fot. Krystian „KaPe” Panek
„Nie robię tego dla wyświetleń”. KaPe – raper, który zamiast sławy wybrał Boga [ROZMOWA]
Wiara dla Krystiana „KaPe” Panka przez lata była czymś naturalnym – wyniesionym z domu rodzinnego i codzienności. Wszystko zmieniło się, gdy miał kilkanaście lat, kiedy spotkał człowieka, który pokazał mu zupełnie inne, bardziej osobiste spojrzenie na Boga. W rozmowie z Karoliną Binek raper opowiada nie tylko o tym doświadczeniu, lecz także przyznaje, że Duch Święty pisze przez niego teksty piosenek.
W internecie napisałeś kiedyś, że Twoim powołaniem jest ewangelizacja aż do końca życia. Dlaczego tak uważasz?
– Uważam tak przede wszystkim dlatego, że w moim życiu wydarzyła się bardzo konkretna sytuacja, która mnie w tym kierunku poprowadziła. Na początku, kiedy zaczynałem swoją przygodę z muzyką, robiłem to bardziej dla siebie i dla świata. Lubiłem rap, lubiłem muzykę i sprawiało mi to ogromną przyjemność. Tworzyłem, bo to była moja pasja, coś, co mnie cieszyło i dawało mi satysfakcję. Wtedy jeszcze nie myślałem o tym, żeby robić to na chwałę Boga. Dopiero w pewnym momencie wszystko zaczęło się zmieniać. Byłem wtedy na pielgrzymce we Francji, w miejscowości Lourdes. To był bardzo ważny moment w moim życiu duchowym. Kiedy wracałem z pielgrzymki do Belgii, gdzie mieszkam, poczułem w sercu coś bardzo mocnego. To nie był jakiś „głos z nieba”, jak mówią niektórzy. Ale miałem wrażenie, że Bóg chce, żebym robił to wszystko na Jego chwałę. Żeby muzyka, którą tworzę, nie była już tylko dla mnie albo dla świata, ale żeby była dla Boga i dla konkretnych ludzi. I właśnie wtedy poczułem, że to jest moje powołanie. Z czasem zacząłem też widzieć owoce tego wszystkiego. Widziałem, że to, co robię, ma wpływ na ludzi, że Bóg to błogosławi. I wtedy jeszcze bardziej upewniłem się, że powinienem iść w tym kierunku.
Zaciekawiła mnie kwestia pielgrzymki. Często się na nie wybierasz?
– Na początku jeździłem na pielgrzymki razem z rodzicami, którzy są wierzący i po prostu zabierali mnie ze sobą. Można powiedzieć, że trochę przypadkowo w tym uczestniczyłem, bo byłem jeszcze młodszy i nie zawsze rozumiałem sens takich wyjazdów. Czasami po prostu byłem tam tylko dlatego, że była cała rodzina. Ale z czasem zaczęło się to zmieniać. Kiedy dorastałem, zacząłem coraz bardziej rozumieć, czym są takie miejsca i dlaczego ludzie tam jadą. Ostatnio byłem chociażby we Włoszech, we Francji we wspomnianym Lourdes i w Meksyku w Guadalupe. To są miejsca bardzo ważne dla ludzi wierzących. Dzięki tym podróżom mogłem nie tylko zobaczyć świat, ale też bardziej poznać swoją wiarę. Z czasem te pielgrzymki przestały być tylko wyjazdami z rodzicami, a zaczęły być moim własnym wyborem. Zacząłem jeździć dlatego, że sam tego chciałem.
Wiara była obecna w Twoim życiu od zawsze, czy też był moment, kiedy odkryłeś ją w bardziej świadomy sposób?
– Do około szesnastego roku życia wierzyłem tak naturalnie, bo wychowałem się w wierzącej rodzinie. Moi rodzice chodzili do kościoła, więc ja chodziłem razem z nimi. Oczywiście nie zawsze mi się to podobało, bo jak każdy młody człowiek miałem też momenty, kiedy nie chciało mi się iść na msze. Ale mimo wszystko ta wiara była gdzieś obecna w moim życiu. Natomiast między szesnastym a osiemnastym rokiem życia wydarzyło się coś bardzo ważnego. Wtedy pojawił się w moim życiu człowiek, który nazywał się Darek. Przyjechał do Belgii pracować u mojego taty. Okazało się, że jest osobą bardzo wierzącą i miał niesamowitą historię nawrócenia. Opowiadał mi o swoim życiu i o tym, jak kiedyś był na samym dnie. Mówił o tym, że był w bardzo trudnym miejscu, ale Bóg go z tego wszystkiego wyciągnął. To było dla mnie coś bardzo mocnego, bo zobaczyłem, że wiara może być naprawdę żywa. Darek pokazał mi, że to, co dzieje się wokół nas, nie jest przypadkiem. Pokazał mi też, że dobro i zło naprawdę istnieją i że Bóg działa w życiu człowieka. Można powiedzieć, że stał się takim moim przewodnikiem duchowym, podobnie jak mój ojciec. Dzięki niemu zacząłem bardziej interesować się swoją wiarą. Zacząłem więcej czytać, częściej chodzić do kościoła i bardziej świadomie podchodzić do tego wszystkiego. I tak zostało do dzisiaj.

Dzisiaj dużo mówisz o wierze w mediach społecznościowych. A zdarzały się momenty, kiedy wstydziłeś się przyznać do swojej wiary?
– Myślę, że były takie sytuacje, kiedy mogłem powiedzieć coś więcej na temat mojej wiary, ale się powstrzymałem. W szkole w Belgii środowisko nie było zbyt religijne. Belgia ogólnie nie jest krajem bardzo wierzącym, a na pewno nie jest krajem bardzo praktykującym. Czasami w klasie pojawiały się rozmowy o wierze i wtedy zdarzało się, że miałem okazję powiedzieć coś więcej albo stanąć w obronie wiary. Nie zawsze miałem wtedy odwagę. Czasami się zatrzymywałem i nie mówiłem wszystkiego, co mógłbym powiedzieć. Ale nie powiedziałbym, że się wstydziłem. Raczej brakowało mi odwagi. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Teraz bardziej się cieszę z tego, że wierzę. Nie jest to coś, czego trzeba się wstydzić. Wręcz przeciwnie, jest to coś, czym można się cieszyć.
Dlaczego zdecydowałeś się dzielić swoją wiarą w internecie?
– Myślę, że wynika to z tego, że jeśli Bóg daje człowiekowi jakiś talent, to trzeba go wykorzystać. Ja zawsze kochałem muzykę i rap. Zawsze coś sobie śpiewałem, zawsze mnie to interesowało. Dlatego naturalne było dla mnie, że jeśli chcę ewangelizować, to zrobię to właśnie przez muzykę. Na początku robiłem to poprzez rap. W swoich tekstach starałem się przekazywać słowa z Biblii albo wartości, które wynikają z wiary. Z czasem pojawiły się też media społecznościowe. Bardzo ciekawa była historia z TikTokiem. Pewnego razu pomyślałem sobie, że może warto założyć TikToka i tam też coś robić. A później, kiedy byłem na mszy z moją ciocią, ona po mszy powiedziała mi dokładnie to samo, czyli że powinienem założyć TikToka. To było dla mnie takie potwierdzenie, że może to jest dobry kierunek. Założyłem więc konto na tej platformie, później też na Instagramie, i tak to trwa już od jakiegoś czasu.
Jak reagowali i wciąż reagują ludzie, kiedy zobaczyli rapera, który mówi o wierze?
– Oczywiście, oprócz wielu przychylnych opinii, pojawił się też hejt. Myślę, że to jest normalne. Kiedy robi się coś na chwałę Boga, zawsze pojawią się osoby, którym się to nie spodoba. Ale ja podchodzę do tego tak, że jeśli pojawia się hejt, to znaczy, że robi się coś dobrego. Były też osoby, które mówiły mi, że powinienem robić inną muzykę, bardziej światową, żeby mieć więcej wyświetleń. Ale ja czułem, że moim powołaniem jest robić to na chwałę Boga, a nie dla swojego ego. Nie chodzi o to, żeby się promować czy zdobywać popularność. Chodzi o to, żeby robić coś dobrego dla ludzi i może pomóc komuś wejść na drogę wiary.
Co jest dla ciebie ważniejsze w muzyce – przekaz czy forma?
– Myślę, że jedno i drugie jest bardzo ważne. Jest taki ksiądz Teodor, którego często słuchałem i którego nadal słucham. On powiedział kiedyś bardzo ważną rzecz – że Boga trzeba głosić najlepszymi środkami. To znaczy, że jeśli robimy coś dla Boga, to powinniśmy robić to jak najlepiej. Przekaz jest oczywiście bardzo ważny, ale forma też ma znaczenie. Dlatego staram się dbać o wszystko: o teksty, o teledyski, o planowanie, o stylizacje. Chcę, żeby to było na jak najwyższym poziomie, żeby ludzie chcieli to oglądać i słuchać.
Skąd bierzesz inspiracje do swoich tekstów?
– Z różnych miejsc. Czytam Biblię, ale przyznam, że bardzo dużo inspiracji czerpię też z konferencji i rekolekcji. Lubię słuchać różnych księży i ludzi duchownych. To, co mówią, często bardzo mnie porusza. W moim przypadku jest też tak, że mam poczucie, że ja sam nie piszę tych tekstów. Często czuję, że Duch Święty pisze je przeze mnie. Kiedy jestem w studiu, modlę się i pytam Boga, o czym powinien być dany utwór.

Zatem rozumiem, że muzyka jest dla Ciebie formą ewangelizacji i potwierdzeniem słów, od których zaczęliśmy naszą rozmowę.
– Tak, zdecydowanie. Poprzez muzykę staram się głosić Boga. Ale ostatnio pojawiło się też coś nowego w moim życiu. Zacząłem prowadzić konferencje i dzielić się swoim świadectwem. Tego się wcześniej nie spodziewałem. Myślałem, że będę głosił głównie przez muzykę. A teraz okazuje się, że Bóg posyła mnie też w inne miejsca, gdzie mogę mówić o wierze.
Pamiętasz pierwsze zaproszenie do podzielenia się swoim świadectwem?
– Tak, to było w Lublinie. Zostałem zaproszony do wspólnoty Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, żeby opowiedzieć swoje świadectwo. Bardzo się stresowałem, bo nie wiedziałem, jak to będzie wyglądało. Zastanawiałem się, co mam powiedzieć, na co zwrócić największą uwagę, o czym wspomnieć. Ale zawsze, kiedy jadę na takie wydarzenie, modlę się i mówię: „Duchu Święty, Ty się tym zajmij”. I – co ciekawe – wtedy tak się tym wszystkim zajął, że razem z moją dziewczyną dołączyłem do KSM-u.
A jakie świadectwa słyszysz od ludzi, którzy słuchają Twojej muzyki?
– Najczęściej ludzie dzielą się swoimi świadectwami ze mną poprzez media społecznościowe, Piszą do mnie prywatnie i opowiadają swoje historie. Wspominają na przykład, że odeszli kiedyś od wiary, ale jakaś moja piosenka ich poruszyła na tyle, że postanowili wrócić do Kościoła. Czasem to jest jedno zdanie, jeden fragment tekstu, który dotyka ich serca.
Jak się czujesz z tym, że Twoja muzyka ma wpływ na innych?
– Bardzo się cieszę, że Bóg może się mną posługiwać. Nie czuję jakiejś wielkiej presji do tego, aby tworzyć coraz to lepsze piosenki, które na pewno wpłyną na czyjeś życie. Robię to wszystko prosto z serca, na Jego chwałę i jestem Mu wdzięczny, że nadał mojemu życiu sens.
Który z Twoich utworów jest Ci szczególnie bliski i dotyka Cię najbardziej?
– To utwór „Święte dziecko”. Jest on dla mnie bardzo ważny, bo mówi o trudnościach, z którymi się zmagam w codziennym życiu.
Na jakim wydarzeniu szczególnie chciałbyś zagrać koncert? Masz takie koncertowe marzenie?
– Bardzo chciałbym zagrać koncert na Lednicy. To wydarzenie jest dla mnie czymś bardzo dużym i wyjątkowym. Poza tym marzę też o Kokotku i Festiwalu Życia. Wystąpienie na tamtejszej scenie było czymś naprawdę niesamowitym.
Co powiedziałbyś młodym ludziom, którzy szukają sensu życia?
– Powiedziałbym im przede wszystkim, że są potrzebni. Że nie są przypadkiem na tym świecie. To, że każdego dnia się budzimy, nie jest tylko naszą zasługą. To Bóg nas budzi, bo chce, żebyśmy coś zrobili w tym naszym życiu. Każdy człowiek ma swoją misję i swój sens bycia na Ziemi. Nawet jeśli ktoś jest w trudnym miejscu, nawet jeśli upada albo popełnia błędy, Bóg nadal go kocha. I zawsze będzie czekał, żeby przyjąć go z powrotem i dać mu swoją miłość.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Siostra, która przyjechała z Miami do Polski: dom jest tam, gdzie posyła mnie Bóg [ROZMOWA]
Pomoc dla księży w kryzysie. Diecezja powołuje zespół specjalistów [ROZMOWA]
Krzychu lektor: wszystko u mnie opiera się na Bogu [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny