Oliwia Adamowicz (podboje.we.dwoje): trudności są normalną częścią życia we dwoje [ROZMOWA]

– Na emigracji zobaczyłam niesamowite historie: ludzi wracających do Kościoła po trzydziestu latach, spowiadających się po dwudziestu latach przerwy. To były bardzo poruszające świadectwa. Ludzie, którzy żyli z Bogiem na co dzień, w radości – mówi Oliwia Adamowicz, znana w mediach społecznościowych jako poboje.we.dwoje.

Mikołaj Lisiak (misyjne.pl): Jakie masz osobiste doświadczenie Kościoła i jak wyglądała Twoja droga w Kościele?

Oliwia Adamowicz (pobdoje.we.dwoje): –Zacznę może od tego, że pochodzę z takiej typowej katolickiej rodziny, więc w Kościele jestem właściwie od zawsze. Nawet moja edukacja – czy to przedszkole u nazaretanek, czy szkoła u pijarów – sprawiała, że sfera duchowa przenikała także inne obszary życia. U nas w rodzinie duchowość nie była tematem tylko na niedzielę, na jedną godzinę, ale była obecna cały czas. Moja babcia była osobą, która zabierała mnie i moją siostrę na wszelkie pielgrzymki. Dzięki temu jako dzieci mogłyśmy zwiedzić Częstochowę, Kalwarię Pacławską, Kalwarię Zebrzydowską i wiele innych miejsc.

U mnie momentem odejścia były studia. Wyprowadziłam się do Krakowa i zaczęłam naukę na uczelni artystycznej. To było bardzo specyficzne, artystyczne środowisko. Nie chcę powiedzieć, że byli tam źli ludzie – absolutnie nie, bo ja mam szczęście do ludzi. Natomiast jednak wtedy odeszłam od Kościoła.

Paradoksem losu było to, że w 2016 roku, kiedy wszyscy przyjeżdżali do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży, ja w tym samym czasie wyjeżdżałam ze złamanym sercem do Bristolu. Nawet moja koleżanka ze Stanów Zjednoczonych, Polka, przyjechała do mnie. A ja wtedy śmiałam się, że to jakiś „ciemnogród”. Tymczasem Pan Bóg znalazł mnie właśnie w Anglii.

Nie mogę też pominąć tego, że to właśnie w Bristolu poznałam mojego przyszłego męża, który miał ogromny wpływ na moje nawrócenie. To, co najbardziej mnie zachwyciło w tym powrocie do Boga, to fakt, że po raz pierwszy zobaczyłam żywą wiarę młodych ludzi. W szkole u pijarów również to widziałam, ale później, gdy pojechałam na studia, wszystko się zweryfikowało i okazało się, że takich autentycznie wierzących osób w moim środowisku było bardzo niewiele.

Natomiast w Bristolu, gdy trafiłam do polskiej parafii, było to dla mnie coś niesamowitego. Ci ludzie byli radośni, naprawdę żyli wiarą. To jest Anglia – na emigracji nie ma już takiego myślenia, jakie czasem spotyka się jeszcze w małych miastach w Polsce, że chodzi się do kościoła, bo „wypada” albo „bo sąsiad patrzy”. Tam do kościoła chodzą ci, którzy po prostu chcą. Mój Piotrek był na przykład trochę hipsterem – jeździł na desce – a jednocześnie był szefem lektorów. To było dla mnie takie „wow”, że jako młody człowiek nie wstydził się mówić o swojej wierze, że wśród angielskich znajomych jasno deklarował, że wierzy, że w piątki nie imprezuje, że nie wplątuje się w niejasne sytuacje z dziewczynami.

Po raz pierwszy właśnie w Bristolu zobaczyłam żywy Kościół – ludzi z pasją, dla których Kościół nie był pustym rytuałem „bo tak wypada”, ale prawdziwą relacją z Bogiem. To mnie po prostu zachwyciło. Wtedy też wzięłam udział w rekolekcjach Nowego Życia i było to dla mnie bardzo mocne doświadczenie. Zrozumiałam, że w wierze i duchowości chodzi przede wszystkim o relację z Bogiem. Mniej o sam rytuał – choć jednocześnie odkryłam piękno Eucharystii i do dziś jestem nią zachwycona. To była długa droga, która zaczęła się od zobaczenia żywej wiary i autentycznej relacji z Bogiem.

Myślę, że to doświadczenie – mimo że minęło już dziewięć lat od mojego wyjazdu – jest we mnie bardzo żywe. Nawet jeśli później doświadczałam przykrości ze strony ludzi, wspólnoty czy czasem także kapłanów, to tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że Kościół to ludzie. Najważniejsza jednak jest relacja z Chrystusem, bo On jest sednem wszystkiego. Tak mniej więcej to widzę i tak to odczuwam.

Czyli tak naprawdę dopiero wyjeżdżając z Polski odkryłaś żywy Kościół? Wcześniej czegoś w nim nie doświadczałaś i później stopniowo odkrywałaś, że Kościół jest miejscem dla Ciebie?

– Tak. To znaczy – w szkole pijarskiej, w gimnazjum, bardzo żyłam wiarą. Ale potem przyszło liceum, później Kraków i studia, zupełnie inne środowisko, i ta wiara zaczęła słabnąć. Mimo że się zarzekałam, zadziałało u mnie powiedzenie: „jakie towarzystwo, taki ja”. Nie byłam na tyle silna, żeby trwać przy swoich wartościach – popłynęłam z tłumem.

Na emigracji zobaczyłam natomiast niesamowite historie: ludzi wracających do Kościoła po trzydziestu latach, spowiadających się po dwudziestu latach przerwy. To były bardzo poruszające świadectwa. Ludzie, którzy żyli z Bogiem na co dzień, w radości. Oczywiście nie mówię, że tego nie ma w Kościele w Polsce ani że na emigracji wszystko było idealne. Nie chcę tworzyć obrazu, że „u nas gorzej, a tam lepiej”.

Po prostu wtedy do mnie dotarło, że wcześniej w Polsce tego nie widziałam. A tam – czy to przez przykład Piotrka, czy młodych lektorów i jego przyjaciół – zobaczyłam ludzi, którzy nie wstydzą się swojej wiary. Którzy z odwagą żyją tym, w co wierzą, a nie tak, że w niedzielę jedno, a od poniedziałku do piątku zupełnie inne życie.

Czyli można powiedzieć, że dziewięć lat temu zadomowiłaś się w Kościele?

– Tak, aczkolwiek chciałabym też docenić to, że jednak miałam to „we krwi”. Mówi się: „jak trwoga, to do Boga”. Często używamy tego stwierdzenia krytycznie, ale ja uważam, że bardzo ważne jest to, żeby się nie bać wracać właśnie wtedy, gdy jest trwoga.

Myślę, że gdybym nie doświadczyła duchowości mojej babci, jej nieustannej modlitwy za mnie – bez przymuszania – wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Pamiętam na przykład sytuację, gdy byłam u niej i cała rodzina wychodziła w niedzielę na mszę, a ja nie poszłam. Moja babcia cofnęła się wtedy i powiedziała: „Dobrze, jesteś dorosła, masz prawo. Pamiętaj tylko, że tam zawsze ktoś na ciebie czeka z miłością”. Oni wszyscy poszli, a ja się wtedy bardzo popłakałam. Myślę, że to było dla mnie niezwykle ważne doświadczenie.

Na Twoim Instagramie możemy znaleźć wiele treści dotyczących małżeństwa. Pokazujesz codzienność życia małżeńskiego – te piękne momenty, ale też te trudne. I w tym kontekście chciałbym zapytać: czy wiara pomaga Ci w tej drodze małżeńskiej?

– Dla mnie to jest podstawa. Podstawa w tym sensie, że żyjemy w czasach, w których nie ma sensu wierzyć „po łebkach”. Albo wierzymy całkowicie i jest to nasz styl życia, albo to po prostu nie ma sensu. Ja odkrywam Boży zamysł na małżeństwo – odkrywam, jaki on jest piękny i jak bardzo niedoceniany w naszych czasach. I to jest fundament tego, jak żyjemy oraz jak ja podchodzę do mojego małżeństwa: jakie mamy zasady wobec siebie nawzajem, ale też wobec innych.

Jak rozumiemy jedność małżeńską? Myślę, że bardzo ważne jest to, że gdy przychodzi trudniejszy czas, rozumiemy to jako drogę, która również prowadzi do świętości. Oczywiście mamy być szczęśliwi w małżeństwie. Ale przykre jest to, że świat krzyczy dziś, że miłość to wyłącznie spełnianie własnych potrzeb. Żyjemy w hedonistycznym świecie i mamy bardzo konkretne oczekiwania wobec relacji: jeśli ktoś nie spełnia moich potrzeb, to po prostu się rozstajemy i szukamy dalej. Tymczasem Boży zamysł na małżeństwo jest zupełnie inny. Definicja miłości, którą pokazuje Jezus, jest zupełnie inna niż ta, którą oglądamy w filmach i serialach. Miłość jest wybaczająca, służąca. Nie polega tylko na braniu, ale także na dawaniu. A to wymaga zaangażowania.

W dzisiejszych czasach ludziom wierzącym jest szczególnie trudno. Sama jestem filmoznawczynią i event managerką, pracowałam na festiwalach filmowych, więc naprawdę widziałam mnóstwo dobrych, wartościowych artystycznie filmów i seriali. Ale jednocześnie obraz szczęśliwej relacji i miłości, który w nich dominuje jest często bardzo zakłamany. Z jednej strony wiemy jaka jest droga, którą Kościół pokazuje małżeństwom. A z drugiej strony jedną nogą stoimy w kulturze: chcemy być na bieżąco. I to często rodzi w nas frustrację.

Małżeństwo, tak jak Bóg je wymyślił, nie zawsze jest łatwe. Oczywiście są piękne momenty, ale są też kryzysy, trudniejsze etapy. Są chwile, gdy trzeba dać z siebie 80%, bo druga osoba ma w danym momencie tylko 20%. I to jest dziś postrzegane jako coś nieatrakcyjnego. Wydaje mi się, że Bóg właśnie tak to zaprojektował – że małżeństwo jest szkołą miłości, szkołą przekraczania siebie i drogą do świętości we dwoje. Wiem, że to brzmi trochę frazesowo, ale mam poczucie, że właśnie stąd biorą się te przygnębiające statystyki rozwodowe. Po prostu nie do końca rozumiemy, czym jest małżeństwo. A Kościół daje w tej kwestii naprawdę piękny drogowskaz.

Gdybyś teraz miała rozmawiać z młodymi osobami, które dopiero zaczynają swoją drogę we dwoje i myślą o małżeństwie – co byś im powiedziała? Bo tak jak mówisz, to trudny wybór w świecie pełnym idealnych obrazów relacji. Młoda osoba, widząc, że jej „druga połówka” nie jest idealna, często ma sporą trudność. Na co warto zwrócić uwagę?

– Myślę, że warto odkrywać to, co Biblia mówi o małżeństwie i jak Kościół rozumie ten sakrament. Bo to Bóg jest twórcą małżeństwa i naprawdę pięknie je wymyślił. Trzeba sobie zadać pytanie: czy ja wiem, czym tak naprawdę jest małżeństwo? Czy wierzę, że zawsze będzie tylko kolorowo i romantycznie, czy dopuszczam myśl, że miłość wykuwa się również w trudach i momentach cięższych? Nie mówię, że nie ma pięknych chwil – one są. Ale nawet badania niezwiązane z wiarą pokazują, że udane i szczęśliwe małżeństwa to te, w których oboje partnerzy wiedzą, że kryzys jest naturalną częścią wspólnego życia.

Pięknie mówił o tym papież Benedykt XVI, odwołując się do przypowieści o domu zbudowanym na skale. Zwracał uwagę na coś bardzo ważnego: niezależnie od tego, czy dom stoi na skale, czy na piasku – burza i tak przychodzi. Różnica polega na fundamencie. Myślę, że często – także wśród wierzących – mamy takie przekonanie: „nas to nie dotknie, u nas zawsze będzie łatwo”. I ja wszystkim tego życzę, ale po prawie siedmiu latach małżeństwa widzę, że życie po prostu takie nie jest. Jeśli zaakceptujemy, że trudności są normalną częścią życia we dwoje, to unikniemy ogromnego rozczarowania i frustracji. Niestety social media bardzo idealizują obraz małżeństwa i nakładają na nie ogromną presję.

Na swoim Instagramie staram się pokazywać nie tylko piękne chwile – kwiaty, randki czy wyjątkowe momenty – ale też codzienność. Czasem jesteśmy w piżamach, zmęczeni, mieliśmy porozmawiać, a po prostu zasypiamy z wyczerpania. I to też jest normalne.

Na zakończenie przychodzi mi do głowy myśl św. Jana Pawła II: żeby nie bać się żyć dla miłości. To niezwykle ważne, żeby się nie bać, prawda?

– Warto próbować i nie oczekiwać, że druga strona się domyśli. Jeśli zauważymy w sobie naiwne przekonania, warto wracać do Biblii i do nauczania Kościoła. Tam naprawdę jest mnóstwo mądrych wskazówek. Jeśli zbyt mocno uwierzymy w to, co pokazują social media – te idealne, niby perfekcyjne pary – bardzo łatwo staniemy się niezadowoleni z tego, co mamy.

Psycholog John Gottman, którego często cytuję, mówi jasno: nie wielkie celebracje raz na jakiś czas, ale małe gesty każdego dnia budują szczęśliwe małżeństwo. To jest codzienne „podbijanie serca” drugiej osoby. Dawanie sobie nawzajem przestrzeni na niedoskonałość, na to, że jesteśmy tylko ludźmi. Nie ma czegoś takiego jak „ten jedyny”. To ja wybieram i biorę odpowiedzialność za to, kto jest moim jedynym. Warto zaufać intuicji i uwierzyć, że to wystarczy.

Św. Jan Paweł II pięknie pisał, że przygotowanie do małżeństwa zaczyna się już w domu rodzinnym, gdy obserwujemy miłość rodziców. To piękna wizja, ale dziś często już na tym etapie coś się nie udaje. I właśnie dlatego chcę powiedzieć jasno: nic nie jest stracone. Bóg jest większy niż nasze braki i doświadczenia. Każdy zasługuje na szczęśliwy związek. Potrzebujemy dwóch rzeczy: pracy nad sobą i współpracy z łaską. Czyli z jednej strony modlitwy: „Panie Boże, uzdolnij mnie”, a z drugiej – konkretnego wysiłku, by stawać się lepszym partnerem lub partnerką. Głowa do góry. Naprawdę wierzę, że każdy zasługuje na dobry, szczęśliwy związek, bo Pan Bóg tak to właśnie wymyślił – żebyśmy odnajdywali szczęście w małżeństwie i w relacjach.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze