fot. pixabay
Prezes organizacji pro-life: liczymy na weto prezydenta wobec obu ustaw dotyczących aborcji
– Prawo pełni również funkcję wychowawczą. To, co dozwolone, ludzie często uznają za dobre, a to, co zabronione – za złe – powiedział w wywiadzie dla KAI Wojciech Zięba. Prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka broni wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku, choć uważa, że zmianie prawa powinny były towarzyszyć debata publiczna i większe wsparcie rodzin wychowujących ciężko chore dzieci. Mówi też, na czym powinna polegać skuteczna pomoc kobietom w ciąży oraz jak działa jego stowarzyszenie.
Anna Rasińska (KAI): Senackie komisje poparły dwie ustawy łagodzące przepisy dotyczące aborcji. Jak w kontekście tych prac i sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego ocenia pan przyszłość prawnej ochrony życia w Polsce?
Wojciech Zięba: W przypadku obu ustaw liczymy na weto prezydenta. Jestem przekonany, że ustawy przejdą przez parlament. Mogą pojawić się drobne poprawki, ale nie zmienią istoty sprawy. Odczytuję to jako ukłon koalicji rządzącej w stronę jej elektoratu przed wyborami. Moim zdaniem, odsyłanie tych ustaw do Trybunału nie ma sensu. Trybunał wielokrotnie wypowiadał się o ochronie życia przed urodzeniem, także w przypadku podejrzenia niepełnosprawności dziecka. Wyrok z 2020 roku jest częścią linii orzeczniczej, która kształtowała się przez lata. Dlatego oczekuję od prezydenta jednoznacznej decyzji.
Mam też zastrzeżenia do określenia „depenalizacja aborcji”. Może ono sugerować, że chodzi o zniesienie kar dla kobiet. Tymczasem w przepisach, o których mówimy, odpowiedzialność dotyczy osób wykonujących aborcję wbrew prawu, pomagających w niej lub do niej nakłaniających.
W naszym stowarzyszeniu traktujemy kobietę jako drugą ofiarę aborcji. W moim przekonaniu te przepisy mają chronić kobietę między innymi przed presją partnera, który nie chce wziąć odpowiedzialności za dziecko. Mają też powstrzymywać osoby, które chciałyby na aborcji zarobić. Dlatego ograniczenie ich odpowiedzialności uważam za niebezpieczne.
Czy obecny spór o skład i funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego może otworzyć drogę do podważenia skutków wyroku z 2020 roku dotyczącego aborcji ze względu na ciężkie wady lub chorobę płodu?
Jeżeli żyjemy w państwie bezprawia, a niestety tak trzeba powiedzieć, to wszystko jest możliwe. Spójrzmy na wytyczne Ministerstwa Zdrowia dotyczące aborcji. Nie są one ani ustawą, ani rozporządzeniem, a jednak funkcjonują. A przecież na podstawie zaświadczeń psychiatrycznych dochodzi do aborcji nawet w dziewiątym miesiącu ciąży! Inne zaświadczenia, które pacjent przynosi do szpitala, można zweryfikować, omówić na konsylium. Tymczasem w tym przypadku od szpitala oczekuje się, że przyjmie takie zaświadczenie bez weryfikacji. Jeśli postąpi inaczej, naraża się na konsekwencje finansowe.
Pytanie, jak daleko trzeba by się posunąć, żeby podważyć skutki wyroku z 2020 roku. W mojej ocenie ochrona życia przed urodzeniem wynika z konstytucyjnych gwarancji ochrony życia i godności człowieka oraz z całej linii orzeczniczej Trybunału. Trzeba by więc wywrócić do góry nogami orzecznictwo sięgające czasów, gdy Trybunałowi przewodniczył prof. Andrzej Zoll. Mam nadzieję, że do próby podważenia skutków wyroku nie dojdzie, ale nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś ją podjął.

Czy po wyroku z 2020 roku powołanie się na zagrożenie dla zdrowia psychicznego kobiety może w praktyce ułatwiać dostęp do aborcji?
Nie sądzę, by dostęp był łatwiejszy. Statystyki pokazują, że wykonuje się mniej aborcji. Myślę natomiast, że osoby, które doprowadziły do wydania wyroku, nie spodziewały się, że wytyczne Ministerstwa Zdrowia będą w praktyce traktowane jak przepisy. Uważam, że to niebezpieczne.
Prawo pełni również funkcję wychowawczą. To, co dozwolone, ludzie często uznają za dobre, a to, co zabronione – za złe. Dla naszego stowarzyszenia najważniejsza jest jednak edukacja i kształtowanie sumień, żeby ludzie sami nie chcieli szukać aborcji poza oficjalnym obiegiem czy nadużywać przesłanki zagrożenia dla zdrowia psychicznego.
Warto spojrzeć na to z dłuższej perspektywy. W latach 70. i 80. XX wieku aborcję traktowano jako metodę regulacji poczęć. Według niektórych szacunków w latach 70. w niektórych okresach wykonywano około 600 tys. aborcji rocznie. Dziś oficjalne statystyki mówią o ponad tysiącu rocznie. Około dziesięć lat temu szacowaliśmy, że poza oficjalnym obiegiem dochodziło do 7–14 tys. aborcji rocznie. Jeśli przyjąć, że ta liczba od tego czasu wzrosła, łącznie mogłoby dziś chodzić o kilkanaście tysięcy rocznie. W mojej ocenie to pokazuje, jak bardzo zmieniła się skala zjawiska na przestrzeni kilkudziesięciu lat.
Co pana zdaniem, rządzący powinni byli zrobić, by przygotować społeczeństwo na zmianę, jaką przyniósł wyrok Trybunału Konstytucyjnego?
Sam wyrok uważam za słuszny. Dziecko, u którego podejrzewa się niepełnosprawność, powinno zostać otoczone opieką. Taki jest dla mnie sens tego orzeczenia. Mam natomiast duże pretensje do polityków Zjednoczonej Prawicy: przez kilka lat mieli wpływ na media publiczne i mogli przygotować kampanie społeczne, a poważnej debaty o aborcji nie było. W publicznej telewizji wyemitowano jedynie dwa filmy o tematyce pro-life. Dopiero kiedy wybuchły protesty, rozdzwoniły się telefony, proszono nas, żebyśmy w 30 sekund wyjaśnili ludziom, dlaczego bronimy wyroku i dlaczego powinni zostać w domach. Pomyślałem wtedy, że na taką rozmowę był czas wcześniej.
Z własnego doświadczenia i z rozmów z rodzinami, które zgłaszają się do naszego Funduszu Dziecka Chorego, wiem, że przede wszystkim boją się oni, czy sobie poradzą. Nic dziwnego, sam na mojego ciężko chorego syna dostawałem 180 zł zasiłku pielęgnacyjnego, a koszty jego utrzymania wynosiły około 6 tys. zł miesięcznie. To było barbarzyństwo. Dlatego apelowaliśmy do polityków, żeby przygotowali kampanię społeczną i zmienili system wsparcia rodzin, zanim wprowadzą tak głęboką zmianę. Nie posłuchali nas.

Ks. Jerzy Popiełuszko i ks. Stanisław Małkowski podkreślali, że obrona życia wymaga konkretnej pomocy kobietom w trudnej sytuacji. Jak dziś powinna wyglądać taka pomoc, żeby kobieta w nieplanowanej ciąży nie została sama? Co mogą zrobić jej bliscy, za co powinno odpowiadać państwo i jaką rolę mają do odegrania organizacje pro-life?
Widzę tu trzy poziomy pomocy. Pierwszy zaczyna się od pytania, co ja sam mogę zrobić dla kobiety w ciąży. Mogę zostać z jej starszymi dziećmi, kiedy idzie na badania, przynieść zupę albo zrobić zakupy. Kiedy sąsiadka mówi, że spodziewa się trzeciego dziecka, mogę się po prostu ucieszyć i zapytać, jak jej pomóc. Nazywamy to pro-life dnia codziennego. Trzeba mieć odwagę zapytać i być gotowym do pomocy.
Drugi poziom to wsparcie państwa, szczególnie ważne dla rodzin wychowujących ciężko chore dzieci. Dopiero gdy sam znalazłem się w tej sytuacji, zobaczyłem, jak dużą część kosztów ponoszą rodziny. Szczególnie trudno było tym, które opiekowały się dwojgiem czy trojgiem dzieci z niepełnosprawnościami. Rodzic stawał przed wyborem: mógł dalej pracować i pokrywać koszty opieki głównie z własnych zarobków albo zrezygnować z pracy i pobierać świadczenie pielęgnacyjne, które jeszcze kilka lat temu wynosiło niespełna 2 tys. zł.
Dlatego środowisko skupione wokół naszego stowarzyszenia powołało komitet inicjatywy obywatelskiej „Stop Zakazowi Pracy”. Zabiegaliśmy o to, żeby rodzice mogli łączyć pobieranie świadczenia z pracą. Ostatecznie rząd przedstawił własny projekt ustawy o świadczeniu wspierającym, a parlament ją uchwalił. Z perspektywy rodzin to była duża zmiana. Mówię to jako ojciec ciężko chorego syna. Jest dziś o niebo lepiej, choć są rodziny, którym świadczenia wciąż nie wystarczają na pokrycie kosztów opieki.
Trzeci poziom to pomoc organizacji społecznych. Kobieta może się obawiać, że nie poradzi sobie finansowo, że nie będzie miała gdzie mieszkać albo zostanie sama z dzieckiem. Zdarza się też, że doświadcza przemocy ze strony partnera. Organizacje takie jak nasze stowarzyszenie czy Fundacja Małych Stópek mogą w takich sytuacjach zaoferować konkretne wsparcie, również finansowe.
Jak konkretnie pomaga państwa stowarzyszenie?
Od kilkunastu lat prowadzimy Fundusz Dziecka Chorego. Przed zmianą przepisów na 20–30 nowych miejsc wpływało po kilkaset wniosków. Później zauważyliśmy, że zgłaszają się do nas przede wszystkim rodziny najciężej chorych dzieci, którym świadczenia nadal nie wystarczają. Tu jest rola naszego stowarzyszenia, Kościoła, bliskich i ludzi dobrej woli. Jeżeli mówimy, że życie człowieka jest wartością, nasza wiarygodność zależy od tego, czy kobieta w potrzebie może na nas liczyć.
Dziś do Funduszu Dziecka Chorego wpływa mniej wniosków, więc możemy poświęcić więcej uwagi programowi „Mama nie sama”. W jego ramach pomagamy kobietom, które opuszczają dom samotnej matki i chcą rozpocząć samodzielne życie z dzieckiem. O wsparcie dla matki może wystąpić dyrektor placówki, który zna jej sytuację. Dyrektorzy mówią nam, że właśnie takiej pomocy brakowało.
A na czym Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka chce się skupić w najbliższym czasie?
Przede wszystkim będziemy przekonywać prezydenta, by zawetował obie ustawy. Duża część naszej pracy polega na reagowaniu na bieżące wydarzenia. Chciałbym, żebyśmy częściej sami wychodzili z inicjatywą. Robimy to już w pracy edukacyjnej, przygotowując filmy i scenariusze lekcji. Myślę, że edukacja seksualna na dłużej pozostanie w polskich szkołach, dlatego ważne jest to, z jakich materiałów korzystają nauczyciele. Spodziewam się też, że w debacie publicznej coraz częściej będzie wracał temat eutanazji. Pojawia się również temat surogacji, choć w mojej ocenie skala tego zjawiska w Polsce jest na razie niewielka.

A tzw. abortomat przy ul. Wiejskiej? Co dalej z tą sprawą?
To pokazuje, jakie mamy papierowe państwo. Tuż koło Sejmu udostępnia się środki, które nie są zarejestrowane w Polsce. Nasze stowarzyszenie złożyło zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Z tego, co wiemy, Główny Inspektorat Farmaceutyczny umył ręce. Przekazał sprawę prokuraturze i sam nie wszczął postępowania. To pokazuje, jak chętnie egzekwuje się u nas prawo.
A sam abortomat? To piekielne urządzenie, które sprawia, że aborcja jest bardziej dostępna. Te środki wydaje się bez żadnej konsultacji. To przecież bardzo niebezpieczne. Celem ich zażycia jest śmierć dziecka, a kto weźmie odpowiedzialność za to, co się może stać z kobietą? I jeszcze przedstawia się to jako pomoc kobiecie. Ja się pytam: jaka to pomoc? Pomagasz, kiedy zaopiekujesz się jej dzieckiem, wesprzesz ją finansowo albo powiesz jej dobre słowo. O takiej pomocy mówiłem wcześniej. A tutaj w imię fałszywie pojętej wolności ułatwia się kobiecie podjęcie decyzji, która może zaciążyć na jej sumieniu do końca życia.
Wydaje się, że brakuje też szerszej informacji na temat syndromu poaborcyjnego…
Tak. Pamiętam, jak kilka lat temu robiliśmy film dokumentalny z kobietami, które dokonały aborcji. Opowiadały o tym, jak sobie z tym radzą. Najbardziej uderzyło mnie to, że były to kobiety po pięćdziesiątce, sześćdziesiątce. Płakały w studiu, mówiąc o czymś, co wydarzyło się kilkadziesiąt lat wcześniej. Pamiętam jedną z nich. Miała męża i dwoje innych dzieci, była po terapii, mówiła o pojednaniu z Panem Bogiem. Kiedy opowiadała o aborcji sprzed czterdziestu lat, drżały jej ręce, łamał się głos, łzy ciekły jej po twarzy. I tej kobiecie ktoś miałby powiedzieć, że „aborcja jest okej”? Najbardziej przejmujące było dla mnie to, jak silny był jej ból po tylu latach.
Jak można wesprzeć działania Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka?
Modlitwą, zawsze. W marcu po raz siódmy zorganizujemy tydzień modlitwy w intencji ochrony życia, a 20 marca odbędzie się 47. pielgrzymka obrońców życia na Jasną Górę. Jedziemy tam, by prosić o zmianę sumień i dziękować za dobro, które już się dokonało. Można nas też wesprzeć również darowizną lub przekazać nam 1,5 proc. podatku. Utrzymujemy się głównie dzięki indywidualnym wpłatom.
Na stronie Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka udostępniamy bezpłatne filmy, broszury i webinary. Zachęcam do tego z nich korzystać i przekazywać je dalej.
Wojciech Zięba jest prezesem zarządu Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka oraz prezesem Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „STOP zakazowi pracy”, przedsiębiorcą, ojcem trojga dzieci.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Papież: postawą pro-life nie jest nieludzkie traktowanie imigrantów w USA
Argentyna: 7 mln osób może przybyć na spotkania z papieżem, władze mówią o „największej operacji w historii”
Zakonnicy, zakonnice i sztuczna inteligencja. Jak Kościół chce docierać do młodych?





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny