Przegląd prasy katolickiej

Zapraszam na cotygodniowy przegląd prasy katolickiej.

Tygodnik Powszechny

„Tygodnik Powszechny” obszernie pisze w tym tygodniu o Ozempicu i leczeniu otyłości: „Analogi GLP-1 zmieniły leczenie otyłości i życie wielu pacjentów. Ale popularność Ozempicu i Mounjaro odsłania też coś niewygodnego: nowy ideał szczupłości, klasową nierówność i rynek, który drogo sprzedaje nadzieję”. Redakcja zabiera też czytelników do pewnej niezwykłej miejscowości na Jukatanie, w której próbowano „spalić pamięć Majów”. „Maní: nazwa tego miasteczka Majów, liczącego około 5 tysięcy mieszkańców i położonego w głębi półwyspu Jukatan, widnieje dumnie na głównym placu. Wypisana kolorowymi literami wielkości dorosłego człowieka. Jakby ktoś mógł trafić tu przypadkiem i dopiero dzięki napisowi wyczytać, gdzie się znajduje. Bo aby tutaj dotrzeć, trzeba zjechać z autostrady – przy stacji benzynowej, 80 km za Méridą. Dalej wąska droga sprawia wrażenie, jakby wyżłobiono ją w subtropikalnym lesie. Podpis na cokole mówi sam za siebie: «Miejsce, w którym wszystko się wydarzyło» («Maní: Lugar donde todo pasó»). Wszystko, czyli co dokładnie?” – czytamy. Bardzo ciekawa jest w tym numerze rozmowa z Anne Guillard, teolożką, o tym, że można być katolikiem i żyć wiarą, nawet będąc na marginesie wspólnoty. „Kościół zwykle przemawia w sposób oficjalny, poprzez biskupów, księży lub papieża, więc można odnieść wrażenie, że ich zdanie w danej sprawie podzielają wszyscy katolicy. Ja się z tym nie zgadzam. Jako osoba wierząca jestem częścią Kościoła i ponoszę za niego współodpowiedzialność. Dlatego chcę powiedzieć głośno: jestem katoliczką i mam inne zdanie” – mówi rozmówczyni. W dziale naukowym redakcja pisze za to o historii ognia: „Dzięki ogniowi homininy przejęły kontrolę nad jaskinią, wypędziły z niej drapieżniki i stanęły na szczycie łańcucha pokarmowego. Te dokonania blakną jednak przy ewolucyjnych konsekwencjach samego gotowania”.

Przewodnik Katolicki

„Przewodnik Katolicki” pisze o duchowości codziennego życia: „Po krótkim kazaniu do dzieci w naszym jezuickim kościele w Kopenhadze próbuję przejść do kazania dla dorosłych uczestników liturgii. Jednak zazwyczaj grzeczne dzieci mają dzisiaj inny plan. Mimo wysiłków nie jestem w stanie powiedzieć nic – dzieciaki wyjątkowo dają mi w kość. Zirytowany, w końcu poddaję się i mówię, że czas na wyznanie wiary. Kazania nie było. Po mszy, ku mojemu zdumieniu, nikt nie ma do mnie pretensji. Wszyscy z uśmiechem powtarzają: „Przynajmniej wiesz teraz, przez co my musimy czasem przejść na mszy, nie mówiąc już o tym, co dzieje się w domu”. Mają rację – żyję w duchowym luksusie, mam czas na modlitwę”. W wydaniu tez o pochwale przeciętności: „Studentów psychologii, a także wielu przyszłych nauczycieli instruuje się, by słowo „przeciętny” w odniesieniu do wyniku niektórych testów inteligencji lub wiedzy zmieniać na „dobry”, gdyż dla wielu odbiorców przeciętność stanowi synonim nie tyle normalności, co słabości, bylejakości, a nawet intelektualnych niedostatków. Lęk przed przeciętnością wpływa niestety nie tylko na język, jakim operujemy. Niezgoda na zwyczajność odbiera nam możliwość delektowania się naszym wystarczająco – nomen omen – dobrym życiem”.

Gość Niedzielny

Redakcja „Gościa Niedzielnego” przygląda się Castel Gandolfo, miejscu wakacyjnego odpoczynku papieża. „Miejsce ma metrykę znacznie starszą niż papiestwo. Na wzgórzach nad Jeziorem Albano, 25 km od Rzymu, cesarz Domicjan pod koniec I wieku wybudował rozległą Willę Albanum Domitiani – kompleks o powierzchni 14 km kw. Po upadku Rzymu na tych fundamentach genueński ród Gandolfich wzniósł średniowieczny zamek obronny (stąd nazwa – castello Gandolfich), który później przeszedł w ręce rzymskiej rodziny Savelli. Zwrot nastąpił w 1596 roku, gdy zadłużona posiadłość trafiła do Kamery Apostolskiej, a w 1604 roku formalnie weszła w skład dóbr Stolicy Apostolskiej” – czytamy. W wydaniu też o tym, czy Messi i Ronaldo zagrają na kolejnym mundialu: „Messi, Ronaldo, Modrić… Mistrzostwa świata mogliby już oglądać z wysokości VIP-owskich trybun. Tymczasem na murawach Meksyku, USA i Kanady panowie w okolicach czterdziestki pokazali, że piłkarska emerytura jest ostatnią rzeczą, o jakiej marzą. Piłkarze, którzy nie grają w piłkę, tylko sami są piłką (tak o Luce Modriciu mówił Zlatan Ibrahimović), nie chcą kończyć swoich opowieści”.

Idziemy

Redakcja „Idziemy” zachęca czytelników do aktywnego, sportowego lata: „Ciekawą propozycją jest zyskujący popularność crossminton. W skrócie: to przyspieszona wersja badmintona z nieco zmienionymi zasadami gry. Atutem tego sportu w czasie letniego wypoczynku jest fakt, że nie trzeba nawet siatek czy kortu, by rywalizować. Nieco inna, cięższa lotka oznacza jedno: gra jest bardziej dynamiczna, co przy okazji pozwala się porządnie zmęczyć. A sportowy wysiłek w trakcie urlopów jest zawsze wskazany”. W wydaniu też o umiejętności odpoczywania: „Odpoczynek to niezbędny element zdrowego funkcjonowania, warto więc go planować, szukać harmonii, a także choć trochę tu od siebie wymagać. Mówi się przecież, że kto nie potrafi dobrze odpoczywać, nie potrafi też dobrze pracować. Dotyczy to pojedynczych osób, ale też całych rodzin. James Stenson wyróżnia dwa typy rodzin: «piknikowe», w których całe życie zorientowane jest na szukanie przyjemności, a unikanie wysiłku, i «sportowe», które wyznaczają sobie cele, podejmują wyzwania, a praca i wypoczynek przeplatają się w zdrowym rytmie”. W „Idziemy” także o św. Benedykcie: „Kiedy na przełomie V i VI w. młody student z Nursji opuszczał Rzym, uciekając przed moralnym i politycznym rozkładem dogasającego imperium, nie miał w głowie planu ratowania kontynentu. Chciał zniknąć: uciec na pustynię, by w ciszy i samotności szukać Boga”.

Niedziela

W nowym wydaniu „Niedzieli” przeczytamy m.in. o tym, kiedy wypuścić nastolatka na pierwszy samodzielny wyjazd. „Jeszcze nie tak dawno pierwsze samodzielne wyjazdy młodych ludzi były czymś naturalnym. Nastolatki podróżowały pociągami do rodziny, wyjeżdżały na wakacje z przyjaciółmi, spędzały czas poza domem, by uczyć się samodzielności przez doświadczenie. Dziś wielu rodziców z niepokojem reaguje już na samą myśl o kilkudniowym wyjeździe dziecka bez opieki dorosłych. Z jednej strony wzrosła świadomość zagrożeń, z drugiej jednak coraz częściej obserwujemy zjawisko nadmiernej ochrony, która niekiedy utrudnia młodym ludziom zdobywanie doświadczeń niezbędnych do wejścia w dorosłość” – czytamy. W wydaniu też o mikroplastiku: „Plastik jest jednym z symboli współczesnej cywilizacji. Lekki, tani i trwały zrewolucjonizował przemysł, medycynę i codzienne życie. Jego trwałość ma jednak także ciemną stronę – tworzywa sztuczne praktycznie się nie rozkładają. Zamiast tego rozpadają się na coraz mniejsze fragmenty. Właśnie te drobne cząstki nazywamy mikroplastikiem. Termin ten pojawił się stosunkowo niedawno. W 2004 r. biolog morski Richard Thompson zauważył w wodach oceanicznych ogromne ilości mikroskopijnych fragmentów plastiku. Kilka lat później amerykańska agencja NOAA zaproponowała praktyczną definicję: mikroplastik to wszystkie cząstki tworzyw sztucznych mniejsze niż 5 mm”.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze