fot. EPA/NARENDRA SHRESTHA

Nepal: koronawirus zamknął bogów w świątyniach [REPORTAŻ]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Każdego roku na wiosnę i w czasie monsunu w dolinie Katmandu obchodzone są święta uliczne. Przez miasta suną drewniane wozy z posągami bóstw. W tym roku ulice są puste, bo władze Nepalu z powodu epidemii koronawirusa odwołały święta. Nepalczykom trudno wypełnić pustkę.

Co roku na wiosnę, kiedy pod oknem jego domu w starym Katmandu zbierał się głośny tłum i z końca ulicy dobiegały dźwięki orkiestry, Rabi Shrestha klął pod nosem. „Za każdym razem traciłem internet na jakieś pięć dni” – opowiada 17-latek podnosząc oczy w stronę nieba i rozkładając ręce.

>>> Świat hinduizmu obchodzi święto Śiwy [GALERIA] 

Kiedy w oknie pokoju Rabiego, na trzecim piętrze budynku, na chwilę pojawiał się fragment wysokiej konstrukcji przymocowanej do drewnianego wozu z posągiem Białego Maćchendranatha, nie pozostawało nic innego niż wyjść na dół w gęsty tłum ludzi. „Za każdym razem wóz zrywał kable od internetu, tak jakby nie dało się ich jakoś zabezpieczyć” – zżyma się Rabi.

Nastolatek czasami stawał w oknie z 80-letnią babcią, która nie mogła już odwiedzić świątyni Białego Maćchendranatha w Asanie, dzielnicy Katmandu. Właśnie dla takich osób posąg bóstwa co roku obwożony jest wąskimi uliczkami miasta na drewnianym wozie – bóstwo wychodzi ze świątyni na spotkanie z mieszkańcami starego miasta.

fot. EPA/NARENDRA SHRESTHA

„Ale nie w tym roku. Przez epidemię koronawirusa odwołano całe święto” – tłumaczy Rabi z zawodem w głosie. Internet działa bez usterek, lecz babcia dopytuje się, co się stało z wozem i Maćchendranathem. Wnuczek co kilka dni przypomina babci, że władze zamknęły kraj w ogólnokrajowej kwarantannie. Odwołano dziesiątki świąt, którymi żyją Nepalczycy.

„Moi rówieśnicy zawsze narzekali, że te wszystkie święta, to taki folklor i strata czasu” – mówi 19-letni Franky, który dzięki dziadkowi zajął się spisywaniem legend starego Katmandu i historią jego świąt. „A teraz im wszystkim brakuje tych tłumów, bo niemal przez trzy miesiące siedzieliśmy w domu. Została pustka” – dodaje wyjaśniając, że dopiero od dwóch tygodni trochę złagodzono surowe reguły kwarantanny.

„Wciąż obwiązuje zakaz publicznych zgromadzeń, wiele świąt przeszło nam koło nosa i raczej nie zostaną wznowione” – tłumaczy Alok Tuladhar, ekspert zajmujący się tradycjami grupy etnicznej Newarów z Katmandu, z której się wywodzi. „Takie przedsięwzięcia wymagają tygodni i miesięcy przygotowań i planowania. Kapłani przygotowują rytuały, a guthi, lokalne organizacje społeczne przygotowują trasę, sprzęt i zabezpieczenie medyczne” – wymienia.

fot. EPA/NARENDRA SHRESTHA

Drewniany wóz Białego Maćchendranatha co roku jest składany od podstaw. Inna grupa przygotowuje ofiary, kolejna myje posąg bóstwa, a muzycy ćwiczą przed występem. „Co roku był z tym ból głowy, ale teraz trudno usiedzieć bezczynnie. Jest bardzo smutno” – mówi Sushil Tamrakar z jednej z lokalnych organizacji z okolicy świątyni Kasthamandap.

„Ludzie tym żyją. Katmandu bez tych setek małych i większych świąt ulicznych jest martwe. Miasto wciąż jest pełne świątyń, ale tak naprawdę to ludzie i wspólnie obchodzone święta nadają sens tym murom, ulicom i świątyniom” – ocenia Alok Tualdhar.

>>> Nepal: buddyjscy mnisi i koronawirus [GALERIA]

Sushil Tamrakar tłumaczy, że wszyscy muszą przestrzegać zasad kwarantanny. „Może jednak ze złagodzeniem kwarantanny coś mniejszego uda się zrobić? Może ludzie, którzy ciągną wóz będą w maskach, a może na trasie przejazdu ludzie zostaną w domach i na dachach?” – spekuluje. Wiele zależy nie tylko od władz, ale również od kapłanów, czy zgodzą się na inny termin świąt.

W Patanie, bliźniaczym mieście Katmandu, składany jest wóz dla Czerwonego Maćchendranatha. Tamtejsza społeczność ma nadzieję, że władze wydadzą zezwolenie na pochód.

„Jest nadzieja. Przed epidemią mieliśmy coraz mniej młodych ludzi, a teraz wielu pyta co ze świętami, czy budujemy wóz? Może epidemia jest szansą, żeby docenić własną kulturę?” – pyta.

Zobacz także
Wasze komentarze