nauczycielka, szkoła

fot. Pixabay

Praca nauczycieli. Fakty i mity

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Całkiem dobrze zarabiają i niewiele pracują. To częsta opinia o polskich nauczycielach. Ma ona jednak niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Pani Katarzyna pracuje jako pedagog szkolny od prawie trzydziestu lat. Jak podkreśla, nie lubi polityki i za bardzo się nią nie interesuje, ale widzi, że w jej koleżankach i kolegach po fachu coś zaczyna pękać.

– Emocje są coraz większe. W mediach pokazuje się, że zarabiamy dobre pieniądze, a w rzeczywistości tak nie jest – przyznaje.

Na początku roku Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało na swoim profilu na Facebooku słynną już tabelkę z uśrednionymi zarobkami nauczycieli ze względu na ich stopień zawodowy. Pod postem pojawiło się ponad tysiąc komentarzy. Większość z nich napisali nauczyciele, którzy kwot podanych na grafice nigdy nie znaleźli na swoim koncie. – Dokąd należy zgłosić się po różnicę między kwotą z tabeli a realnym wynagrodzeniem? – pytali ironicznie internauci. Mimo że nauczyciel to zawód, który znajduje się w pierwszej dziesiątce profesji, do których Polacy mają największe zaufanie, to jednak pracownicy sektora edukacji nie cieszą się sympatią. Negatywne mity o polskich nauczycielach dotyczą chociażby czasu ich pracy.

– Najbardziej chyba boli mnie fakt, że mówi się o tym, jak mało pracujemy… Wczoraj zaczęłam pracę o godzinie 7 rano, a ze szkoły wychodziłam po 20. Nie jest tak codziennie, ale zazwyczaj pracuję ponad osiem godzin dziennie, czyli tyle, co każda osoba pracująca na pełen etat – mówi pani Katarzyna.

Kontrowersje budzi też fakt, że nauczyciele jako jedyna grupa zawodowa mają latem dwa miesiące wolnego. Przynajmniej teoretycznie.

– Wakacje to oczywiście częściowo czas urlopu, kiedy nie musimy myśleć o pracy, ale co najmniej miesiąc z tej letniej przerwy poświęcam na porządkowanie dokumentacji, pisanie sprawozdań i planów pracy oraz programów na kolejny rok szkolny – dodaje.

szkoła, dziecko, dziewczynka

fot. Pixabay

Pracy jest więc sporo, odpowiedzialność ogromna, a pieniądze niewielkie. To powoduje, że napięcie w środowisku nauczycieli jest coraz większe. Obecnie trwa referendum strajkowe, które ma rozstrzygnąć, czy 8 kwietnia dojdzie do protestu. W większości placówek poparcie dla strajku wyraża około 80–90% pracowników.

Pojawia się jednak problem, czy strajk nie odbędzie się kosztem uczniów. Może się zdarzyć tak, że protesty nauczycieli wpłyną na przebieg matur czy egzaminów ośmioklasistów.

– Każda grupa zawodowa ma prawo do strajku, ale nie można tego robić kosztem uczniów. To właśnie oni będą największą ofiarą takiego rozwiązania, a do tego nie możemy dopuścić – czytamy w liście otwartym Rady Dzieci i Młodzieży Rzeczypospolitej Polskiej i Koalicji Młodzieżowych Rad na rzecz Praw Ucznia, skierowanym do MEN i do zawodowych organizacji nauczycielskich.

Jak w przypadku każdego strajku, tak i teraz potrzebny jest rzetelny dialog z rządem. To jedyny sposób, aby nie dokładać uczniom dodatkowego stresu. Odpowiedzialność biorą na siebie obie strony. Wydaje się jednak, że tym razem nauczyciele nie będą chcieli pójść na ustępstwa.

Zobacz także
Wasze komentarze