Przeprawić się przez to, co paraliżuje wzrost duchowy

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher (Mk 4, 35-37). 

Wiatr wiejący z Hermonu doliną Jordanu, kiedy wpada na Jezioro Genezaret, które leży 200 metrów niżej niż powierzchnia Morza Śródziemnego, potrafi być naprawdę potężny. Jest jeszcze jeden Wicher, który ma ogromną siłę. 

Wiatr w Piśmie Świętym jest obrazem Ducha Świętego. Porywa on serce Bożą Miłością, która często przypomina duchową burzę. I zdarza się, że burzy złudzenia, ale doprowadza nas na drugą stronę w przyspieszonym tempie. 

Życie duchowe często wymaga przeprawienia się na drugą stronę naszych lęków, grzechów, wyobrażeń, pychy czy małoduszności. To te rzeczy paraliżują wzrost duchowy. Tak zwany święty spokój i przeciętność w życiu duchowym są czymś, co prowadzi do zastoju i letniości. Tym, co wprowadza żywotność do naszej duszy jest przekraczanie własnych granic i przekraczać brzegi.  

Często jednak nie potrafimy sami przekroczyć własnych słabości i grzechów. Nie potrafimy nadać naszemu życiu duchowemu impetu. Siedzimy przerażeniu w naszej łodzi i zupełnie nie potrafimy zapanować nad sytuacja, brakuje nam wiary, ze uda nam się przepłynąć na drugi brzeg.  

I tutaj wkracza logika Bożych paradoksów. Im ktoś jest słabszy i bezradny, tym szybciej Bóg spieszy mu z pomocą. Im większą słabość odkryjemy w sobie, tym bardziej uświadamiamy sobie, że musimy wzywać Ducha Świętego. Francuski zakonnik Marie Dominique Philippe napisał: „Wydaje się to oszałamiające, ale to jest otchłań miłości, którą duch Święty drąży w najmłodszych, najmniejszych Kościoła Chrystusowego, w najsłabszych. Nie umieją oni budować katedr, ale pozwalają Duchowi Świętemu drążyć w głębi swych serc wezwanie”. 

Duch Święty przybywa wtedy z pomocą i wyręcza nas w mozolnym, powolnym wysiłku przeprawiania się na drugi brzeg. Dlatego, że istnieją burze, które zsyła Bóg nie po to byśmy zatonęli, ale po to, by nam skrócić drogę do Niego.

Przeczytaj pozostałe felietony z cyklu „Ryba w miodzie”!

 

Przeprawić się przez to, co paraliżuje wzrost duchowy
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze