fot. EPA/CARMELO IMBESI

Modlitwa za migrantów, którzy zginęli na Morzu Śródziemnym

Do uszanowania prawa do imigracji wzywa bp Giancarlo Perego, przewodniczący komisji episkopatu Włoch ds. imigrantów. „Człowiek, który powoli umiera, bo nie ma pracy, nie ma domu, nie ma możliwości, żeby żyć w swoim kraju, ma prawo do imigracji. Ma też prawo do powrotu, jeśli warunki bytowe w kraju poprawią się” – zaznacza metropolita Ferrary.

Jego zdaniem modelem postępowania w Europie wobec wszystkich imigrantów powinno stać się to, jak zostali przyjęci Ukraińcy.

Na zdjęciach widać ludzi z lampionami, którzy modlą się za zmarłych migrantów. Spotkanie zorganizowano w mieście Crotone, niedaleko którego doszło do katastrofy. Ludzie zebrali się przy hali sportowej w której znajdują się trumny ze szczątkami migrantów.

fot. EPA/CARMELO IMBESI

Piotr Dziubak (Katolicka Agencja Informacyjna): Wczoraj miał miejsce niestety kolejny wypadek łodzi z imigrantami w pobliżu Crotone na południu Włoch, 150 metrów od brzegu. Politycy powtarzają, że ci ludzie nie powinni byli wyruszać, że trzeba zmienić przepisy związane z imigracją. W międzyczasie znowu umierają ludzie…

Abp Giancarlo Perego: – Niestety, umierają. To jedna z największych katastrof na Morzu Śródziemnym w ostatnich latach. Potwierdzono śmierć 62 osób, ale na pewno ta liczba powiększy się. Uratowano 80 osób. Z ich relacji wynika, że na pokładzie mogło być około 180 osób. To dramatyczna sytuacja, która wymaga poważnego zaangażowania Unii Europejskiej. Wymaga też, żeby wszyscy mieli świadomość tego, co się dzieje. Prawo do imigracji ludzi musi być zagwarantowane. Osoby, które starały się dotrzeć łodzią do Włoch pochodziły z takich krajów jak: Afganistan, Syria, Irak i Iran. Wszyscy wiedzą, że w tych krajach była wojna lub ciągle tli się konflikt zbrojny i społeczny. We wczorajszym wypadku zginęło 30 kobiet. One wszystkie pochodziły z tych krajów. Europa musi obudzić w sobie odpowiedzialność za imigrantów. Morze Śródziemne mogłoby stać się miejscem wielkiej pomocy humanitarnej. Podróże ludzi szukających poprawy życia uczynić bezpiecznymi. Po identyfikacji osób, te, którym przysługiwałaby opieka międzynarodowa, mogłyby zostać przyjęte na terenie całej Unii godnej krajów demokratycznych, godnej Europy demokratycznej.

Chyba właśnie wyrażenie „przyjęcie imigrantów” wywołuje strach u większości polityków europejskich. Jeszcze wczoraj prezydent Włoch Sergio Mattarella w mocnych słowach zwrócił uwagę na konieczność zmian w kwestii przyjmowania imigrantów.

– Ma rację prezydent Mattarella, podkreślając znaczenie i rolę przyjmowania imigrantów w naszych miastach coraz bardziej pustych i opuszczonych. Jest problem z polityką i z kulturą spotkania, które trzeba budować. Potrzeba polityki, która umie patrzeć dalekowzrocznie i umie odnaleźć ogromny potencjał, jaki noszą w sobie imigranci dla Europy. Nasz kontynent umiera. Tylko Irlandia ma dodatni przyrost naturalny. Przyjmowała najwięcej imigrantów na świecie, ale mniej niż Liban albo Kenia. Potrzeba podobnego ruchu odpowiedzialności ze strony krajów europejskich.

Hala sportowa w Crotone, fot. EPA/CARMELO IMBESI

Czy słowa pojawiające się w ustach polityków: „oni nie powinni wyruszać” albo „to wina przemytników” można uznać za słuszne?

– To są fałszywe słowa. Jak można powiedzieć do osoby, która umiera z głodu (Afganistan i Irak przeżywają klęskę głodu); jak można powiedzieć coś takiego wobec ludzi, którzy są traktowani jak towar; jak można powiedzieć tak rodzicom, którzy widzieli śmierć swoich dzieci w czasie bombardowań: zostańcie w waszych krajach! To jest okrucieństwo! W tych słowach nie ma za grosz człowieczeństwa, nie ma demokracji. Opieka międzynarodowa musi być zagwarantowana tym ludziom. Jeśli kraje europejskie chcą się rozwijać, muszą nauczyć się odczytywać to prawo jako zobowiązanie wspólne dla wszystkich.

Zmienia się coś w europejskiej polityce imigracyjnej?

– Problemem ciągle pozostaje kwestia przyjmowania imigrantów. Ten aspekt należy wzmocnić i ożywić w krajach europejskich. Byliśmy świadkami przyjmowania i zaopiekowania się Ukraińcami. To powinno stać się modelem postępowania w Europie wobec wszystkich imigrantów. Nie można tego pozostawić tylko i wyłącznie dobrej woli ludzi albo pojedynczym instytucjom. Konwencja dublińska powinna ulec reformie. Powinna położyć większy nacisk na wspólną odpowiedzialność wobec osób proszących o ochronę międzynarodową.

fot. EPA/CARMELO IMBESI

Dżihadyzm jest coraz bardziej obecny w krajach Afryki. Wcześniej ograniczał się do Somalii i niektórych krajów Sahelu. Ta pełna przemocy obecność może wywołać nowe konflikty zbrojne, niepokoje, których jednym ze skutków będą fale imigrantów. Franciszek w czasie ostatniej podróży do Afryki wezwał, by nie okradać tego kontynentu. Międzynarodowe koncerny nie specjalnie się tym przejmują.

– To bardzo ważny aspekt. Jakie plany wobec Afryki ma Europa? Pomoc i rozwój muszą zostać wzmocnione na tym kontynencie. Należy wprowadzić kary dla koncernów międzynarodowych, które wykorzystują bezprawnie terytoria w Afryce. Trzeba wspierać mikrorozwój lokalnych obszarów potrzebnych gospodarce. Koniecznym jest wspieranie rozwoju procesów demokratycznych w pojedynczych krajach. W przeciwnym razie rządy dyktatorów i dżihadyzm mogą wywołać wiele negatywnych procesów na kontynencie afrykańskim.

Twierdzenie, że mamy pomagać tylko na miejscu, w krajach gdzie pojawiły się sytuacje kryzysowe, starając się nie wpuszczać imigrantów do Europy – czy to jest rozwiązanie?

– Nie można przeciwstawiać dwóch praw: prawa do pozostania w swoim kraju i prawa do imigracji. Wsparcie w rozwoju jest bardzo ważnym aspektem. Papież Paweł VI nakreślił główne linie działania w tej materii w encyklice „Populorum progressio”. Ale nie można powiedzieć, że będziemy tylko pomagać w ich kraju. Nie możemy też wspierać naszych międzynarodowych koncernów, którym zależy tylko na wykorzystaniu zasobów naturalnych. Człowiek, który powoli umiera, bo nie ma pracy, nie ma domu, nie ma możliwości, żeby żyć w swoim kraju, ma prawo do imigracji. Ma też prawo do powrotu, jeśli warunki bytowe w kraju poprawią się. Po II wojnie światowej 5 mln Włochów wyjechało szukać pracy do Niemiec. Po 30 latach 4,5 mln z nich wróciło do Włoch, ponieważ zmieniły się warunki życia we Włoszech. Widzieliśmy wielu Polaków, którzy za pracą wyjechali do różnych krajów europejskich. Dzisiaj wielu z nich wraca do kraju.

Galeria (4 zdjęcia)
Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze