Fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl
Nie zmarnować szansy. Tydzień Wychowania i co dalej? [FELIETON]
Mówi się, że „cudze” dzieci najszybciej rosną. Rodzicom, opiekunom, nauczycielom czy innym dorosłym towarzyszącym młodym w dorastaniu żmudny proces wychowania nieraz zasłania piękno i szansę, którą ten czas w sobie gromadzi. W odkryciu i wykorzystaniu tego potencjału mogłoby pomóc wiele akcji, które są organizowane przez cały rok, a jedna z nich trwa aktualnie – Tydzień Wychowania. A jednak pozostajemy w trybie przypuszczającym.
Jeszcze niedawno rodzic wybierał im książki, bajki i kolegów do zabawy, a nagle okazuje się, że znacznie większy wpływ na dziecko mają ekrany, rówieśnicy, influencerzy, algorytmy. Czas na wychowanie człowieka – ale i całego pokolenia chrześcijan – jest zaskakująco krótki. Dlatego trwający aktualnie w Kościele Tydzień Wychowania brzmi jak ogromna szansa. Czy jednak na brzmieniu się nie kończy?
>>> Jak dzieci nawracają rodziców [FELIETON]
W Polsce po raz kolejny przeżywamy go jednak w dużej mierze poprzez przygotowane konspekty katechez, materiały dla katechetów i propozycje tematów do omówienia z dziećmi i młodzieżą. To wszystko jest potrzebne, wszak dobra katecheza może przecież rozpocząć ważną rozmowę, postawić pytanie, którego młody człowiek wcześniej sobie nie zadawał. Może pomóc komuś nazwać problem, z którym od dawna się mierzy. Tylko czy naprawdę jedynie do tego powinien zmierzać Tydzień Wychowania?

Słowa uczą, pociągają przykłady
Przecież pole działania jest ogromne. Rodzina, szkoła, parafia, duszpasterstwo, grupy młodzieżowe, ministranci, wspólnoty, media, poradnie, organizacje społeczne – wszędzie tam są dzieci i młodzi ludzie. Wszędzie tam można coś zrobić, a jak nie wiadomo co, to można zapytać samych młodych, czego potrzebują.
Tydzień Wychowania mógłby być momentem, w którym wiele środowisk jednocześnie przypomni sobie, że mamy wpływ na to, jak będą dorastać ci, którzy są obok nas, a istnieje ryzyko, że wychowanie znów „zamkniemy” w sali katechetycznej. Już starożytni powtarzali, że słowa uczą, ale pociągają przykłady. Mam wrażenie, że w dyskusji o kształtowaniu społeczeństwa zbyt często zapominamy – my, wszyscy, od polityków, przez rodziców, po katechetów – że nie da się nauczyć odpowiedzialności jednym wykładem, odporności psychicznej jednymi warsztatami, wiary jedną rozmową, a mądrego korzystania z telefonu jednym spotkaniem o zagrożeniach internetu.
Czas ucieka
Oczywiście, „wiatr wieje kędy chce”, czasem to spotkanie diametralnie odwróci perspektywę nastolatka, ale trudno się nie zgodzić z tym, że wychowanie jest procesem. Skoro jednak nim jest, dlaczego tak często próbujemy działać poprzez krótkie akcje i głośne eventy? Również w Kościele.
>>> Kościół nieEVENTowy [FELIETON]
Proces jest znacznie mniej wdzięczny, wymaga cierpliwości i konsekwencji. Czasem przez kilka lat wydaje się, że nic się nie dzieje, a potem dorosły już człowiek wraca do słów, które usłyszał jako dziecko. Może wykorzystamy Tydzień Wychowania do tego, by stał się impulsem potrzebnym do realizowania różnych inicjatyw? Nie mamy nieskończenie dużo czasu.
Młodzież ani dzieci nie poczekają, aż ich wychowawcy będą lepiej przygotowani. Dorastają teraz i nie możemy zmarnować tej szansy. Co zrobimy w naszych rodzinach, wspólnotach, drużynach harcerskich, klasach szkolnych czy sąsiedztwie, gdy Tydzień Wychowania się skończy?
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |

Wspomnienia z katechezy parafialnej w Meksyku
„Pozwólcie dzieciom…” – o uczestnictwie dzieci we Mszy świętej
Marginalizacja lekcji religii to fakt [KOMENTARZ]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny