amazonia franciszkanin

Zdjęcie poglądowe Fot. cathopic

Pierwsi franciszkańscy męczennicy i ewangelizacja w kalifacie Almohadów [PATRONI DNIA]

Pierwsi franciszkańscy męczennicy ponieśli śmierć w Maroku jeszcze za życia samego św. Franciszka. Głosili Ewangelię w barwnym i wielokulturowym świecie przyjaźni i nienawiści pomiędzy religiami: chrześcijaństwem, islamem i judaizmem.

Z jednej strony: utopia religijnej tolerancji. Z drugiej strony: skrajne antagonizmy pomiędzy różnymi wierzeniami i kulturami. Średniowieczna Hiszpania i Maghreb (Afryka Północna), a zwłaszcza Al-Andalus (stąd nazwa Andaluzja) położony na południu Półwyspu Iberyjskiego to temat pełen najróżniejszych stereotypów. I w każdym z nich jest nieco prawdy.

Świat pierwszych franciszkańskich męczenników

Z jednej strony roztacza się wizję żyjących w zgodzie, pokoju i dobrobycie trzech religii monoteistycznych. Z drugiej – istniały przecież wojny pomiędzy królestwami chrześcijańskimi i muzułmańskimi, a także prześladowania na tle wyznaniowym. Ta cała układanka jest tylko pozornie ze sobą sprzeczna. Chyba zbyt łatwo staramy się doszukiwać współcześnie rozumianej tolerancji w dawnych społecznościach lub przedstawić do tych czasów uproszczony obraz żyjących niemal w separacji różnych religii. A przecież kupcy chrześcijańscy, muzułmańscy i żydowscy wymieniali się towarami, chrześcijanie żyli pod panowaniem muzułmańskim, żydzi pod chrześcijańskim itd. Co więcej, ze źródeł jasno wynika, że różnowiercy przyjaźnili się między sobą. Nieraz władca muzułmański miał dobre i osobiste stosunki z jakimś księciem chrześcijańskim (czasem pomagali sobie w wojnie przeciwko księstwom swoich współwyznawców!). Tak powstawały zupełnie nieoczywiste sojusze przebiegające w poprzek podziałom religijnym. Papieże wysyłali swoich dyplomatów do krajów muzułmańskich i wymieniali się listami z ich władcami.

Czytamy też o wysoko postawionych osobach dobrze nastawionych do innych religii. Myślę, że możemy wyobrazić sobie bez zaciemniania rzeczywistości, że dzieci muzułmańskie bawiły się razem z chrześcijańskimi i żydowskimi. W żadnym względzie nie wykluczało to powstawania szkodliwych stereotypów czy lęku przed „obcym”. Podobnie jest zresztą i dzisiaj. Trzeba też dodać, że kilka wieków muzułmańskiej obecności na Półwyspie Iberyjskim nie wyglądało tak samo.

Obok tego szła polityka poszczególnych państw, walka o teren i zasoby, naturalna chęć szerzenia swoich religii i pozyskiwania nowych wyznawców oraz troska o stabilność społeczną, która w ówczesnym świecie w pewnym stopniu oparta była na dominacji jednej religii. Próba jej zachwiania mogłaby zachwiać państwem. Co więcej, mogłoby to zagrozić zbawieniu poddanych, a nawet samego władcy. A tych rzeczy nie można było tolerować.

Fot. pixabay/sosinda

Św. Franciszek wysyła misjonarzy do Maghrebu

Miało to być w roku 1219. Święty Franciszek z Asyżu wysłał „sześciu spośród najdoskonalszych braci do królestwa Maroka, aby nieustannie głosili wiarę katolicką niewiernym”, jak czytamy w „Kronice 24 generałów Zakonu Braci Mniejszych” prawdopodobnie z XIV w. Jest to zapis pewnych opowieści na temat tych pierwszych franciszkańskich męczenników, krążących zapewne wśród franciszkanów. Myślę więc, że należy to traktować jako hagiografię, ale popartą rzeczywistymi wydarzeniami.

Owymi wybrańcami do misji w Maroku byli Berard (nie Bernard, ale właśnie Berard), Piotr, Adiut, Akursjusz, Otto i Witalis, którego to wyznaczono do przewodzenia misji. Niestety, zmarł on podczas podróży. Berard z kolei jako jedyny z całej drużyny posługiwał się językiem arabskim.

Ze słów zakonników podczas rozmowy w Coimbrze z Urraką, królową Portugalii, można odnieść wrażenie, że nie tyle idą zdobyć nowe dusze dla Chrystusa, co ponieść śmierć męczeńską. A nie zadziało się to tak od razu. Zastanawia fakt, że właściwie bezkarnie głosili Ewangelię na ulicach Marrakeszu – aż do dnia, gdy zobaczył ich przejeżdżający kalif. Miał być tak zaskoczony, że – krótko mówiąc – uznał ich za wariatów.

>>> Betlejem po amazońsku [MISYJNE DROGI]

amazonia franciszkanin
Fot. cathopic

Nie obrażać Proroka

Trochę o głoszeniu Ewangelii przez franciszkanów w ówczesnych krajach muzułmańskich Hiszpanii i Maghrebu mogą nam powiedzieć interesujące słowa kardynała Jakuba z Vitry, współczesnego omawianym wydarzeniom. W swojej „Historia Occidentalis” zapisał, że braci mniejszych „nie tylko wierni Chrystusa, lecz także Saraceni [tj. muzułmanie w tym kontekście – przyp. autora] i cudzoziemcy, podziwiając ich pokorę i doskonałość, gdy z powodu głoszenia przybywają do nich, przyjmują z osobliwą życzliwością i roztropnością”. Dalej powiedział jeszcze coś bardziej interesującego:

„Saraceni natomiast wszystkich wspomnianych Braci Mniejszych tak długo cierpliwie słuchają, gdy głoszą wiarę Chrystusa i naukę Ewangelii, aż w swoim nauczaniu jawnie sprzeciwiają się Mahometowi, nazywając go kłamcą i zdrajcą. Od tego momentu bezbożni biją ich, a gdyby Bóg nie chronił ich w sposób cudowny, niemal by ich zabili, wypędzając ich z miast”.

Jakub z Vitry pisał to przede wszystkim w kontekście rozmowy św. Franciszka z sułtanem Egiptu. Wynikałoby z tego, że – według zasłyszanych przez tego francuskiego kardynała informacji – muzułmanie w ówczesnych królestwach Maghrebu niekoniecznie mają problem z samym głoszeniem misji przez chrześcijan, co z atakowaniem proroka Mahometa. Podania o pierwszych franciszkańskich męczennikach, zapisane we wspomnianej „Kronice”, w jakiś sposób to potwierdzają. Przekazują jednocześnie, że głoszenie Ewangelii wśród muzułmanów wcale nie było tak proste i czasami szybciej spotykało się z wrogością, zwłaszcza władców. Musimy pamiętać, że islam nie był w ówczesnym świecie jednością i poszczególne państwa w różnych okresach różnie traktowały różnowierców na swoim terenie.

fot. EPA/FAROOQ KHAN

W kalifacie Almohadów

Granicę królestw chrześcijańskich i muzułmańskich mieli bracia przekroczyć w stroju świeckim z obawy przed niewpuszczaniem misjonarzy do krajów arabskich. Tak dotarli do Sewilli. Przez osiem dni ukrywali się wśród chrześcijan, a potem udali się do głównego meczetu, by głosić Ewangelię. Nie zostali do niego wpuszczeni. Przegoniono ich krzykiem i pięściami. Poszli więc przed pałac władcy Sewilli i przed jego obliczem nie tylko mówili o Chrystusie, ale i zaatakowali Mahometa. Król miał wpaść w furię i gdyby nie interwencja jego syna, franciszkanie staliby się męczennikami dużo szybciej. Uwięziono ich, a niedługo później wysłano – tak jak pragnęli – do Maroka razem z bratem króla Portugalii, który tam zmierzał, by zaciągnąć się do armii kalifatu. Sewilla wówczas – podobnie jak inne państewka Al-Andalus, powoli uzależniała się od pogrążonego w kryzysie marokańskiego kalifatu Almohadów.

Almohadzi urośli w siłę w Hiszpanii, pokonując opierających się im muzułmańskich władców, między innymi dzięki wsparciu chrześcijańskiego króla Leonu Ferdynanda II (który z kolei skorzystał z ich pomocy przeciwko chrześcijańskiej Kastylii) oraz zaciągających się dobrowolnie na rzecz tego islamskiego kalifatu chrześcijańskich najemników. Gdy Berard i towarzysze przybywali do Maroka, nadal w armii kalifatu służyły tysiące chrześcijan. Jak już wspominaliśmy, do wojska muzułmańskiego Maroka zaciągnął się sam brat króla Portugalii, Alfonsa II, Piotr. Jak widzimy więc, mozaika wzajemnych przyjaźni i animozji wcale nie przebiegała tak prosto według podziałów religijnych.

Jednocześnie kalifat Almohadów opierał się na dość rewolucyjnej wersji islamu, która nie tylko uważała się za reprezentanta „prawdziwego” islamu, lecz także dość brutalnie potrafiła traktować niewiernych, choć prześladowania nie trwały przez cały czas. Z tego powodu w czasie ich panowania wielu żydów musiało uciekać na północ do państw chrześcijańskich lub na wschód do muzułmańskiego sułtanatu Egiptu. Uciekali również muzułmanie ortodoksyjni, ponieważ nie mogli się czuć bezpiecznie, jeśli nie chcieli przyjąć almohadzkiej wersji islamu. Dlatego, chociaż zdaje się, że „zwykły lud” nie zawsze traktował przybyłych franciszkanów z jawną wrogością, to władze kalifatu nie zamierzały ich tolerować.

Fot. pixabay/Anissbnh

Męczeństwo

Nie wiemy dokładnie, jak długo przebywali w Marrakeszu. W trakcie swojego pobytu „gdziekolwiek widzieli zgromadzonych Saracenów, bracia głosili im z wielką gorliwością”. Być może głosiliby jeszcze przez wiele dni, gdyby nie zauważył tego ówczesny kalif Abu Jakub Jusuf II al-Mustansir. Nie miał jednak zamiaru skazywać ich na śmierć, lecz po prostu wygnał misjonarzy na chrześcijańskie terytorium. W drodze Berard i jego towarzysze zawrócili i pomimo zakazu kontynuowali głoszenie na głównym placu miasta. Kalif rozkazał w tej sytuacji wsadzić ich do lochu. Po wysłuchaniu swojego doradcy, który „miłował chrześcijan”, uwolnił ich i ponownie wygnał z terytorium kalifatu. Ci jednak nie planowali wracać. Ich pracę apostolską tym razem usiłowali powstrzymać… chrześcijanie, którzy obawiali się reakcji władcy. Sami współwyznawcy misjonarzy mieli interweniować, by porzucili oni swoją misję i wrócili do krajów chrześcijańskich. Doszło do tego, że wspomniany Piotr sam uwięził franciszkanów, nie pozwalając im głosić publicznie Ewangelii.

Kiedy w końcu udało się braciom wyjść na zewnątrz, szybko zostali schwytani. Tym razem kalif nie zamierzał być łaskawy. Poddano ich torturom, a gdy nie chcieli porzucić wiary w zamian za bogactwo i przywileje – zostali zamordowani. Wydarzyło się to 16 stycznia 1220 r.

Męczeństwo braci przypadło na czas, kiedy imperium Almohadów się rozsypywało. Jakiś czas potem jeden z kolejnych kalifów Idris Al Ma’mun wrócił do sunnizmu, a za mahdiego, czyli muzułmańskiego mesjasza, uznał… Jezusa z Nazaretu. Nie oznaczało to w żadnym wypadku nawrócenia na chrześcijaństwo. To za jego czasów panowanie Almohadów w Hiszpanii praktycznie w całości upadło, zostawiając pole lokalnym muzułmańskim władcom. Dwa wieki później w całości Hiszpania stała się chrześcijańska.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze