladowcy Jezusa są uważani za niewiernych.

fot. Open Doors

Barnabas nie jest sam. Jest jednym z milionów chrześcijan w Nigerii, którzy zostali brutalnie wysiedleni. W jego sercu, pośród bólu i niepewności, rodzi się nadzieja. Nadzieja, że Chrystus, który przyszedł na świat w Betlejem pośród nocy i ubóstwa, jest obecny także tam, gdzie człowiek doświadcza największego cierpienia.

Powstań Afryko!

W tej sytuacji pomocną rolę odgrywa kampania „Powstań Afryko!” prowadzona przez Open Doors Polska. Inicjatywa ta wspiera chrześcijan w Afryce Subsaharyjskiej poprzez modlitwę, wstawiennictwo i praktyczne działania, dając im nadzieję i przypominając, że nie są sami. Dzięki kampanii możemy stać się głosem tych, którzy potrzebują naszej solidarności i wsparcia w walce o bezpieczeństwo i godność.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<

Choć w Nigerii wciąż rozbrzmiewają odgłosy przemocy, a codzienność wielu ludzi wypełniają ciemność, samotność i cierpienie, to Chrystus nie przestaje przychodzić. Wydaje się, że Jego narodziny powtarzają się właśnie tam. Nie w ciszy świątyń i blasku świateł, ale w prowizorycznych na-miotach, w obozach dla uchodźców, w sercach, które nie mają już siły, by się modlić. Jak wtedy, w Betlejem, przychodzi pośród nocy, w miejscu ubogim i zapomnianym przez świat. Nie przynosi od razu końca cierpienia, lecz pomaga je zrozumieć i przeżyć. To światło nie gaśnie nawet wte-dy, gdy gasną ludzkie nadzieje. Jezus rodzi się tam, gdzie człowiek już nie wierzy, że cokolwiek może się odmienić. W ciemności Nigerii, w bólu prześladowanego Kościoła, On wciąż przychodzi jak Światłość, której ciemność nie ogarnie.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze