fot. archiwum prywatne Klaudii Zając

Honduras: kraj, w którym członek gangu boi się jedynie Boga

10 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

– Kiedyś podczas spotkania z pewną kobietą, którą poznaliśmy w kościele, usłyszałam piękne słowa. Kobieta ta była bardzo zamożna. Pełna wdzięczności powiedziała: „Dziękuję wam za to, że tu jesteście, za to że przyjechaliście tutaj do naszych dzieci (miała na myśli dzieci z naszej dzielnicy). Bo ja, mimo że mieszkam tutaj przez 50 lat, dopiero 4 lata temu po raz pierwszy opuściłam nasze bogate dzielnice i zobaczyłam, że w mieście, w którym żyję, dzieci chodzą bez butów i mieszkają razem ze świniami”.

To słowa mieszkanki Hondurasu, a konkretnie miasta Tegucigalpa.  To tam pracowała wolontariuszka „Domów Serca” Klaudia Zając. Klaudia była tam przez półtora roku, a my możemy poznać historię jej pracy i historię Hondurasu w póltorej godziny. Bo mniej więcej tyle może zająć lektura jej książki „Honduras. Niegasnąca nadzieja”. W „Księgarni na Miodowej” spotkała się z czytelnikami. A w ten weekend – w sobotę i niedzielę 19 i 20 października w Warszawie „Domy Serca” (wolontariat misyjny) organizują drzwi otwarte*.

fot. Domy Serca – wolontariat misyjny

>>> Honduras: nie ulegajcie pokusie przemocy

Gangi, płaczące dzieci i migracja

Honduras to kraj, który zalicza się doc„Trzeciego Świata”. To określenie nie oddaje jednak tego, co najważniejsze. Oprócz biedy materialnej jest tam też wiele innych, jeszcze poważniejszych problemów. W pracy „Domów Serca” nie mówi się wprost o ewangelizacji, choć jest ona wpisana w tę misję. Nie jest to też pomoc humanitarna, jest to po prostu towarzyszenie, bycie. Wolontariusze odwiedzają więzienia (dla kobiet i dla mężczyzn), prowadzą zajęcia z dziećmi, organizują msze i spotkania z kapłanami.

Wyjechałam do Hondurasu w wieku 23 lat. W poszukiwaniu sensu życia, w poszukiwaniu Boga, w poszukiwania siebie Znalazłam to wszystko – ba! Znalazłam jeszcze więcej. Odkryłam kraj, który jest uważany za jeden z najniebezpieczniejszych na świecie – opinia ta jest prawdziwa, ale bardzo cząstkowa. Honduras to coś znacznie więcej. Honduras to przede wszystkim ludzie: ich historie, ich rany i nadzieje, ich piękno.

fot. archiwum prywatne Klaudii Zając

fot. archiwum prywatne Klaudii Zając

Swoje wspomnienia Klaudia Zając podzieliła na kilka rozdziałów, które w punkt opisują ten piękny, ale jednocześnie strudzony naród. To: gangi, więzienia, migracja, opór społeczeństwa, ubóstwo i… „Płacz dzieci”. Mimo, że tytuły rozdziałów wskazują na problemy, które są w nich poruszane, to w każdym z nich znajdziemy promień nadziei. A są nim ludzie. Bo choć ludzie – obywatele Hondurasu – potrafią sobie zadawać ból, to jednocześnie potrafią mieć w sobie wiele miłości. To kraj paradoksów i skrajnych emocji. Klaudia Zając pokazała to chociażby za pomocą obrazu rodziny. Często to familie wielodzietne, ale jednocześnie dzieci często dorastają bez odpowiedniego wychowania, a ludzie starsi, schorowani, zostają zostawieni sami sobie.

>>> Biskupi: Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny wielkim wydarzeniem i szansą

Ludzie – największa siła i nadzieja Hondurasu

Kolejny paradoks? Duża przestępczość (choć z każdym rokiem niższa i raczej w ramach gangów, zdarzają się kradzieże: telefonów, portfeli, najczęściej w komunikacji miejskiej) i jednocześnie wysoki szacunek do Kościoła – do instytucji i do ludzi. Dlatego też Klaudia i jej koleżanki i koledzy z wolontariatu mogli się czuć względnie bezpiecznie. Względnie. Musieli jednak uważać, jedna z najgroźniejszych sytuacji spotkała ich w autobusie miejskiej komunikacji.

Miałam wrażenie, że ta chwila trwała wiecznie, że mijały minuty, kiedy rzeczywistość naliczała sekundy. Bandyci, którzy byli z tyłu, zaczęli przemieszczać się ku przodowi, aby opuścić bus. (…) Kiedy ujrzał ten zwój pieniędzy w mojej dłoni, już wyciągnął po niego rękę, gdy 20-latek zabronił mu stanowczo: „Nie ruszaj ich, oni są od Boga!”

Zdjęcie: książka Klaudii Zająć „Honduras. Niegasnąca nadzieja”

Jednak nawet „bycie z Kościoła” nie daje pełnego bezpieczeństwa. Ci, którzy do pracy w ramach „Domów Serca” przyjeżdżają z Europy, fizycznie wyglądają inaczej niż tubylcy, mają inną karnację skóry. Dlatego też ci, którzy szukają szybkiego i łatwego zarobku widzą w nich najczęściej Amerykanów, a to jest od razu (niekiedy przeidealizowany w tym kraju) synonim bogactwa. Jezus jest widoczny w wielu miejscach. I nie piszę tu o kościołach, ale o obrazkach, muralach – jest traktowany niemal jako ikona popkultury. Ktoś, kogo się lubi i ceni nawet, jeśli nie jest się Jego wierny fanem (w tym przypadku – wierzącym). Co ważne – dla tych, którzy z gangów chcą wyjść, jedyną możliwością jest właśnie wejście w orbitę Kościoła. Dlaczego akurat Kościół daje bezpieczeństwo i perspektywę wyjścia z tego kręgu? Klaudia tłumaczy tę zależność. Członkowie gangu uważają bowiem, że ktoś, kto zawierza swoje życie Bogu, nie szuka zemsty ani nie chce złego dla innych ludzi. Przestaje więc być groźnym.

>>> Honduras: niepełnoletni zmuszeni do emigracji

W głowie zawsze wracała mi postać tego chłopaka, który tak bardzo wystraszył się Boga. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś, kto organizuje napad, decyduje się zrezygnować z części, zyskuje w starciu przed Bogiem. Było to dla mnie światełko nadziei. Wiedziałam bowiem, że jest pogubiony, ale że ktoś w jego życiu zasiał ziarenko bojaźni Bożej i postawił granice złu.

fot. archiwum prywatne Klaudii Zając

Przyjaciele dzieci  

To kraj piękny, choć zbrukany przez zło gangów, haracz, handel narkotykami, rozboje. Te skrajności widać w posłudze misjonarzy „Domów Serca”. Ich zadaniem jest przede wszystkim towarzyszenie tym, do których przyjechali. To między innymi przy pracy z dziećmi Klaudia Zając musiała zderzyć się z rzeczywistością, zrewidować swoje oczekiwania względem tego, co ją tam zastało. Podkreśla w książce, że nabrała wiele pokory. „Wolontariuszy, którzy decydują się na wyjazd na misję, nazywa się «przyjaciółmi dzieci», bo głównie do nich zostaną posłani” – pisze w swojej książce.

Cierpienie i troska, które widziałam na twarzy doni Stantos, napełniały mnie smutkiem, ale wiedziałam, że jedyne, co mogę dla niej zrobić, to dać jej mój czas, uwagę i zapewnić ją o modlitwie – dla niej znaczyło to bardzo wiele (Klaudia Zając w książce „Honduras. Niegasnąca nadzieja”).

Klaudia myślała, że dzieci z takiego kraju będą przede wszystkim biedne, głodne, oczekujące miłości, a przez to bardzo spokojne i miłe w kontakcie. Często zgadzało się jedynie „oczekujące miłości”, a reszta często była dokładnie odwrotna. „Słowo «misja» zawsze stawiało mi przed oczami dziecko płaczące: z głodu, z braku miłości, z bólu. Powody mogły być różne – jednak zawsze to było dziecko płaczące. Łatwo kochać dziecko płaczące, dziecko, które szuka pociechy. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej wymagająca, dużo bardziej bolesna. Moje wyobrażenia o tym, jak będę obdarowywać dzieci miłością, legło w gruzach, spotykało się niejednokrotnie z kpinami nawet ze strony dzieci” – pisze Klaudia. Praca z dziećmi była niezwykle trudna, często były agresywne, trudne w relacjach z wolontariuszami i innymi dziećmi.

>>> Wenezuela: dzieci poniżej 15. roku życia autorami prawie 3 tys. przestępstw

Nie potrafiłam wyobrazić sobie życia w tym kraju, ponieważ gdybym założyła tam rodzinę, żyłabym w ciągłym strachu. Nie mogłabym otworzyć własnego biznesu, bo musiałabym opłacać haracz. Każde podejrzane zachowanie mojego syna budziłoby we mnie obawę, że wstąpił w szeregi którejś z mar (nazwa gangu- – przyp. red.) Nie mogłabym wracać sama do domu po 20, bo bałabym się zaufać nawet taksówkarzowi.

Łańcuch agresji

fot. archiwum prywatne Klaudii Zając

Najczęściej te problemy wynikały… z wcześniejszych problemów. Z przemocy domowej, braku rodziców. Niezwykle przejmująca jest historia chłopaka o imieniu… Angel, któremu Klaudia  w pewnym momencie musiała zabronić przychodzenia do ich ośrodka, choć zrobiła to z wielkim bólem serca. Mimo tych trudów autorka wspomnień z Hondurasu pisze: „Te dzieci były moim nauczycielami. Pokazały mi, jak cieszyć się obecnością kogoś, kto jest tak blisko”. Trudne charaktery dzieci tłumaczy określeniem, które dobrze oddaje złożoność tej sytuacji. To łańcuch agresji.

Ta książka jest dowodem na to, że podarowanie odrobiny uwagi i nadziei wydobywa z ludzi to, co w nich najpiękniejsze.

Ten kraj jest splątany więzami agresji, ale też drugą grupą trudnych emocji, które często przejmują serca obywateli tego kraju: to strach połączony z brakiem nadziei. Nadziei na pracę, spokojne życie, bezpieczeństwo związane ze zdrowie i nawet z życiem. Bezpieczeństwo ekonomiczne schodzi nawet na dalszy plan, ważniejsze jest bezpieczeństwo w tym podstawowym wymiarze – życia. Łatwo jest bowiem podpaść członkom gangu. Z drugiej strony… trudno się z tego gangu wydostać, zwłaszcza, gdy ma się tatuaż. Tatuaż przez wiele lat oznaczał przynależność do gangu. Kandydat do takiej grupy „przyozdabiał” nim swoje ciało. Miało to na celu identyfikację członków danej grupy – trudniej było później wyprzeć się gangsterskiej przeszłości. Po latach jednak ten zwyczaj się zmieniał. Teraz tatuaż – wynik młodzieńczej zachcianki – może rodzić poważne skutki: brak możliwości zatrudnienia, kłopoty na ulicy. Kłopoty mają jednak także ci, którzy próbują normalnie egzystować poza światem mafii. Obrazuje to historia rodziny i proceder pobierania „impuesto”, czyli haraczu.

fot. Maciej Kluczka

Płacisz albo giniesz

Pewne małżeństwo otworzyło w 2008 roku pizzerię w garażu obok swojego domu. Zakupili piec, ustawili kilka stolików na podwórku. Był to drobny biznes rodzinny.. Pizze były pyszne, więc przyciągali rzesze klientów. Pewnego razu pojawił się ktoś nowy, usiadł, nic nie zamówił, ale zażądał.. impuesto właśnie. Zagroził, że jeśli nie zapłacą, coś groźnego może stać się ich córce. I tu… wymienił dokładną trasę jej drogi ze szkoły do domu. To właśnie ten strach jest najgorszy. Paraliżuje, sprawia, że obywatele Hondurasu popadają w beznadzieję albo zaczynają czuć nienawiść do swego kraju i myślą o wyjeździe. Oba uczucia, przeżywane do swojej ojczyzny, są niemiłosiernie trudne. Niezależnie od szerokości geograficznej.

fot. archiwum prywatne Klaudii Zając

>>> Siniaki na duszy. Historie z życia wzięte [REPORTAŻ]

Pociąg śmierci

Strach, beznadzieja, brak możliwości wyrwania się z łańcucha agresji i łańcucha niemocy, skłaniają ludzi do emigracji, do wyjazdu w kierunku Stanów Zjednoczonych. Najważniejszym i jednocześnie najtrudniejszym etapem tej podróży jest Meksyk, szczególnie od czasu, gdy polityka migracyjna Meksyku i USA bardzo się zradykalizowały. Migracja dotyka praktycznie każdego w Hondurasie. Nawet, jeśli ktoś nie wyjechał, to ma w rodzinie kogoś, kto wyjechał albo się do wyjazdu szykuje. Najbardziej bolesne są sytuacje, gdy matka, przez brak środków na utrzymanie rodziny, zmuszona jest do wyjazdu. Zostawia więc swoje dzieci (pod opieką kogoś z rodziny lub znajomych) i wyjeżdża. Nie wie, kiedy wróci, kiedy zobaczy swoje dzieci – nielegalny wjazd na teren USA skutkuje tym, że wyjazd z niego blokuje powrót. Takimi między innymi dziećmi zajmują się wolontariusze, z takimi kontakt miała Klaudia.

Nikt nie śpi w pociągu, 

na pociągu. 

Złapani pociągu 

wszyscy chcą dotrzeć na granicę, 

do marzenia rysowanego jak mapa…

(fragment listu, autor nieznany)

Ta podroż bywa bardzo niebezpieczna – wskakując do pociągów ludzie niekiedy tracą nogi, czy ręce. W czasie podróży też jest niebezpiecznie. Nie bez powodu te pociągi nazywane są pociągami śmierci czy bestiami. Kobiety i dzieci, które podróżują samotnie, są szczególnie narażone na handel czy przemoc seksualną. Tej drugiej dopuszczają się zarówno członkowie gangów, inni imigranci, jak i przedstawiciele służb państwowych.

fot. archiwum prywatne Klaudii Zając

Honduras to kraj strachu i odwagi, beznadziei i nadziei, zła i piękna. Kraj, w którym Jezusa znajdziemy w wielu miejscach i w wielu osobach, ale jednocześnie tak bardzo Go tam potrzeba. Dobrze więc, że są tam tacy ludzie, jak wolontariusze „Domów Serca”.

Historia każdego opisywanego człowieka pokazuje, że nasz czarno-biały podział świata jest iluzją, że świat nie dzieli się na ludzi dobrych i złych, z których to my jesteśmy tymi dobrymi.

Na koniec jedna osobista myśl. Chcę wyrazić wielkie uznanie, po prostu  chapeau bas wobec Klaudii. Trzeba mieć w sobie wiele odwagi, by zostawić swój kraj, bezpieczne miejsce, znajomych i rodzinę, i w bardzo młodym wieku na ponad rok wyjechać – nie na wakacje, ale do trudnej pracy. I to do kraju może i pięknego, ale jednocześnie bardzo trudnego. Piękna to misja. Czapki z głów!  

 

* Wolontariat z Domami Serca – weekend informacyjny trwa dziś i jutro. Laski koło Warszawy, przy kościele Matki Boskiej Królowej Meksyku, od godz. 9:00 do 16:00. Więcej informacji znajdziesz na Facebookowym wydarzeniu.

Zobacz także
Wasze komentarze