Engin Akyurt/Pexels

(Nie)wolni [ROZMOWA]

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Żeby pokazać skalę zjawiska, wszyscy mieszkańcy Polski musieliby założyć kajdanki – i te fizyczne, i te mentalne. Według danych Międzynarodowej Agencji Pracy działającej przy ONZ, problem współczesnego niewolnictwa dotyka aż 40 milionów osób na świecie, w tym również Polaków i pracujących u nas Ukraińców. O tym, czym jest współczesne niewolnictwo i jak z nim walczyć rozmawiam z księdzem Pawłem Kaczmarczykiem – dyrektorem poznańskiego biura Pomocy Kościołowi w Potrzebie, koordynatorem akcji Wolni-Niewolni.

Emilia Klimasara: Spotykamy się, żeby porozmawiać o współczesnym niewolnictwie – problemie, o którym wciąż niewiele wiemy. Zanim jednak przejdziemy do głównego wątku, zacznijmy może od początku – „WolniNiewolni”, czego możemy się spodziewać po tej kampanii?

>>> Zaczyna się zawsze tak samo [REPORTAŻ]

Ks. Paweł Kaczmarczyk: Pomysł na akcję WolniNiewolni zrodził się w ubiegłym roku. Do Pomocy Kościołowi w Potrzebie (PKWP), czyli papieskiego stowarzyszenia wspierającego prześladowanych chrześcijan, zgłosili się przedstawiciele fundacji HAART Kenya – organizacji zajmującej się ofiarami handlu ludźmi. Współzałożyciel fundacji (a zarazem współorganizator akcji) ojciec Jean zaproponował, żebyśmy jako PKWK podjęli się zwiększania świadomości społecznej na temat współczesnego niewolnictwa.

pixabay

Ubiegłoroczna akcja odbywała się na terenie województwa lubelskiego.

Tak, trwała pięć miesięcy (na taki okres zaplanowaliśmy też tegoroczną edycję kampanii). Pokazała nam coś bardzo ważnego – że wciąż niewiele wiemy na temat tego, jak ogromnym problemem jest współczesne niewolnictwo. Jeśli już o nim słyszymy, kojarzymy je automatycznie z Afryką czy Bliskim Wschodem, a problem jest nam o wiele bliższy, być może tragedie ludzi dzieją się kilka kilometrów naszych szkół, miejsc pracy, domów.

>>> Żołnierze (nie zawsze) z wyboru

O jakiej skali problemu mówimy?

Statystki nie są precyzyjne, trudno podać dokładne dane, bo wiele osób nie chce opowiadać o traumatycznych przeżyciach, do wielu trudno też dotrzeć. Organizacje badające współczesne niewolnictwo podają, że na świecie problem niewolnictwa dotyczy nawet 40 milionów ludzi (dane Międzynarodowej Organizacji Pracy przy ONZ, przyp. E.K.).

To więcej niż mieszkańców Polski!

Tak, bardzo łatwo to porównać. Gdyby każdy w Polsce (i jeszcze trochę, bo mówi się, że Polska liczy około 38 milionów mieszkańców) był niewolnikiem, otrzymalibyśmy ilustrację zjawiska.

Niewolnikiem? Jak mamy rozumieć współczesne niewolnictwo? Różni się od tego z czasów kolonialnych? Zmieniło formę?

I tak, i nie – wszystko zależy od regionu. To problem bardzo złożony. Rzeczywiście, w krajach rozwijających się nadal możemy mówić o sprzedawaniu ludzi – mężczyzn do pracy w fabrykach, na farmach, kobiet i dziewczynek do agencji towarzyskich. Przymusowe małżeństwa to też forma niewolnictwa.

>>> Niewolnictwo to kobieta [INFOGRAFIKA]

I dzieje się to tak „po prostu”?

Dzieje się „tak po prostu”, bo niewolnictwo czy handel ludźmi to trzeci (zaraz po sprzedaży broni i narkotyków) najbardziej dochodowy „biznes” na świecie. Ale odpowiadając na pytanie –  i tak, i nie. Z jednej strony ta „tradycyjna” forma jest aktualna – bo nadal niewolnika można kupić, z drugiej, pojawiają się też nowe metody „kupowania” – zdarza się, że rodzice, chcąc zapewnić dziecku lepszy byt, edukację, rozwój, oddają je pod opiekę „patrona”, „sponsora”, który ma opłacić edukację w zamian za drobną pomoc na przykład w domu. Niestety, bardzo często kończy się to tym, że dzieci wykorzystywane są nie tylko do (wcale nie lekkiej a katorżniczej) pracy, ale również do świadczenia usług seksualnych. Gdy okazuje się, że dziecko w niewyjaśnionych okolicznościach znika, często jest już za późno na pomoc. Te dramatyczne sytuacje to efekt po pierwsze niewiedzy rodziców, ubóstwa ale również i bezsilności wobec niektórych procedur prawnych. HAART Kenya zajmuje się osobami, które padły ofiarą między innymi takich, nazwijmy rzecz po imieniu, przestępstw.

fot. pixabay

Fundacja prowadzi ośrodek dla ofiar tych przestępstw?

Tak, zresztą jedyny taki na całą Kenię. To pokazuje, jak trudna to praca i ile wymaga. Od sześciu lat pomaga tym, którzy w jakikolwiek sposób doświadczyli takiej formy przemocy, zniewolenia. Pomogła już ponad pięciuset osobom. Tu nie ma kompromisów – wsparcie jest holistyczne. Ci, którym jakimś cudem udało się wydostać z niewoli, potrzebują pomocy medycznej, psychologicznej, często nawet psychiatrycznej, prawnej, edukacyjnej, bo, jak już wspomniałem, wielu doświadczyło tej tragedii przez brak świadomości zagrożenia.

Powiedział ksiądz, że problem jest o wiele bliższy niż nam się wydaje, bo dotyczy również Europy i Polski.

Tak, ale musimy spojrzeć na to z bardzo szerokiej perspektywy. Po pierwsze zauważyć Polaków, którzy są ofiarami niewolnictwa, po drugie tych, których sami zniewalamy. Zdecydowana większość przypadków niewolnictwa, o którym teraz powiem, dotyczy pracy na emigracji. Słyszymy o historiach Polaków, którzy wyjeżdżają do Europy Zachodniej czy Niderlandów i zostają zamknięci w obozach pracy, na farmach, odbierane są im dokumenty. Niewolnictwo może mieć też nieco lżejszy wymiar i dotyczyć na przykład wymuszania pracy ponad siłę, niskich zarobków, nieprzestrzegania praw pracowników. Podobnie dzieje się zresztą na naszym polskim podwórku, gdzie pracownikom ze wschodu, głównie z Ukrainy, uniemożliwia się korzystanie z opieki medycznej – słyszeliśmy przecież o sytuacjach chorych Ukraińców porzuconych w lesie czy gdzieś na obrzeżach miejscowości. Niestety w każdym z przypadków wina leży nie tylko po stronie pracodawcy, ale również agencji pracy, które zamiast chronić pracowników, przestrzegać i bronić ich praw, skupione są wyłącznie na zysku. Jest to tym bardziej przerażające, że osoby, które decydują się na wyjazd do obcego kraju, na bycie daleko od swoich bliskich, robią to dla ich dobra, chcąc im pomóc, ułatwić życie, znaleźć dodatkowy grosz może na lepszą szkołę, może na spełnienie drobnego marzenia. W tych często i tak już smutnych historiach spotyka ich jeszcze większe zło. Pamiętajmy więc, że również i my, gdy nie reagujemy widząc wykorzystywanie pracowników, o bardziej radykalnych formach zniewalania już nie wspominając, jesteśmy za nie odpowiedzialni. Dlatego właśnie chcemy zwiększać świadomość ludzi na temat współczesnego niewolnictwa. Na takie sytuacje nie ma zgody!

>>> Były niewolnik, który został księdzem, na drodze na ołtarze

Wspomniał ksiądz o braku informacji na temat zagrożeń. Przypomnijmy więc, w jaki sposób ustrzec się przed współczesnym niewolnictwem.

Po pierwsze, mówiąc o wyjeździe do pracy za granicą, musimy bardzo dokładnie sprawdzić miejsce, do którego wyjeżdżamy oraz potencjalnego pracodawcę. W Polsce mamy różnego rodzaju instytucje, które zajmują się zapobieganiu handlowi ludźmi, warto śledzić ich strony oraz komunikaty. Choć może wydaje się to oczywiste, przed podpisaniem dokumentów trzeba je naprawdę dokładnie przeanalizować. Wiele instytucji działających pro bono przy parafiach, organizacjach lub stowarzyszeniach umożliwia kontakt z prawnikiem, który pomaga w „rozczytaniu” umowy. Ważny jest też oczywiście kontakt z bliskimi, zostawienie informacji, gdzie się jedzie, numeru telefonu, adresów, utrzymywanie kontaktu z rodziną i przyjaciółmi. Ci natomiast, gdy tylko z niewyjaśnionych przyczyn dojdzie do zerwania kontaktu, powinni natychmiast poinformować policję czy inne instytucje zajmujące się ochroną ofiar handlu ludźmi.

kobieta okno

Fot. pixabay

Jednym z celów akcji Wolni-Niewolni jest zwiększanie świadomości na temat współczesnego niewolnictwa.

Przede wszystkim staramy się dotrzeć do szkół, które nas zapraszają. Chcą abyśmy, niezależnie od poglądów czy wyznania, przeprowadzili zajęcia na temat współczesnego niewolnictwa. Zapraszają nas również parafie, niektórzy katecheci sami później prowadzą podobne zajęcia w szkołach. Ze względu na możliwości czasowe, tegoroczną akcję ograniczamy do terenu Warmii i Mazur, jednak nie wykluczamy, że powstaną następne edycje, wówczas tego typu zajęciami obejmiemy kolejne województwa czy regiony.

Czy to, że zapraszają was szkoły świadczy o tym, że niewiele jest tego typu zajęć? Szkoły szukają dodatkowych źródeł informacji o współczesnym niewolnictwie?

Myślę, że o problemie często nie wiedzą nie tylko uczniowie, ale również dorośli. Wydaje mi się, że tak, że wciąż niewiele jest informacji na ten temat. Zresztą, doskonale pokazują to wypowiedzi uczestników zajęć, którzy podchodzą do nas i mówią, że nie mieli pojęcia nie tylko o występowaniu tego zjawiska, ale przede wszystkim o jego skali. 40 milionów ludzi jest niewolnikami!

To na koniec, w konkretach, jak możemy wesprzeć akcję?

Po pierwsze zdobywać informacje, czytać, szukać, słuchać, czyli po prostu zwiększać swoją świadomość na temat współczesnego niewolnictwa. Po drugie – choć akcja edukacyjna skierowana jest na Warmię i Mazury, każdy z nas może włączyć się w pomoc i wysłać SMS o treści „KENIA” pod numer 72405 lub dokonać wpłaty na konto Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie, w tytule przelewu wpisując: „Wolni-Niewolni”. I modlitwa – ta przydaje się zawsze!

Zobacz także
Wasze komentarze