Etiopia. fot. United Nations Photo

Przepis na głód

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Ogólna ilość wyrzucanego jedzenia na świecie to 1,3 mld ton rocznie o wartości 990 miliardów dolarów – podaje ONZ. Czy to oznacza, że łatwo możemy poradzić sobie z problemem głodu na świecie?

Część jedzenia zawsze będzie się marnować i nie należy mieć co do tego złudzeń. Niektóre owoce, warzywa czy produkty po prostu szybko się psują i kiedy przegapi się odpowiedni czas na spożycie, jedzenie najzwyczajniej ląduje w koszu na śmieci. Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy procent marnowanej żywności jest zbyt wysoki. Niestety jest on tym wyższy, im kraj jest bardziej rozwinięty. Dla porównania mieszkaniec Europy i Ameryki Północnej marnuje rocznie 95–115 kg produktów, gdy w Afryce subsaharyjskiej to tylko 6–11 kg na osobę.

Nierówności społeczne 

Zazwyczaj kiedy mówimy o głodzie, traktujemy go jako problem globalny, który można rozwiązać tylko decyzjami na samym szycie hierarchii organizacji międzynarodowych. Tymczasem to nie do końca prawda. Jasne, decyzje polityczne mogą przyczyniać się do lepszego dystrybuowania żywności na świecie i wspomagania regionów, które tego potrzebują. Sednem problemu są jednak nierówności społeczne. Statystycznego Europejczyka stać na większe zakupy (także te spożywcze), więc ilość wyrzucanego przez niego jedzenia jest większa. Nie ma prostego przełożenia, które pozwoliłoby marnowanym jedzeniem załatać potrzeby regionów, które borykają się z problemem głodu. Zabrzmi to brutalnie, ale taki zabieg mógłby fatalnie odbić się na gospodarce, która również ma przecież służyć człowiekowi i jego dobru. Paczki wysyłane do krajów Afryki czy Azji to ładny obrazek w telewizji, ale – jak pokazują badania – nie poprawia to w żaden sposób kondycji lokalnych rynków. Jest to forma jednorazowej pomocy, a nie rozwiązań systemowych. Sprawa jest bardziej skomplikowana niż mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka. Nie ulega jednak wątpliwości, że z problemem głodu można i trzeba walczyć. Ale z głową.

Marnotrawstwo na każdym etapie 

Dostęp do żywności jest jednym z głównych wyzwań współczesności. ONZ przewidziała siedemnaście celów rozwojowych na lata 2015–2030. Cel dwunasty dotyczy zapewnienia wzorów zrównoważonej konsumpcji i produkcji, aby do 2030 r. zmniejszyć o połowę marnotrawstwo żywności w rolnictwie, przetwórstwie, sprzedaży oraz konsumpcji. Pewnie wielu z nas wydaje się, że zdecydowana większość produktów spożywczych marnowana jest przez przemysł spożywczy. Natomiast Eurostat podaje, że źródłami strat i marnotrawstwa żywności w Unii Europejskiej są wszystkie etapy łańcucha produkcji i dystrybucji żywności, choć w różnym stopniu. EU Fusion, działająca na zlecenie Komisji Europejskiej, wskazuje, że głównym źródłem marnotrawstwa są wciąż gospodarstwa domowe (53%), a następnie przetwórstwo (19%), gastronomia (12%), produkcja (11%) oraz sprzedaż (5%). Gospodarstwa domowe w UE odpowiadają za niemal 47 mln ton wyrzucanego jedzenia.

fot. United Nations Photo

To nie utopia 

Ziemię zamieszkuje ponad 7 mld ludzi, a ilość obecnie produkowanego jedzenia pozwoliłaby wykarmić 12 mld osób. Mimo to na świecie żyje ponad 800 mln osób cierpiących z powodu braku pożywienia, a statystycznie co pięć sekund ktoś umiera z głodu. Do XX w. łagodzenie skutków głodu uważano za obowiązek, choć wszyscy mieli świadomość, że całkowite zwalczenie problemu jest niemożliwe. Później sytuacja się zmieniła. Zwalczenie tego problemu nie jest już nieosiągalną utopią. Dane pokazują, że nie potrzebujemy dzisiaj zwiększonej produkcji żywności, by wszystkich nakarmić, ale raczej etyki i odpowiedniej dystrybucji żywności. – Głód to nie brak żywności, ale brak etyki – mówi artystka Karolina Brzuzan w rozmowie z Szymonem Maliborskim z miesięcznika „Znak”. A etyka to przede wszystkim zasady postępowania, które powinniśmy wypracować. Konieczne jest tutaj uwzględnienie wielu czynników gospodarczych.

Przyczyna 

W latach osiemdziesiątych XX w. Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), grożąc nieuregulowaniem długów, przymusiły kraje afrykańskie, aby zmniejszyły ingerencję państwa również w rolnictwo. Sprawa dotyczyła dotacji, regulowania cen czy nawet pilnowania rezerw zgromadzonych na wypadek głodu. Deregulacja sprawiła, że produkty importowane zaczęły wymywać z rynku produkty lokalne. – Kraje straciły nadzieję na produkowanie własnej żywności i tym samym uniezależnienie się od cen, kaprysów i nakazów globalnego rynku – pisze Martin Caparrós, argentyński dziennikarz w wydanej w 2015 r. książce „Głód”. Możemy z całą pewnością powiedzieć, że przyczyną głodu na świecie nie jest brak żywności. Tej jest pod dostatkiem. W wielu krajach UE ogranicza się nawet jej produkcję, aby nie spadły ceny np. mleka czy mięsa, a jest to żywność, która mogłaby zasilić kraje globalnego Południa. Przyczyny należy szukać we wzajemnym oddziaływaniu na siebie rynków i w zderzeniu lokalnych gospodarek z globalnym systemem. Czynniki takie jak infrastruktura, ceny paliw, spekulacje na giełdzie mają tutaj kluczowe znaczenie.

Kiedy cierpi lokalny rynek (zwłaszcza jeśli jest niewielki i dość słaby), automatycznie pojawia się problem głodu. Mieszkańcy Etiopii, Kenii czy Bangladeszu nie są przecież w stanie zapłacić za produkty takich kwot, jakie narzucają międzynarodowe korporacje. Doraźna pomoc może tylko na chwilę zapełnić brzuchy mieszkańców tych regionów. Nie spowoduje jednak, że problem zniknie. Bez rozwiązań systemowych będzie on się tylko pogłębiał.

fot. United Nations Photo

Przepis na głód
6 (100%) 4 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze