Objawienia Matki Bożej: To wyglądało jak słońce, które spadło na ziemię

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

„Zjawa ubrana była w złocistą szatę, na której jaśniały niezliczone gwiazdy. Jej głowę otaczała korona z róż. W każdej róży lśnił świetlisty diament, a całość przypominała diadem królowej”

„Na długą, białą szatę postać miała narzucony złocistożółty fartuch. Na Jej nogach zauważyć można było białe buty, a Jej stopy przyozdabiała mała girlanda z róż we wszystkich kolorach. Trzeci wieniec z róż otaczał Jej niebieską chustę na ramionach, na których dźwigała ciężki, złoty łańcuch. Na małym łańcuszku wokół szyi Pięknej Pani wisiał krzyż z młotkiem i obcęgami po bokach. Cała postać była jakby przezroczysta i unosiła się odrobinę nad ziemią”.

Był 19 września 1846 r., sobota. Dwoje pastuszków, Maksymin i Melania, wypędzało swoje stado zygzakowatą drogą pod górę, na pastwisko. Nie domyślali się zapewne, że ten dzień będzie inny niż wszystkie pozostałe. Około południa w niedalekiej wiosce La Salette dzwony zaczęły być na Anioł Pański. Dzieci postanowiły przeprowadzić zwierzęta w inne miejsce, po drodze napoiły je, a same zjadły przyniesiony ze sobą czarny chleb z serem. Nie były same, bowiem o tej porze inni pasterze również przychodzili ze swoim bydłem do wodopoju. Ale po chwili wkoło znów zrobiło się cicho. Upał i zmęczenie szybko dały o sobie znać. Dzieci bawiły się całe przedpołudnie i wypasały bydło, nic dziwnego, że po chwili zasnęły. Nieco godzinę później Melania nagle się obudziła.  

– Gdzie są krowy?! – pomyślała przerażona. Zerwała się na równe nogi i zaczęła się rozglądać, wypatrując zwierząt. Niestety, nigdzie ich nie było widać. Przestraszona obudziła Maksymina. – Nie ma naszych krów! – krzyknęła. Rozespany chłopiec nie wiedział, co się dzieje.  

– Krowy zniknęły!” – krzyknęła Melania. Pobiegli na wzgórze. Odetchnęli. Krowy pasły się na przeciwległym zboczu góry. Melania chciała już wracać, ale nagle stanęła jak wryta. Najpierw nie mogła wydobyć żadnego słowa, a potem drżącym głosem rzekła do chłopca:  

– Spójrz na tę wielką jasność tam w dole!.  

– Gdzie, gdzie? – zdążył zapytać chłopiec. I stanął jak zamurowany. Nad kamieniem, na którym niedawno spali, unosiła się wielka, ognista kula.– To wyglądało jak słońce, które spadło na ziemię – relacjonowały później dzieci – ale było o wiele piękniejsze i jaśniejsze. Światło stawało coraz większe i coraz bardziej raziło dzieci. „Co to może być?” – pomyślała dziewczynka. Może to diabeł, którym grozili jej niekiedy ludzie majstra, gdy była niegrzeczna? Melania przestraszyła się nie na żarty. Maksymin był nie mniej przerażony.  

Zdjęcie: panorama La Salette

– Trzymaj swój kij, ja trzymam swój – powiedział – a jeżeli to coś zrobi nam coś złego, ja już mu pokażę. W tym momencie jasność zrobiła się przezroczysta. W roziskrzonym świetle ukazały się dwie ręce, a w nich ukryta twarz. Stopniowo coraz wyraźniej zarysowywał się kształt postaci. Powoli świetlista kula rozjaśniła się, a dziwna osoba wstała, i schowała je w  rękawach sukni. Powoli podeszła do pastuszków i starała się ich uspokoić: 

– Zbliżcie się, moje dzieci, nie bójcie się! Jestem tutaj, aby przekazać wam ważne orędzie. Głos nieznajomej Pani brzmiał przyjaźnie i spokojnie, stopniowo dzieci przestawały się bać. Zbiegły nieco niżej, by być bliżej nieznajomej. Wydawała im się jeszcze piękniejsza niż pierwotnie, mówiły o niej – Piękna Pani. W końcu przemówiła do dzieci. Mówiła coś o swoim Synu, o ciężkiej ręce, o ziemniakach. Melania nie bardzo rozumiała, o co chodzi, spojrzała pytająco na Maksymina. Zjawa jakby to dostrzegła, bo dodała:  

– Ach, nie rozumiecie, dzieci! Powiem wam to inaczej. Powtórzyła więc jeszcze raz wszystko w miejscowym dialekcie: – Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię Mojego Syna. Jest ono tak ciężkie i tak przygniatające, że już dłużej nie będę mogła go podtrzymywać. Od jak dawna już cierpię z waszego powodu! Chcąc, aby Mój Syn was nie opuścił, jestem zmuszona nieustannie wstawiać się za wami. Ale wy sobie nic z tego nie robicie. Choćbyście wiele się modlili i czynili, nigdy nie zdołacie wynagrodzić mi trudu, którego się dla was podjęłam.Piękna Pani nakazała dzieciom, by ogłosiły wszystkim, co widziały i słyszały. Potem zaczęła się oddalać, najpierw przeszła przez strumień, później jakby zaczęła wychodzić na pobliską górę, powtarzając cały czas:  

– A więc, moje dzieci, przekażcie to dobrze całemu mojemu ludowi!. Gdy dotarła na szczyt, raz jeszcze spojrzała na dzieci, a potem powoli zaczęła rozpływać się w blasku światła. Dzieci wciąż stały nieruchomo, zdziwione i niedowarzające.  

– Musiała to być jakaś wielka Święta! – wyszeptała Melania. A Maksymin dodał:  

– O, gdybyśmy wiedzieli, że to była wielka Święta, poprosilibyśmy Ją, aby nas zabrała ze sobą do nieba!  

Zdjęcie: pomnik Matki Płaczącej w La Salette

*   *   *  

La Salette należy do diecezji Grenoble. Dlatego też objawienie z La Salette zostało poddane badaniu przez ówczesnego biskupa miejsca. Gdy usłyszał on po raz pierwszy o cudownym wydarzeniu 5 października 1846 r., a więc 14 dni po objawieniu, powołał dwie komisje, składające się z kanoników katedralnych i profesorów seminarium duchownego. Miały one zbadać i sprawdzić szczegółowo objawienie, a on sam tym badaniom przewodniczył. Wszystkie dokumenty wysłał do Rzymu. Wyniki prac watykańskiej komisji ogłoszono kilka lat później, 19 września 1851 r.: 

 

„Objawienie się Najświętszej Maryi Panny dwojgu pastuszkom na jednej z gór należących do łańcucha Alp, położonej w parafii La Salette, dnia 19 września 1846 roku, ma w sobie wszystkie cechy prawdziwości i wierni mają uzasadnione podstawy uznać je za niewątpliwe i pewne”.Rok później, w maju 1852 r., w miejscu objawienia został położony kamień węgielny pod budowę kościoła, wtedy też założono Zgromadzenie Księży Saletynów działające dziś na całym świecie.

Objawienia Matki Bożej: To wyglądało jak słońce, które spadło na ziemię
4.6 (76.67%) 12 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze