unsplash.com

Rodzina to fundament. Do wartości się przyciąga, a nie popycha. Rozmowa Michała Jóźwiaka z Jackiem Pulikowskim [MISYJNE DROGI]

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Michał Jóźwiak: Rodzina służy między innymi przekazywaniu wzorców – co robimy nie tak, że mamy globalny kryzys wartości?
Jacek Pulikowski: Powiedziałbym nawet, że rodzina jest podstawowym terenem przekazywania wartości. To absolutny fundament. Nie da się przekazać świata wartości poza rodziną. Nie da się wychować człowieka do wartości bez rodziny. Można go, mówiąc brzydko, wyhodować, ale na pewno nie wychować. Podstawowym narzędziem, jakie mają rodzice do wypełnienia tego zadania, jest własny przykład. Tylko wtedy, gdy rodzice autentycznie żyją według konkretnego systemu wartości, mogą go przekazać kolejnemu pokoleniu.

MJ: Poprzez świadectwo, sposób życia.
JP: Dokładnie. Do wartości się przyciąga, a nie popycha. Jeśli mamy, jak nie tylko ty diagnozujesz, kryzys człowieka, kryzys rodziny, to on przekłada się na kolejne pokolenia. To jest, w moim przekonaniu, przyczyna zaniku świata wartości. Jedynym lekarstwem na ten kryzys jest odbudowywanie rodziny, a nie da się tego zrobić bez wzmacniania małżeństw. Ale samo to może nie wystarczyć – trzeba odbudować też więź między rodzicami a dziećmi. Jan Paweł II mówił, że przyszłość świata zależy od rodziny i dzisiaj widzimy, że miał rację. Kiedy zniszczy się jedyny teren przekazywania wartości, to ludzie zmierzają w stronę autodestrukcji. Upadek wszystkich cywilizacji poprzedzony był właśnie kryzysem w sferze rodziny, a także seksualności.

MJ: Ostatnimi czasy chyba bardzo zaniedbujemy ten obszar. Liczba rozwodów w Polsce rośnie. W skali całego kraju było ich o 3% więcej niż przed rokiem, co drugie małżeństwo się rozstaje, a w niektórych krajach świata jest dużo gorzej. W Belgii na 100 małżeństw zawartych w 2010 r. rozpadło się aż 70.
JP: Rodzina jest mocno atakowana przez bodźce, które nie służą jej trwałości i czystości. Zły duch robi wszystko, żeby wciągać nas w grzechy dotyczące seksualności, bo wie, jak skutecznie niszczą one miłość. Z drugiej strony trzeba powiedzieć, że rodzina jest nieco zaniedbana. Także przez Kościół katolicki, który z założenia oczywiście troszczy się o rodzinę, ale jak widać, niewystarczająco. Dzisiaj niestety promuje się rozwody, pokazując, że mogą być one wyrazem ludzkiej wolności i niezależności. Nawet aborcję usiłuje się pokazać jako wybór. Wydawałoby się, że najbardziej naturalne przykazanie „nie zabijaj” nie może budzić u nikogo wątpliwości i jest niepodważalne, a jednak jest inaczej.


MJ:
Mówimy, że rodzina zasługuje na szacunek, na wsparcie Kościoła, ale to czasem brzmi bardzo abstrakcyjnie. Jak Kościół powinien troszczyć się o rodziny?
JP: Kościół, czyli my wszyscy, ale przede wszystkim duchowni, powinni przybliżyć się do małżeństw. Znakomitą formą pomocy są wszelkie wspólnoty, ale z doświadczenia wiem, że trudno im nieraz znaleźć kapłana, który ich poprowadzi, a to szalenie ważna sprawa. Wspólnota potrzebuje księdza, żeby nie pobłądzić. Dlatego księża każdą wolną chwilę powinni poświęcać na spotkania z rodzinami. Uważam, że niesłychanie istotne jest to, aby księża chcieli towarzyszyć rodzinom. Towarzyszyć – to słowo jest tutaj kluczem. To jest droga ratowania świata. Kapłan, który jest blisko
rodzin, bardzo wiele zyskuje, bo przecież wszyscy jesteśmy istotami społecznymi – słuchamy się wzajemnie i czerpiemy ze swoich doświadczeń. Ważne jest także to, żeby księża dzielili się tym, co wiedzą z innymi. To także forma troski o bliźniego – tylko relacja miłości może przynieść człowiekowi szczęście.

MJ: Innego rodzaju opieki potrzebują rodziny w krajach rozwiniętych, a innej w krajach misyjnych. Tam często oprócz potrzeb duchowych ważne są też te materialne.
JP: Dokładnie. Trudno mówić o Bogu głodnemu człowiekowi. Ale kiedy się go nakarmi, to można powiedzieć mu, że nasza wiara na tym właśnie polega, żeby opiekować się tymi, którzy są w potrzebie. Taki człowiek poznaje Boga przez nasze działanie, przez nasze świadectwo i istnieje szansa, że to go przekona do tego, aby oddać mu swoje życie. Syty kapłan nie może opowiadać o Bogu głodującym ludziom, bo to nie zadziała. Musi najpierw dzielić z nimi życie, aby stać się wiarygodnym.

MJ: Rodzina to dla chrześcijanina pod każdą szerokością geograficzną misja sama w sobie. Jest zadaniem, które pochłania całe życie i często wymaga poświęceń. Jak je podejmować?
JP: Trzeba mówić o trudnościach, bo zdarza się, że ludzie już przy pierwszym potknięciu rezygnują z małżeństwa, kwestionują jego sens i nie widzą wyjścia z kryzysowych sytuacji. Mam jednak poczucie, że za mało mówi się o szczęściu, jakie płynie z zakładania rodziny. Dzisiaj popularny jest model życia w tzw. związkach partnerskich, ale on wynika z niewiary w to, że małżeństwo daje coś więcej. Należy głośno mówić o radości, jaką daje rodzicielstwo i życie rodzinne. Konieczne są świadectwa szczęśliwych par. Bardzo tego brakuje w przestrzeni publicznej.

MJ: A co z tymi, którzy się pogubili, chociażby z rozwodnikami? Oni przecież potrzebują szczególnego wsparcia i miejsca w Kościele.
JP: Dla nich jest tylko jedna droga – droga nawrócenia. Bywają oczywiście nurty, które chcą łagodzić obraz grzechu, ale one prowadzą donikąd. Powodują jedynie, że grzesznik czuje się lepiej, bardziej komfortowo, ale to go nie wyciąga z problemów, a o to przecież chodzi.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze