O kolorze różowym w liturgii

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W ostatnią niedzielę część z Was zauważyć mogła w kościele pewną zmianę. Czas postu i pokuty przerywa niespodziewana radość – a Kościół wyraża ją kolorem różowym. No właśnie – czy na pewno różowym? 

Pisałem już wcześniej, że adwent nie do końca jest czasem takiego błogiego i „radosnego oczekiwania”. To czas na zmianę – przede wszystkim samego siebie. Zmiany jednak wymagają umartwienia, dlatego adwent przez wieki traktowany był jako okres surowego postu, choć przygotowuje nas przecież na radosne wydarzenie. Podobnie jest zresztą z Wielkim Postem. Przygotowując nas do (niewątpliwie radosnego) Zmartwychwstania jest czasem naprawdę surowych wyrzeczeń. Ot, mądrość Kościoła: nic, co naprawdę dobre, nie przychodzi łatwo.

Skąd ta radość? 

Jednak ten czas pokuty przerywa nagle niespodziewana radość – Gaudete in Domino semper – Radujcie się zawsze w Panu! Można się zastanawiać, skąd ta radość? Wątpliwości te rozwiewa sam introit, czyli antyfona na wejście: 

Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! (…) 

Przez tę wspaniałą niedzielę cieszymy się, żeby później rozpocząć już bezpośrednie przygotowania do Bożego Narodzenia. Zmienia się charakter tekstów mszalnych. Wcześniej dotyczyły powtórnego przyjścia Jezusa na świat, paruzji. Teraz będą już bezpośrednim przygotowaniem wielkiego święta Narodzenia Pana. 

Kolor różowy… 

Komentując trzecią niedzielę adwentu o. Prosper Guéranger, jeden z odnowicieli liturgii, mówił: 

Dziś, znowu, Kościół pełen jest radości i to radości większej niż była. To prawda, że jego Pan nie przyszedł, ale czuje, że jest bliżej niż kiedyś i dlatego postanawia zmniejszyć trochę surowość tego pokutnego okresu przez niewinną wesołość jej świętych rytów… 

Ta „niewinna wesołość” objawia się w możliwości użycia w liturgii koloru różowego. Kiedyś była to praktyka bardzo powszechna, dziś jakby coraz mniej. Zazwyczaj po niedzieli Gaudete wypytuję znajomych, jaki był kolor ornatu w ich kościołach i niestety w wielu ciągle jest to fiolet. Dlaczego? Słyszałem już wyjaśnienie, że księżom głupio jest ubierać się do Mszy św. w „różowe ciuchy” i skoro jest taka możliwość, to wolą wybrać „bezpieczny fioletowy zestaw”. 

…ale czy na pewno różowy? 

No właśnie, niestety w języku polskim wkrada się tu pewna nieścisłość, którą doskonale można zauważyć jeśli odniesiemy się np. do języka angielskiego. Kolor różowy w języku angielskim tłumaczymy jako pink. Kolorem liturgicznym tego dnia nie jest jednak pink, ale rose – czyli tłumacząc dosłownie na język polski kolor „różany”. Nieduża różnica językowa powoduje jednak olbrzymie niezrozumienie i wstyd. Pokutuje w nas przekonanie, że kolor różowy jest kolorem damskim i mężczyźni nie powinni go używać. Być może uświadomienie księdza z parafii, że w rzeczywistości zakładał będzie ornat koloru różanego i w widoczny sposób pokaże wiernym, że tego dnia czas jest na radość coś zmieni?


Przeczytaj pozostałe felietony z cyklu „Od zakrystii”!

O kolorze różowym w liturgii
6 (100%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze