fot. pixabay/JillWellington

Pięciomiesięczny Ignacy żyje. Uratował go noworodek, „który zmarł na rękach matki”

Historia, która porusza serce i wywołuje łzy wzruszenia. Serce wyjęte z noworodka, tak małe, jak jego piąstka, i jednocześnie tak wielkie, że Ignacemu ratuje życie. Noworodek, który był dawcą, umarł mamie na rękach, tuż po urodzeniu. Jego serce mogło jednak uratować inne dziecko i jego mama się na to zgodziła. Tę piękną historię opisały Fakty TVN.

Tak małego serca lekarze z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Warszawie jeszcze z powodzeniem nie przeszczepiali. Było wielkości kciuka dorosłego człowieka i uratowało życie Ignacego.

– Jak każdy pamięta, jak wygląda noworodek i jak malutką ma piąstkę, to serce jest dokładnie tej samej wielkości co piąstka noworodka – powiedział dr Michał Buczyński, zastępca kierownika Oddziału Klinicznego Kardiochirurgii Dziecięcej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM) w rozmowie z Faktami TVN.

Dawca zmarł na rękach mamy

Ignacy ma pięć miesięcy. Urodził się z bardzo ciężką wadą: połowa jego serca z powodu niedorozwoju nie była w stanie prawidłowo pompować krwi. Szanse na przeżycie miał niemal zerowe, jedynym ratunkiem mógł być przeszczep serca, ale tak mali dawcy zdarzają się niezwykle rzadko.

Historię, w kwietniu, opisały Fakty TVN. Karolina Droździel, mama Ignacego, zaznaczyła, że dawca znalazł się natychmiast – przeszczep odbył się po tygodniu od emisji materiału. – Dawcą był noworodek, który zmarł na rękach matki – przekazał profesor Mariusz Kuśmierczyk, kierownik Kliniki Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii WUM.

Apel do matek

W materiale sprzed miesiąca profesor Kuśmierczyk zwrócił się z dramatycznym apelem o uratowanie Ignacego. Apel był skierowany do matek, które spodziewają się dziecka z tak zwaną wadą letalną, aby rozważyły podarowanie serca. Noworodki z ciężkimi wadami letalnymi zazwyczaj umierają tuż po urodzeniu.

Na rękach matek każdego roku w Polsce umiera ponad tysiąc dzieci. Przychodzą na świat z tak ciężkimi wadami, że po prostu nie mają szans na przeżycie. Żyją godzinę albo kilka tygodni. Każda taka historia to dramat dziecka i jego rodziny. Z drugiej strony w klinikach takich jak ta, gdzie leży Ignacy, cały czas czekają na przeszczep organów dzieci, których wady są lżejsze i które mają szanse na przeżycie.

Ostateczną decyzję zawsze podejmuje kobieta, a jej decyzja zawsze zasługuje na szacunek. Dzięki decyzji anonimowej matki, która miesiąc temu pochowała swoje dziecko, Ignacy żyje. – Do końca życia będę modlić się za tę rodzinę i za to dzieciątko, dzięki któremu mój syn może żyć – powiedziała Karolina Droździel.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze