fot. Grupa Poszukiwawczo-ratownicza szukamy i ratujemy

Ratują życie w każdych warunkach. Jak to jest należeć do grupy poszukiwawczo-ratowniczej? [ROZMOWA]

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Szukamy i Ratujemy – to grupa poszukiwawczo-ratownicza, która działa na terenie południowej Wielkopolski. Istnieje od dwóch lat, tylko w 2019 roku brała udział w 61. akcjach. Z Nikodemem Idczakiem, członkiem grupy, rozmawiała Karolina Binek. 

Karolina Binek (misyjne.pl): Jak długo należysz do Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej Szukamy i Ratujemy? Co sprawiło, że postanowiłeś do niej wstąpić?  

Nikodem Idczak: Do Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej Szukamy i Ratujemy zostałem przyjęty w maju ubiegłego roku. Od najmłodszych lat starałem się udzielać w różnego rodzaju wolontariacie. Najpierw była to Ochotnicza Straż Pożarna, później jako wolontariusz w Szlachetnej Paczce oraz w Pogotowiu św. Mikołaja. Decyzję o wstąpieniu do Szukamy i Ratujemy podjąłem po kilku miesiącach przyglądania się jak to wszystko funkcjonuje i poczułem wtedy, że chcę pomagać również w ten sposób. Ani przez chwilę nie żałowałem tej decyzji, ponieważ uważam że naprawdę warto. 

Kto może dołączyć do waszej grupy? Tylko ratownicy i strażacy? 

Do naszej grupy dołączyć może każdy, kto jest pełnoletni, a jego stan zdrowia pozwala na pracę pod wpływem stresu i w ciężkich warunkach – w deszczu, śniegu czy upale, o każdej porze dnia i nocy. Na chwilę obecną nasz zespół stanowią ochotnicy, specjaliści z zakresu różnych dziedzin, ratownicy medyczni, ratownicy KPP, żołnierze WOT, ratownicy wodni, strażacy-ludzie dobrej woli. Nasze działania prowadzone są w formie wolontariatu. 

>>> Czy można oswoić się ze śmiercią? Opowieść o tym, jak wygląda dyżur ratownika medycznego i strażaka

Od kogo otrzymujecie zgłoszenia? Od osób prywatnych czy od policji lub straży pożarnej? 

Zgłoszenia o zaginięciu otrzymujemy najczęściej od policji lub rodziny osoby zaginionej, która przekazuje wszelkie niezbędne informacje wraz z wizerunkiem zaginionego.

fot. gprsir

Jak wyglądają prowadzone przez was działania od momentu otrzymania zgłoszenia? 

Każdy sygnał o zaginięciu w obszarze naszego działania weryfikowany jest przez nasz sztab, który w kontakcie z odpowiednią jednostką policji oraz rodziną zaginionego decyduje o opublikowaniu wizerunku zaginionego w mediach społecznościowych wraz z krótkim rysopisem. Później zbierany jest dokładny wywiad oraz podejmowana jest decyzja o wyjeździe, alarmowanie ratowników odbywa się poprzez wiadomość SMS oraz czat alarmowy. Należy pamiętać, że organem prowadzącym jest zawsze policja. 

A jak przebiega sama akcja poszukiwawcza? 

Każda akcja rozpoczyna się na miejscu zbiórki odprawą, podczas której omawiane są zasady bezpieczeństwa i teren, na jakim będą prowadzone poszukiwania. Później dzielimy się na zespoły liczące od dwóch, czasami nawet do 15 osób.  Średnio jednak są to zespoły 3 lub 5-osobowe, bo to też ułatwia poszukiwania. W każdej grupie jest co najmniej jeden nawigator, który dba o to, aby sektor został dokładnie sprawdzony. Każdej grupie przydzielony zostaje sektor, który należy przeszukać. A o wszelkich decyzjach, czy też braku możliwości wejścia gdzieś, należy informować sztab, który dowodzi zespołami.  

fot. gprsir

Pamiętasz swoją pierwszą akcję poszukiwawczą? 

Moją pierwszą akcją były poszukiwania pani Marty z Leszna. 28-letnia kobieta była poszukiwana od kilku dni. Wtedy to wcześnie rano wyszła z domu. Nikomu nie powiedziała, dokąd idzie. W poszukiwaniach brali udział funkcjonariusze policji, straży pożarnej, mieszkańcy oraz ratownicy z grupy Szukamy i Ratujemy. Dzięki zaangażowaniu udało się odnaleźć kobietę w miejscu trudno dostępnym, na pomoc było już jednak za późno.

fot. gprsir

Pewnie ta pierwsza akcja bardzo zapadła ci w pamięć…  

Tak, najbardziej ze wszystkich. Każdej akcji towarzyszą duże emocje i ogromne zaangażowanie, jednak tę pierwszą przeżyłem najbardziej. Nie spodziewałem się, że ta kobieta nie będzie już żyła. 

A które momenty w twojej pracy są dla ciebie najtrudniejsze? 

Najtrudniejsze według mnie są chwile, w których rodzina dowiaduje się o śmierci osoby poszukiwanej, bywa też tak że informację tę przekazuje ktoś z naszych ratowników. Ten moment, kiedy w ich oczach zamiast nadziei pojawia się smutek i rozpacz jest trudny również dla nas. Staramy się wtedy zaopiekować rodziną i w razie potrzeby udzielić pierwszej pomocy lub wezwać zespół ratownictwa medycznego.  

fot. gprsir

A ty przekazywałeś już komuś informację o śmierci zaginionego? 

Tak, niestety raz musiałem już to zrobić. Było to nawet nie tak dawno, bo w styczniu. Informację przekazywałem ja i zastępca szefa GPR Szukamy i Ratujemy. To był dla mnie bardzo trudny moment.  

Wyobraźmy więc sobie taką sytuację. Wracasz do domu z poszukiwań i co robisz? 

Przede wszystkim staram się odpocząć psychicznie i fizycznie. Zazwyczaj spędzam wtedy czas z moimi bliskimi lub z moim psem.  

fot. gprsir

Rozmawiasz z bliskimi o akcjach? 

Tak. Często z rodzicami, rodzeństwem i z dziewczyną. Ale jest to raczej luźna rozmowa – jak poszło, czy było trudno. Wsparcie mam też od całego zespołu. A jeśli ktoś z nas potrzebuje psychologa, to jest możliwość, by skorzystać z takiej pomocy. 

>>> Przedszkolaki robią korytarz życia. Musisz to zobaczyć! [WIDEO]

Jakie błędy popełniają ludzie, którzy zgłaszają zaginięcie swoich bliskich? O czym przede wszystkim powinni pamiętać? 

Wśród ludzi nadal krąży mit, że zgłoszenia na policję można dokonać dopiero po 24, 48 lub 72 godzinach od zniknięcia. Zaginięcie można zgłosić od razu, tym bardziej, jeżeli osobie grozi bezpośrednie zagrożenie zdrowia lub życia – na przykład ma Alzhaimera. Należy pamiętać też, aby, jeśli to możliwe, sprawdzić komunikatory oraz wiadomości SMS, zadzwonić do rodziny, bliskich znajomych, kolegów z pracy, zapytać, czy zaginiony mówił o jakichś problemach, planach lub zamiarach. Warto też zadzwonić do pobliskich szpitali – zapytać, czy nie trafił tam bliski oraz sprawdzić, czy w domu pozostały rzeczy osobiste, takie jak dokumenty, portfel oraz czy nie zniknęła walizka lub bagaż. 

Zobacz także
Wasze komentarze