fot. Justyna Nowicka/Misyjne Drogi

Pielgrzymi docierają na Jasną Górę także w upale

8 litrów wody wypitej dziennie, uśmiech mimo zmęczenia, bo „było się szybszym niż słońce”, lekcja poprzestawania na tym, co niezbędne, pokonanie lęku przed wyjściem w „trudne i nieznane” – tak o swoim pielgrzymowaniu opowiadali dziś pątnicy, którzy mimo żaru lejącego się z nieba docierają na Jasną Górę. Są parafialne grupy pieszych, zwłaszcza z Górnego Śląska, pielgrzymka rowerowa z Torunia i biegowa z Rzeszowa. Choć upał dał się wszystkim porządnie we znaki, przyznają, że warto, a  rekolekcje w drodze wymagają poświęcenia.

„Bóg jest w tym, co trudne, ale panuje nad sytuacją”

Pielgrzymka w upale uczy poprzestawania na tym, co niezbędne, i pokazuje, że tylko w ogołoceniu, można naprawdę usłyszeć mowę Boga. Pątnicy, którzy dotarli dziś na Jasną Górę jednogłośnie potwierdzali, że pierwotnie towarzyszył im lęk. Krzysztof Grzyb z parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Radzionkowie-Rojcy, który w pielgrzymce pieszej kierował ruchem, przyznał, że towarzyszył mu ogromny strach, kiedy otrzymywał SMS-y z alertami ostrzegającymi przed zabójczym gorącem. Kiedy jednak bezpiecznie dotarł na Jasną Górę wraz ze swoją pielgrzymką, ogarnęła go radość.

Lody, lody dla…nawodnienia

Ks. Adrian Urbański także z Radzionkowa-Rojcy poleca z uśmiechem na pątniczy szlak… lody we wszystkich smakach. Kapłan podkreślił, że warunki atmosferyczne były wyzwaniem przy organizacji rekolekcji w drodze. Z praktycznych wskazówek dla pątników wymieniał: częste postoje, tempo rozsądnie dopasowane do potrzeb grupy. – To nie wyścigi – podkreślił. Do tego dodał jeszcze dużą ilość wody i…lody. – Te „wodne” sprawdzają się najlepiej, bo pomagają się … nawodnić – przyznał z uśmiechem.

fot. pixabay.com

Gorące wsparcie wspólnoty!

Idąc, czy też biegnąc, a w przypadku niektórych pielgrzymek, jak VI Redemptorystowska Pielgrzymka Rowerowa z Torunia – jadąc rowerem w upale, który topi asfalt pod stopami i kołami, wielu uświadamia sobie, że chrześcijaństwo to droga. Karol Kurkowski z Torunia przyznał, że kiedyś próbował sam dojechać rowerem do Matki Bożej. Niestety nie udało mu się; w połowie drogi musiał zrezygnować. Podkreślił, że pokonywanie drogi ze wspólnotą jest cenne. – Pomimo różnych niewygód było dużo wsparcia i koleżeństwa. To coś fantastycznego – przyznał mężczyzna.

>>> We Włókach powstało pierwsze w Polsce i Europie Sanktuarium Świętego Szarbela

Wierzący-biegający

WIERZĄCY-BIEGAJĄCY mówią o sobie uczestnicy Sztafetowej Pielgrzymki Biegowej Z Rzeszowa „Pomagam bo Kocham”, którzy pokonali 290 km. Choć były momenty, że temperatura przy powierzchni sięgała 60 stopni, a oni zostawiali ślady stóp w asfalcie, to bezpiecznie dotarli na Jasną Górę. W „dobrych zawodach” wystąpiło 30 osób, dziś prosili by „w biegu nie ustali i wiarę zachowali”. Ich główną intencją jest modlitwa o trzeźwość narodu, trzeźwość w rodzinach, a współorganizatorem pielgrzymki jest „Fundacją Pomagam bo Kocham” im. Bł. Ks. Władysława Findysza

Małgorzata przybiegła po raz siódmy, z nią mąż Andrzej i 15-letnia córka Milena, która zadebiutowała w biegowej pielgrzymce. Przyznała, ze w tym roku było wyjątkowo ciężko, już samo wyjście w żar na  zewnątrz było wyzwaniem. – My jesteśmy taką drużyną biegającą, szybszą niż Słońce. Wspieraliśmy się nawzajem w drodze – zapewniała Małgorzata. Biegli sztafetowo 3 dni, w 4 drużynach w zależności od stopnia sportowego zaawansowania, wytrenowania. Bieganie jest niezwykle trudną formą pielgrzymowania. Jedno uderzenie nogi, to trzykrotna masa ciała.– wyjaśniali biegacze. Pielgrzymi biegli w upale, temperatura przy powierzchni sięgała prawie 60 stopni. – Asfalt się topił. Daliśmy radę i cieszymy się, że możemy tu być – cieszyli się.

– Mieliśmy wyznaczone odcinki,  każdy wiedział dokąd biegnie, ile kilometrów, gdzie jest następna zmiana.  Na zmianach nad nami czuwała grupa bardzo zaangażowanych osób, które wcześniej biegały.  Teraz z racji wieku różnych kontuzji nie biegają i wspierają tych, którzy zaczynają. Naszym zadaniem było po prostu biec – opowiadała Małgorzata. – A arbuzy po prostu nam uratowały życie – dodała, opowiadając o pielgrzymkowym menu.

Wszyscy dotarli na Jasną Górę w dobrej kondycji, obyło się bez kontuzji,  bez omdleń, a jak uśmiechali się biegacze „pielęgniarka właściwie nie miała co robić”

fot. cathopic

Nieprzeliczone różańce

– Poza sportowym elementem, to przede wszystkim jest tutaj wielka przyjaźń, wielka więź ducha,  wielka głębia modlitwy – zapewnia ks.   Ci, którzy kończyli bieg w sztafecie, w autobusie podejmowali tym razem w sztafecie modlitwę różańcową, i tak na zmianę. Każdy odcinek drogi pielgrzymi zaczynali też dziesiątkiem różańca, kończyliśmy dziesiątkiem różańca, więc, jak podkreślali, tych dziesiątków trudno jest zliczyć.

– Celem jest dla nas Jasna Góra, a Maryja wskazuje nam na Chrystusa i Maryja nam podpowiada „dalej tę wspólnotę budujcie, dalej idźcie do celu, którym jest życie wieczne – mówił dalej kapłan. Opowiadał, że w każdej grupie starał się pobiec kawałek, a na postojach posłuchać ludzi, tez spowiadać. – Ile tam jest łez,  ile tam jest wzruszeń różnych, to wszystko , co ludzie dźwigają, tego się tak nie da opowiedzieć.  To są i dramaty, ale i pragnienie zaufania na nowo Bogu,  to tylko właśnie pielgrzymka i to tylko Jasna Góra. Pielgrzymka rozmiękcza każde serce – opowiadał ks.

Pielgrzymi z Rzeszowa-Dworzyska (stąd wybiegają) dotarli po raz 21., a ich modlitwa i trud jest też wyrazem solidarności z osobami uzależnionymi.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze