fot. Karolina Binek/misyjne.pl

Siostra, która przyjechała z Miami do Polski: dom jest tam, gdzie posyła mnie Bóg [ROZMOWA]

Siostra Evelyn Maria Montes de Osca SCTJM urodziła się na Kubie, dorastała w Stanach Zjednoczonych, a dziś pracuje w duszpasterstwie akademickim w Gliwicach. W rozmowie z Karoliną Binek opowiada o drodze powołania, przyjeździe do Polski i o tym, dlaczego młodzi ludzie wciąż szukają wspólnoty i wiary.

Karolina Binek (misyjne.pl): Zacznijmy od pytania, które wydaje się najprostsze, a jednocześnie najciekawsze. Dlaczego siostry z Miami są w Polsce? Jak to się w ogóle stało?

Siostra Ewelina: – To pytanie rzeczywiście wydaje się proste, ale historia jest dość długa. Nasza przełożona generalna i założycielka, matka Adela Galindo, znała księdza prałata Sławomira Odera jeszcze zanim został biskupem. Ich relacja zrodziła się w kontekście wydarzeń związanych z procesem beatyfikacyjnym Jana Pawła II. Ksiądz Sławomir był postulatorem w tym procesie, a dla naszego zgromadzenia Jan Paweł II jest kimś wyjątkowym, duchowym ojcem, inspiracją i wzorem odwagi w wierze. Matkę Adelę i księdza Sławomira łączyła wspólna miłość do Kościoła i do tego papieża. To właśnie ta miłość stała się fundamentem przyjaźni. Ksiądz Sławomir kilka razy odwiedzał nas w Miami, ponieważ organizujemy tam międzynarodowe konferencje formacyjne. Poznał nasze zgromadzenie, naszą duchowość, zobaczył, jak pracujemy z młodzieżą i studentami. Zawsze mówił, że chciałby kiedyś zaprosić nas do Polski. Nasza matka odpowiadała z uśmiechem, że przyjedziemy, jeśli zaprosi nas biskup. W dniu swoich święceń biskupich powiedział do niej: „Teraz jestem biskupem, zapraszam was”. To było w marcu 2023 roku. Dla nas to był znak. Po sześciu miesiącach byłyśmy już w Polsce. Pierwszym naszym celem była pomoc w duszpasterstwie akademickim, szczególnie w pracy ze studentami zagranicznymi. Mówimy po angielsku i po hiszpańsku, więc mogłyśmy pomóc młodym ludziom, którzy przyjeżdżają do Polski i często czują się zagubieni. Z czasem okazało się, że nasza obecność jest potrzebna również w innych obszarach diecezji.

W Polsce zgromadzenie Sióstr Przebitych Serc Jezusa i Maryi nie jest bardzo znane. Czym zatem wyróżnia się Wasz charyzmat?

– Jesteśmy młodym zgromadzeniem, założonym w 1990 roku w archidiecezji Miami. Jesteśmy instytutem na prawie diecezjalnym. Mamy siostry, braci oraz osoby świeckie, które żyją naszym charyzmatem w świecie. Naszym trzonem jest Maryja. Składamy czwarty ślub maryjny. Oznacza on, że chcemy być dyspozycyjne jak ona, słuchać jak ona, być gotowe odpowiedzieć na każde wezwanie Kościoła. Dlatego nie mamy jednej, ściśle określonej misji. Idziemy tam, gdzie jesteśmy potrzebne. Pracujemy w szkołach, na uniwersytetach, w parafiach, w duszpasterstwach młodzieży, w mediach, w administracji kościelnej. Nasze domy znajdują się w Rzymie, Hiszpanii, Paragwaju, na Florydzie, w Alabamie, Teksasie, Arizonie, Kansas i Dakocie Południowej. Niezależnie od miejsca zawsze chodzi o nową ewangelizację, formację, prowadzenie ludzi do osobistego spotkania z Jezusem.

fot. Karolina Binek/misyjne.pl

Siostra była wcześniej właśnie w Miami. Jak zareagowała Siostra na wiadomość, że rozpocznie nową misję w Polsce?

– Bardzo się ucieszyłam. Byłam już wcześniej w Polsce w 2022 roku, w ramach programu o św. Janie Pawle II. Spędziłam tu dwa tygodnie i zakochałam się w Polsce. Zachwyciła mnie historia, głęboko zakorzeniona wiara, pamięć o papieżu, którego tak kochamy w naszym zgromadzeniu. Kiedy wróciłam do Miami, mówiłam o Polsce niemal codziennie. Nasza Matka zapamiętała to. Gdy pojawiło się zaproszenie od biskupa Odera, wiedziała, że będę szczęśliwa, jeśli tutaj wrócę. I rzeczywiście tak było. Czułam, że to dar.

>>> Nie jesteście ciężarem, jesteście darem [REPORTAŻ]

Jak dokładnie wygląda Wasza współpraca z młodzieżą w Polsce?

– Przede wszystkim właśnie prowadzimy duszpasterstwo młodzieży i studentów pod nazwą Vivet. Organizujemy spotkania formacyjne, kręgi biblijne, spotkania oparte na Katechizmie Kościoła Katolickiego, adoracje Najświętszego Sakramentu, rozważania, Drogę Krzyżową, wieczory integracyjne takie jak spotkania przy grach i wspólne oglądanie filmów, po których zawsze rozmawiamy. Współpracujemy z duszpasterstwem akademickim i ze studentami między innymi z Politechniki Śląskiej, którzy przyjeżdżają na kilka miesięcy w ramach Erasmusa albo zostają na całe studia. Często są daleko od domu, od rodziny, od przyjaciół. Najbardziej szukają wspólnoty. Szukają miejsca, gdzie ktoś ich wysłucha, gdzie mogą pomodlić się w swoim języku, gdzie poczują się bezpiecznie. Organizujemy msze święte po angielsku i po hiszpańsku. Zapraszamy przez media społecznościowe, przez Instagram, przez znajomych. Studenci często sami przyprowadzają kolejnych. Co ciekawe, w czerwcu oraz w lipcu będą u nas studenci z USA, dla których przygotowujemy wyjątkowym program, poprzez który nie tylko odkryją Polskę pod względem architektonicznym, lecz także wiary, kultury, sztuki i muzyki.

Czym zajmujecie się dzisiaj w Gliwicach oprócz prowadzenia duszpasterstwa?

– Siostra Nedyalka zajmuje się malowaniem obrazów, m.in. dla kurii diecezjalnej. Teraz akurat tworzy portrety dotychczasowych biskupów gliwickich. Ma nawet swoją pracownię. Druga siostra – siostra Rachela pomaga ks. Markowi Ludwigowi, który zajmuje się w naszej diecezji mediami społecznościowymi. Razem z nim przygotowuje na przykład nagrania wideo na nasze strony internetowe. A ja jestem również dyrektorem do spraw inwestycji i rozwoju diecezji gliwickiej.

fot. Karolina Binek/misyjne.pl

Studenci podczas spotkań wspólnoty pytają często o Waszą historię, chcą dowiedzieć się, dlaczego jesteście akurat w Polsce?

– Tak, pytają nas bardzo często. Zwłaszcza o powołanie. Oni są w wieku, w którym podejmuje się jedne z najważniejszych decyzji życiowych oraz rozeznaje swoje powołanie. Interesuje ich, jak rozpoznać wolę Boga, jak odróżnić własne pragnienia od Bożego wezwania. Pytają, czy się bałyśmy przyjechać do Polski, czy było nam trudno po przyjeździe, czy tęsknimy za Miami i za rodziną. Widzimy, że nasza historia daje im odwagę. Pokazuje, że Bóg działa w zwyczajnym życiu.

>>> Jałmużnik biskupa gliwickiego: nikt nie rodzi się z marzeniem o bezdomności [ROZMOWA]

Zadam teraz pytanie, które nurtuje nie tylko studentów – jak wyglądała siostry droga do powołania?

– Urodziłam się na Kubie w rodzinie katolickiej, ale niepraktykującej. Zostałam ochrzczona dopiero, gdy miałam dwanaście lat. Wszystko dlatego, że kiedy się urodziłam, to mój wujek z Puerto Rico stwierdził, że chce zostać moim ojcem chrzestnym i że rodzice mają zaczekać na jego przyjazd do nas. Tak się jednak złożyło, że przez dwanaście lat nie spotkaliśmy się ani razu, aż w końcu moja babcia powiedziała, że nie będziemy już dłużej czekać i zaczęłam przygotowywać się do przyjęcia chrztu. A że miałam wtedy już dwanaście lat, musiałam wziąć udział w katechezach. Było one dla mnie bardzo poruszające i fascynujące. Można wręcz powiedzieć, że katecheza otworzyła mi oczy. Poczułam, że w wierze wszystko ma sens. Zakochałam się w Jezusie. Szybko też zaangażowałam się w działania w parafii, śpiewałam w chórze, pomagałam dzieciom, byłam niemal codziennie w kościele. Wygrałam konkurs o św. Janie Pawle II i pojechałam na pielgrzymkę. Tam spotkałam siostrę zakonną. To było krótkie spotkanie, ale w sercu pojawiło się pragnienie, by być jak ona. Ale gdy miałam piętnaście lat, wyjechaliśmy z rodzicami do Miami. Tam przez kilka lat oddaliłam się od Kościoła, bo nawet nie miałam jak dojechać na mszę, gdyż najbliższa świątynia znajdowała się dość daleko. Czułam przez ten czas w sercu pustkę, choć z zewnątrz wszystko było w porządku. Studiowałam, odnosiłam różne sukcesy, miałam ciekawe plany na przyszłość. W wieku dziewiętnastu lat wróciłam do kościoła. Rozpoczęłam rozeznawanie swojej ścieżki życiowej. A kiedy poznałam moje obecne zgromadzenie, poczułam się jak w domu. Wiedziałam, że to moje miejsce.

Jak wygląda wiara w różnych krajach, które siostra zna? Msze święta na Kubie, w Miami i w Polsce bardzo różnią się od siebie?

– Na Kubie wiara jest bardzo żywa emocjonalnie, muzyka jest rytmiczna, ludzie bardzo dużo śpiewają. W Stanach Zjednoczonych wiele zależy od parafii, są msze bardzo tradycyjne i takie bardziej współczesne, z gitarą, pianinem, różnymi stylami muzycznymi. W Polsce zachwyca mnie cisza i powaga liturgii. Tutaj cisza jest naturalna. W Stanach często jest presja, by coś się działo, by było dynamicznie, by ludzie się nie nudzili. Jest tak nawet na spotkaniach ze studentami. A gdy w Polsce organizujemy spotkanie wspólnoty i zapada cisza, to nie jest ona w żaden sposób niezręczna. Możemy milczeć nawet dziesięć minut i jest to coś normalnego. Zaraz po normalnie ze sobą rozmawiamy. To dla mnie coś nowego, a jednocześnie bardzo pozytywnego.

fot. Karolina Binek/misyjne.pl

Wspomina Siostra o codzienności. A święta wielkanocne i Bożego Narodzenia w Polsce to też dla Siostry nowe tradycje?

– W naszym zgromadzeniu mamy taki zwyczaj, że na Boże Narodzenie zjeżdżamy się do naszego domu generalnego do Miami z różnych zakątków świata. W tym roku jednak nie miałyśmy z siostrami takiej możliwości, bo czekamy na kartę Polaka. Boże Narodzenie w Polsce było więc dla mnie niezwykłe. Wigilia, opłatek, wspólne kolędowanie, tradycja dwunastu potraw, czekanie na pierwszą gwiazdkę. W Stanach nie ma tak silnej tradycji wigilijnej. Na Kubie tym bardziej celebruje się inaczej. Tak samo Wielkanoc w Polsce z tradycją święcenia pokarmów była dla mnie czymś nowym. W Stanach popularne są kolorowe jajka, prezenty dla dzieci, szukanie jajek w ogrodzie, ale często bardziej jako zwyczaj kulturowy niż religijny. W Polsce tradycja jest głęboko związana z liturgią.

>>> Dwa światy pod jednym dachem. Dom dla matek i ośrodek wsparcia dla doświadczających przemocy w Dobieszczyźnie

Po tych niemal trzech latach pobytu w Polsce może Siostra powiedzieć, że Polska stała się dla Siostry domem?

– Tak. Chociaż wiem, że dom nie jest tylko miejscem geograficznym. Dom jest tam, gdzie Bóg mnie posyła. Czuję się tutaj potrzebna, kochana, przyjęta. Mimo że język polski jest bardzo trudny. Oczywiście tęsknię za rodziną, za Miami, za Kubą, ale mamy stały kontakt, rozmawiamy przez internet, spotykamy się online jako zgromadzenie.

Przez czas pobytu w Polsce coś się w Siostrze zmieniło?

– Myślę, że tak. Uczę się języka, cierpliwości, pokory. Uczę się innej kultury, innego sposobu myślenia. Życie w innej kulturze otwiera oczy i serce. Pokazuje, że świat jest większy niż nasze doświadczenie. Mam nadzieję, że stałam się bardziej dojrzała, bardziej uważna, bardziej ufna Bogu. I że nadal będę każdego dnia uczyć się świętości, krok po kroku.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze