YouTube/Kino Helios Polska
Zabawki wciąż mają przyszłość [RECENZJA]
W kinach można właśnie oglądać kolejną odsłonę kultowej serii „Toy Story”. Już po raz piąty ekipa zabawek wikła się w niesamowite przygody. Tym razem bohaterowie stają w szranki z… ekranami, które odciągają dzieci od klasycznych zabawek. W odróżnieniu od dwóch poprzednich części – tym razem „Toy Story” wraca do swoich korzeni, oferując historię przede wszystkim stworzoną z myślą o młodszych widzach.
W 1995 r. (w Polsce w 1996 r.) w kinach pojawiła się pierwsza część „Toy Story”. I z marszu stała się wielkim hitem. Nic dziwnego więc, że przygody Buzza Astrala i Chudego były kontynuowane – i powstawały kolejne części tej opowieści. Teraz możemy śledzić już piątą odsłonę tej historii. „Toy Story” wciąż pozostaje opowieścią osadzoną w świecie zabawek i bawiących się nimi dziećmi. Jednocześnie też bacznie przygląda się czasom, w których żyjemy – i w filmowy sposób odpowiada na wyzwania, które stawia przed nami współczesność.
Zaradzić samotności
W tej części „Toy Story” nasi zabawkowi bohaterowie mierzą się z ekranami. Tak, z ekranami – czyli z tym, że czasem od rana do wieczora wpatrzeni jesteśmy w ekrany naszych smartfonów, tabletów, laptopów, komputerów. I zapominamy o otaczającej nas – analogowej rzeczywistości. Problem ten dotyka coraz młodszych pokoleń. Zresztą, nieprzypadkowo w polskich szkołach od września wprowadzony będzie zakaz używania smartfonów – to właśnie sposób na walkę z ekranami. Bonnie, dziewczynka, którą znamy już z wcześniejszej odsłony „Toy Story”, wciąż jednak bawi się zabawkami. Jest jednak bardzo samotna – mieszkające po sąsiedzku dzieci nie chcą się z nią bawić. Wolą w tym czasie siedzieć na swoich tabletach czy smartfonach – grając w kolejne gry, czatując z przyjaciółmi itd. Rodzice Bonnie chcą zaradzić jej samotności i kupują jej Lillypada – czyli właśnie ekran. Zabawki dziewczynki poznają Lillypada i są przerażone tym, że teraz pójdą w odstawkę, że dziewczynka porzuci je na rzecz ekranu. Jednocześnie też bardzo troszczą się o samą Bonnie i chciałyby, żeby ich właścicielka nie była samotna. Żeby miała koleżanki i kolegów. Postanawiają więc zawalczyć o towarzystwo dla Bonnie. Splot różnych zdarzeń sprawia, że zabawki znacznie oddalają się od domu i trafiają na pewną farmę. Tam poznają inne zabawki, też częściowo odrzucone z powodu ekranów, ale też pewnego konia i świnię. O dziwo, w tej części sporo jest zwierzęcych bohaterów!

Pierwsze skrzypce gra Jessie
Po raz kolejny otrzymaliśmy pełną przygód opowieść osadzoną w uniwersum zabawek. Zabawki znów mówią, czują i są empatyczne względem swoich właścicieli. I same też wiele przeżywają. Zmienili się główni bohaterowie. Wciąż są w tej opowieści obecni Chudy i Buzz, ale tym razem są bohaterami drugoplanowymi. Postacią, wokół której rozgrywa się główna akcja jest tym razem Jessie – znana nam dobrze kowbojka. Pod nieobecność Chudego, który wraz z damą swego serca służy teraz dzieciom na dworze, to Jessie przewodzi zabawkom w domu Bonnie, jako szeryfka. Jej zastępcą jest Buzz Astral, skrycie się w niej podkochujący. Jessie dostała swój film i wreszcie, po tylu latach, możemy ją bliżej poznać. Bo bohaterka nie tylko przewodzi zabawkom, ale też opowiada nam swoją historię – od pierwszej właścicielki. To najbardziej sentymentalny i wzruszający wątek filmu. Wspomniana wcześniej farma, na którą trafiają zabawki, to właśnie miejsce, gdzie kiedyś mieszkała Jessie. Ważny to dla niej powrót, który pokazuje też widzom, jak ważne są wspomnienia i nasze dotychczasowe doświadczenia. One kształtują nasze „ja”. Ważnym elementem tej części „Toy Story” są relacje pomiędzy samymi zabawkami. Również relacje zabawek z „ekranami” – bo takowych nie brakuje. Okazuje się zresztą, że po oswojeniu ekrany wcale nie są takie straszne. Równolegle do historii samych zabawek Bonnie śledzimy też oczywiście opowieść o samej dziewczynce i jej dorastaniu. Wątek Bonnie, jej nieśmiałości i relacji rówieśniczych jest bardzo ważny dla całego filmu, stanowi zresztą oś napędową działań, które podejmują zabawki. W filmie mamy jeszcze trzecią płaszczyznę fabularną, związaną z… armią Buzzów Astrali nowej generacji. Poznajemy tę grupę już w pierwszej scenie, gdy widzimy rozrzucone na bezludnej wyspie pudełka z Buzzami. Wszystkie wątki w tym filmie ostatecznie się ze sobą splatają, prowadząc wszystkich bohaterów ku niesamowitym przygodom i mądremu finałowi.
Co z tymi ekranami?
Poprzednie części „Toy Story” – trzecia i czwarta – były dużym puszczeniem oka w kierunku dorosłego widza. Dzieci też się na nich świetnie bawiły, ale to dla dorosłych naszpikowano je wręcz aluzjami, podtekstami i żartami. Tym razem „Toy Story” wraca trochę do swoich korzeni i pod tym względem bardziej przypomina pierwsze filmy. Mniej tu puszczania oka do dorosłego widza, a więcej przekazu kierowanego wprost do tego młodego, czy nawet – najmłodszego. Poniekąd można nawet powiedzieć, że jest to film z zarysowaną od początku tezą. I nie jest to jego wada, a nawet zaleta. Bo widać, że twórcy chcą pokazać widzom, tym młodszym, ale i tym starszym, że nie można dać się całkowicie pochłonąć technologii. Że warto być analogowym. Widać tu pokłosie świata popandemicznego, gdzie dorośli prawie zamieszkali w ekranach – to tam dzieje się znaczna część ich życia. A za nimi podobnie dzieje się z dziećmi. Tymczasem twórcy chcą pokazać, że siedząc bez przerwy w ekranach – wiele możemy stracić. I ekrany oddalają nas od społeczeństwa. Zaczynamy być samotnikami wpatrzonymi od rana do nocy w ekrany i polegającymi głównie na technologii. Tymczasem twórcy filmu pokazują, jak ogromną wartość mają rzeczy analogowe. Zwłaszcza spotykanie się z innymi ludźmi, wspólne bycie (ale takie naprawdę bycie – a nie wspólne wyjście do restauracji, podczas którego każdy wpatrzony jest wyłącznie w swojego smartfona). Dla dzieci i młodzieży kontakt z rówieśnikami jest bardzo cenny, dla dorosłych – również. Najmłodsi uczą się w ten sposób bycia w społeczeństwie. Bycia ludźmi. Ekrany im tego kontaktu nie zastąpią. Tak samo jest z zabawą. Ona też nie może ograniczać się do gier w telefonie czy na konsoli. Przede wszystkim powinna być obcowaniem z zabawkami, uruchamianiem wyobraźni, tworzeniem własnych światów. W ten sposób powinno się przeżywać dzieciństwo. I do takiego przeżywania tego czasu zachęca nowa część „Toy Story”. Technologie – ekrany –nie zastąpią dzieciom prawdziwego życia i też go nie nauczą. Mam nadzieję, że wielu dorosłych po tym seansie zrobi sobie rachunek sumienia. Ale żeby nie było – film nie neguje technologii i ekranów jako takich. Pokazuje, że są one nam w życiu przydatne i często mogą to życie ułatwiać. Nawet zabawki z czasem przekonają się, że Lillypad i inne ekrany nie są złe i mogą być bardzo pomocne. Sens w tym, żeby nie uczynić ich bożkami, centrum życia – ale żeby były po prostu pomocne. Chodzi o mądre korzystanie z ekranów i technologii, które nie zastępuje życia i kontaktu z innymi ludźmi. I młody, i starszy widz po tym seansie powinien na nowo przemyśleć swoje podejście do tego, co oferuje nam XXI w.

Dla każdego
Mniej humoru i żartów – a więcej podejścia pedagogicznego, tak można po krótce określić nową część „Toy Story”. Do tego wciągająca, dynamiczna fabuła i dobrze napisani bohaterowie. Owszem, może najmłodsze dzieci mogą się trochę pogubić w fabule – bo są momenty, gdy jest dość gęsta i dzieje się sporo na kilku płaszczyznach. Jednak te trochę starsze nie powinny mieć większych problemów ze zrozumieniem tego filmu. A już na pewno przesłanie – zwłaszcza to, żeby skupić się na budowaniu relacji z innymi ludźmi – będzie dla wszystkich zrozumiałe. Bardzo przyjemnie się ten film ogląda. Niektóre animacje komputerowe są tak zaawansowane, że przypominają film fabularny, a nie animowany (zwłaszcza ujęcia w plenerze – miałem wrażenie, jakbym oglądał coś nakręconego kamerą). Trzeba przyznać, że animacje z roku na rok są coraz lepiej robione. Choć przyznam, że mnie najbardziej urzekło kilka wstawek przypominających klasyczną animację, rysowaną ręcznie. To taki sentymentalny, bardzo przyjemny prezent dla milenialsów, a pewnie i starszych pokoleń. Dobrze bawić się na „Toy Story 5” będą widzowie w każdym wieku, choć tym razem to ci młodsi wyciągną z filmu więcej dla siebie. Z korzyścią, bo dobrze napisana i zrobiona animacja może bardzo pozytywnie wpłynąć na życie młodego człowieka. Na wakacyjny, rodzinny seans filmowy – jak znalazł!
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Dlaczego lubimy opowieści o smokach? [FELIETON]
Seans na Dzień Dziecka: powrót do Zwierzogrodu [RECENZJA]
Seniorzy w akcji, czyli jak pokonać potwora [RECENZJA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny