Gen misyjności

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Polscy oblaci pracują na całym świecie. Miejscem ich zaangażowania jest także Europa. Dużo dobra robią na Wschodzie.

Jako misjonarze, również polscy oblaci mają „w genach” wychodzenie z Ewangelią do innych. W pewnym sensie wręcz „rodzimy się”, gdy nie jesteśmy u siebie, a wychodzimy poza znane sobie miejsca i sytuacje. Symbolicznym jest to, że już założyciel – św. Eugeniusz de Mazenod przyjął do nowicjatu we Francji pierwszego Polaka-emigranta w 1843 r. Był to niejaki Pawłowski,
który został przyjęty do nowicjatu w sanktuarium w N.D. de l’Osier w południowej Francji. Choć nie ukończył nowicjatu, opuszczając go po dziewięciu miesiącach, to jednak w pewnym
sensie stworzył model.

Na trzech kontynentach

W latach dziewięćdziesiątych XIX w., w czasach, gdy jeszcze nie było niepodległej Polski, trzech Polaków wstąpiło do nowicjatu w Holandii. Byli to trzej późniejsi bracia posłani do pracy na trzy kontynenty: br. Antoni Kowalczyk (dziś Sługa Boży), br. Józef Andrzejewski i br. Jakub Ciesielski. Pierwszy z nich został posłany później do Kanady, drugi na Cejlon, a trzeci ostatecznie po I wojnie światowej trafił do Polski. Tak więc polskie oblackie „pierwociny” od razu rozpoczęły pracę na trzech kontynentach. Pierwsza grupa ojców podejmowała się pracy ewangelizacyjnej w Kanadzie, w Niemczech oraz w Południowej Afryce. Po II wojnie światowej powstała prowincja (obecnie delegatura) we Francji i Beneluksie, złożona z oblatów, którzy pozostali na tych terenach i nie wrócili do kraju. Po odwilży, za czasów PRLu, zaczęli pracować w Europie: w Szwecji, Norwegii, Austrii, Niemczech, Hiszpanii i Włoszech, a przez pewien czas również w Danii i na Grenlandii. Najwięcej polskich oblatów pracuje na wschodzie Europy.

Zaczęło się od Baru na Ukrainie

Oblaci z domu lubelskiego pomagali duszpastersko w różnych lubelskich parafiach. W parafii św. Józefa spotkali kiedyś ks. Bronisława Bernackiego (późniejszego biskupa), proboszcza z Baru na Ukrainie, który zapraszał do pomocy. Słowo zostało zasiane… Pomysł kiełkował. Ostatecznie, po ustaleniu szczegółów z ks. Michałem Hucałem, proboszczem ze Żmerynki, w 1989 r. udał się tam do pomocy o. Krzysztof Borodziej, który dotarł tam 27 września. Gdy skończyła mu się wiza, w styczniu zastąpił go o. Jacek Pyl. Później, 14 lipca 1990 r. oblatom udało się odzyskać kościół w Gniewaniu, choć dla uczciwości przyznać trzeba, że te starania rozpoczęła i w obecności oblatów ukończyła wspólnota gorliwych katolików z Gniewania, która przez lata starała się o odzyskanie ich budynku zamienionego na fabrykę łożysk. Boża opatrzność towarzyszyła tak hojnie tej pracy, że jesienią 1991 r. z błogosławieństwem ks. biskupa Jana Purwińskiego, również dzięki staraniom miejscowych katolików i niektórym tzw. przypadkowym spotkaniom udało się odzyskać dla kultu (regularnie wynajmować) kościół św. Mikołaja w Kijowie. Jako jedni z pierwszych oblaci zaczęli się starać o rozwój miejscowego Kościoła, inicjując pierwsze wydawnictwo „Kairos” oraz pierwszy college. Później zostały one przekazane dominikanom. Stopniowo dochodziły placówki w Czernihowie (1997), Krzywym Rogu, Eupatorii na Krymie (1999) i Sławutyczu (2002). Potem otwarto placówki w Połtawie (2003), Tywrowie (2010) i we Lwowie (2013).

Szkoły dla zakonników (Ukraina)

Ponieważ naszą pracą zaczęli się interesować miejscowi chłopcy, trzeba było pomyśleć o rodzimych powołaniach i założyć dom formacyjno-rekolekcyjny. Pierwsi kandydaci odbywali nowicjat i seminarium w Polsce, na Świętym Krzyżu i w Obrze. Później, wraz z wybudowaniem domu i parafii w Obuchowie (1999), niedaleko Kijowa powstał prenowicjat-postulat, do którego zaczęli się zgłaszać kandydaci nie tylko z Ukrainy, ale również z Rosji i Turkmenistanu. Przez pewien czas uczęszczali oni na zajęcia z filozofii w seminarium w Vorzelu, w którego tworzeniu na początku również oblaci odegrali ważną rolę. Pierwszy z tej grupy, o. Paweł Wyszkowski, obecny przełożony delegatury, otrzymał święcenia kapłańskie w 1999 r.

Różne rodzaje ewangelizacji (Ukraina)

Stopniowo rodzaje posług zaczęły się modyfikować. Dziś współczesnym areopagiem dla Ewangelii stają się nowe media. Oblaci ukraińscy odpowiedzieli na to nowe wyzwanie ewangelizacyjne, otwierając w 2011 r. wspólnotę medialną, która zajmuje się przede wszystkim ewangelizacją poprzez telewizję. Udaje się to stopniowo we współpracy z amerykańską stacją EWTN. Ponieważ w Obuchowie mamy dobre zaplecze kuchenne, powstał pomysł, aby zaangażować się w działalność Caritas i pomagać bezdomnym i biednym w mieście. Brat Sebastian robi to obecnie dwa razy w tygodniu. Nasze zaangażowanie zauważyli przełożeni kościelni, gdyż papież mianował naszego pierwszego przełożonego z Ukrainy, o. Jacka Pyla, biskupem pomocniczym Odessy z zadaniem rozwijania pracy na Krymie. Po tygodniu dowiedzieliśmy się, że taki sam los spotkał drugiego przełożonego Delegatury Ukraińskiej – o. Radosława Zmitrowicza, z tym że został on biskupem pomocniczym w diecezji kamieniecko-podolskiej. W odpowiedzi na prośby z Rosji oblacka Delegatura Ukraińska zdecydowała się otworzyć placówkę w Piatigorsku. Ponieważ brakowało personelu, będąc przekonani, że to wezwanie pochodzi od samego Ducha Świętego, oblaci zdecydowali się oddać placówkę w Krzywym Rogu saletynom, aby mieć personel potrzebny do otwarcia nowej misji w Rosji. Był to jakby wstęp do tego, co później działo się na Ukrainie podczas konfliktu ukraińsko-rosyjskiego o Krym. Szczególna rola przypadła oblackiej placówce na Krymie, w Eupatorii. Po zajęciu Krymu przez wojska rosyjskie pozwolenia na pobyt i pracę wydane przez władze ukraińskie nie były już dłużej respektowane. Trzeba było albo uzyskać wizy rosyjskie, albo opuścić placówkę. Na szczęście, czyli opatrznościowo, współbracia pracujący już w Piatigorsku mieli wymagane wizy rosyjskie i mogli w razie konieczności zastąpić współbraci z Krymu.

Niełatwo o sprawkę (Białoruś)

Pierwszym oblatem, który dostał na Białorusi pozwolenie na pobyt stały (sprawkę), był w roku 1994 o. Kazimierz Jędrzejczak. Podczas wcześniejszych wyjazdów na Litwę, w Wilnie poznał ks. Aleksandra Kaszkiewicza, który w 1991 r. został mianowany pierwszym biskupem Grodna. Zachęcony przez niego o. Kazimierz przybył w 1992 r. do Grodna, skąd dojeżdżał do dwóch parafii: w Adamowiczach i Balli Kościelnej (Zareczance) oraz z wykładami do seminarium i Instytutu Katechetycznego w Grodnie. W 1995 r. dojechał na Białoruś o. Leon Witek, który przejął parafię w Balli Kościelnej i był spowiednikiem kleryków i kapłanów. O. Krzysztof Borodziej, który w latach 2001–2003 pracował na Białorusi, miał okazję otworzyć placówkę w Szumilinie, która ma szansę stać się miejscowym sanktuarium i naszą wizytówką na wschodzie Białorusi. Od kilkunastu miesięcy staramy się też o pozwolenie na budowę kościoła w samym Mińsku. Nie wszystkim oblatom przedłuża się też wizy, w ten sposób utrudniając rozwój Kościoła. Choć większość tych dzieł prowadzą oblaci wciąż młodzi wiekiem i entuzjazmem, to jednak tradycja Wschodu ma w wielkim poważaniu postaci starców. To oni są strażnikami mądrości i duchowości. W pewnym sensie doświadczyliśmy tego samego na Ukrainie i na Białorusi. Gdy nie było więcej młodych oblatów gotowych do posłania na Ukrainę, do wyjazdu zgłosił się o. Edward Smalec. Istnieje wiele historyjek o pomyłkach tego przecież starszego już oblata, który jednak potrafił dopiąć swego. Na przykład w pełnym stroju zakonnym, w komży i z kropidłem wkroczył na posiedzenie rady miasta, która obradowała nad zwróceniem kościoła w Gniewaniu katolikom, wzbudzając prawie popłoch u obradujących. Być może to właśnie jego zachowanie było decydującym krokiem w tej sprawie. Podobną rolę odegrał o. Leon Witek na Białorusi. Gdy już powoli szykował się do przenosin do spokojnej placówki na emeryturę, został poproszony przez prowincjała o wyjazd na Białoruś. Bardzo często młodzi oblaci prosili o to, aby był wśród nich ktoś starszy, bardziej doświadczony życiowo.

o. Wojciech Kluj OMI

Zobacz także
Wasze komentarze