wygenerowane przez AI
Oblaci w cieniu II wojny światowej. Historie męczeństwa i wierności
17 września obchodzimy rocznicę napaści ZSRR na Polskę. To dobry moment na przypomnienie historii oblatów, których losy brutalnie splotły się z II wojną światową.
Czas II wojny światowej to z pewnością okres wielkiego cierpienia setek milionów ludzi. Szacuje się, że w jej wyniku śmierć poniosło od 60 do 85 mln osób różnych narodowości. Tam, gdzie rozlewa się brutalność, przemoc i nienawiść, tam także pojawia się szansa na heroizm. Jest kilku oblatów żyjących w tym czasie, których historia zasługuje na szczególną uwagę.

Błogosławiony o. Józef Cebula OMI
Błogosławiony Józef Cebula OMI urodził się w Malni na Opolszczyźnie. Młode lata spędził w trudnych realiach zaboru niemieckiego. W 1918 r. podupadł na zdrowiu i został uznany przez lekarzy za nieuleczalnie chorego, ale dzięki troskliwej opiece w domu doszedł do zdrowia. Uczył się kolejno w oblackim Niższym Seminarium Duchownym w Krotoszynie i w nowicjacie w Markowicach. Dalej studiował (w Liège w Belgii i w Lublińcu) i podążał drogą zakonną, składając kolejne śluby. W 1927 r. został wyświęcony w Katowicach na kapłana przez bp. Arkadiusza Lisieckiego. Był ceniony jako wzorowy zakonnik, dobry profesor i pilny student. Został przełożonym Niższego Seminarium Duchownego w Lublińcu, gdzie usiłował poprawić trudne warunki bytowe oraz pogłębić formację duchową juniorów. Ze względu na wzorową postawę rozważało się nawet jego kandydaturę na prowincjała. Ojciec Cebula nie czuł się jednak odpowiednią osobą do pełnienia tej funkcji. Został przełożonym nowicjatu w Markowicach.
W czasie wojny przyjmował w domu w Markowicach uciekinierów z innych domów. Mimo ryzyka i zakazów okupanta sumiennie wypełniał obowiązki kapłańskie. Sprzeciwiał się m.in. rozkazowi niszczenia okolicznych kapliczek, mówiąc podwładnym: „Kto chce być oblatem, ten do rozbijania figur nie pójdzie”. 18 kwietnia 1941 r. trafił do obozu koncentracyjnego w Mauthausen. Był okrutnie torturowany i wyszydzany za kapłaństwo. 9 maja, po trzech tygodniach przebywania w obozie, pędzony na druty otaczające obóz, zginął od kul karabinu maszynowego – został zastrzelony przez jednego z wartowników. Został beatyfikowany w Warszawie 13 czerwca 1999 r.

Sługa Boży o. Ludwik Wrodarczyk OMI
Ojciec Ludwik Wrodarczyk OMI urodził się 25 sierpnia 1907 w Radzionkowie. W 1933 r. przyjął święcenia kapłańskie, a potem pracował jako wikariusz w Parafii pw. św. Anny w Kodniu (1934–1936). Następnie pełnił funkcję ekonoma w klasztorze w Markowicach na Kujawach, u boku bł. o. Józefa Cebuli OMI. 29 sierpnia 1939 roku został administratorem Parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Okopach (diecezja łucka, w województwie wołyńskim). Kiedy na Ukrainie rozpoczął się pogrom ludności polskiej przez oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), pomimo nalegań parafian, aby ukrył się w lesie, pozostał ze swoimi wiernymi. Pojmano go 6 grudnia 1943 roku o godzinie 22.00 przed ołtarzem w kościele parafialnym w Okopach. Bronił wówczas Najświętszego Sakramentu przed profanacją. Na jego oczach zabito 18-letnią dziewczynę i 90-letnią kobietę, które chciały go ochronić. Wyprowadzono go w okolice Karpiłówki, gdzie w sposób bestialski został zamordowany. Miejsca pochówku o. Wrodarczyka nie udało się ustalić. Od 11 maja 2016 roku trwa jego proces beatyfikacyjny.
– Ojciec Wrodarczyk został zamordowany tylko dlatego, że był księdzem katolickim i Polakiem. Jego śmierć można porównać do prześladowań unitów. Można tu wspomnieć śmierć św. Jozefata Kuncewicza czy św. Andrzeja Boboli, którzy zostali zabici dlatego, że byli księżmi katolickimi. Morderstwo o. Ludwika było więc motywowane nienawiścią do tego obrządku, do Kościoła katolickiego. Na to nałożyła się nienawiść etniczna, narodowościowa. Wołyń w większości był zasiedlony przez ludność prawosławną, to nie był Kościół greckokatolicki. Grekokatolicy, w większości, zamieszkiwali tereny Lwowszczyzny. Z kolei na Wołyniu większość mieszkańców była wyznania prawosławnego. Oni najpierw przeżyli presję rusyfikacji, a po 1918 r. polonizacji. Dlatego zrodziła się w nich nienawiść do Polaka i katolika. Obie te tożsamości powodowały złe konotacje – tłumaczy o. Marek Rostkowski OMI, wicepostulator procesu beatyfikacyjnego o. Ludwika Wrodarczyka OMI.

Sługa Boży kl. Alfons Mańka OMI
Alfons Mańka urodził się 21 października 1917 r. w Lisowicach. Regularnie pielgrzymował z rodzicami i rodzeństwem do sanktuariów maryjnych w Piekarach Śląskich i Częstochowie. W 1937 r. ukończył Niższe Seminarium Duchowne oblatów w Lublińcu. Wstąpił do Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej i rozpoczął nowicjat w Markowicach. Pierwsze śluby zakonne złożył 8 września 1938 r. Następnie przeniósł się na studia do Krobi.
– Na drogę powołania kapłańskiego wstąpił nie po to, by zobaczyć, jak to będzie. Albo by dopiero szukać swego miejsca w życiu. On wiedział czego chce i znał cel swej decyzji: „Przyszedłem tu, do klasztoru, by stać się świętym i też całym sercem tego pragnę. Dla Ciebie, o Jezu, ten świat porzuciłem, Tobie też więc się cały oddaję. Twoim chcę być w życiu i w śmierci. Kochać, kochać Jezusa coraz więcej i wciąż podsycać swą gorliwość. Bo pobożność nie polega na uczuciu, ale na stałym usposobieniu duszy do pełnienia woli Bożej” (30 listopada 1937 r.) – opowiada wicepostulator procesu beatyfikacyjnego kl. Alfonsa Mańki OMI, ojciec Lucjan Osiecki OMI.
W 1939 r. z powodu zbliżającej się wojny kleryków przeniesiono z powrotem do Markowic. Po inwazji nazistów oblaci zostali objęci aresztem domowym i zmuszono ich do pracy w niemieckich majątkach. W dniach wolnych profesorowie mogli kontynuować wykłady, by przygotowywać młodych adeptów do kapłaństwa.
8 grudnia 1939 r., rozkazano zakonnikom zburzyć kapliczkę i figurę Matki Bożej. Odmówili wykonania tego rozkazu. Niewykonanie polecenia mogło wiązać się nawet ze śmiercią, tymczasem tego samego dnia oblaci zostali zwolnieni z przymusowej pracy, co nazwano „cudem Niepokalanej”. W następnym roku do kl. Mańki nie dochodziły zbyt radosne wieści od rodziny. Dowiedział się, że 13 marca jego ojciec zginął w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Niespełna dwa miesiące później również Alfons został aresztowany. 4 maja 1940 r. przyszło po niego Gestapo. Alfons został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Szczeglinie, a zaraz potem do Dachau, gdzie pracował w kamieniołomie. Otrzymał tam numer obozowy 9348.
2 sierpnia 1940 r. roku kleryka Alfonsa Mańkę przeniesiono do obozu Mathausen-Gusen w Austrii i przydzielono mu numer 6665. To w tym miejscu zakończyło się życie młodego oblata. Komendantem obozu był pułkownik Franz Ziereis, znany z okrutnego i sadystycznego traktowania więźniów. Osadzeni umierali tam z wycieńczenia i chorób. Taki los spotkał też Alfonsa Mańkę. Zmarł z wyczerpania 22 stycznia 1941 r. Kiedy rodzina otrzymała jego rzeczy, znalazła w nich karteczkę z napisem: „Będę Bogu wierny aż do śmierci”. Tak zeznał jego współwięzień, nowicjusz Stanisław Kowalkowski: „Był to szkielet z anielską pogodą na twarzy”.
– Był gotowy pełnić wolę Bożą zarówno w seminarium, jak i w obozie koncentracyjnym. Sługa Boży Alfons Mańka dał świadectwo miłości Boga poprzez swoje męczeństwo, które mu zadano z nienawiści do wiary, in odium fidei – podkreśla o. Osiecki.
27 listopada 2021 r. w Poznaniu oficjalnie rozpoczął się proces beatyfikacyjny kleryka Alfonsa Mańki OMI.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Modlitwa oraz życie w rytm bębnów. Liturgia w Afryce [MISYJNE DROGI]
Raport o stanie liturgii. Rozmowa z Tomaszem Grabowskim OP [PODKAST]
Czy Bóg sprawdza obecność na mszy świętej? [FELIETON]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny