Fot. Archiwum prywatne Magdy

„Bóg jest moją kotwicą. To dzięki Niemu żyję”. Historią Magdy rok temu żyła niemal cała Polska [ROZMOWA]

11 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Magda miała 21 lat, kiedy dowiedziała się, że choruje na rzadką i ciężką chorobę płuc i serca. Z dnia na dzień została odcięta od normalnego funkcjonowania, musiała odłożyć swoje plany, obowiązki i marzenia. Dziś uczy się żyć na nowo z chorobą i dokumentuje to na swoim Instagramie o nazwie BezTchu. Rozmawia z nią Karolina Binek.

Karolina Binek: Opowiedz, czym się zajmowałaś przed chorobą.  

Magda: Zachorowałam kilka miesięcy po swoich 21 urodzinach. Do tego czasu byłam bardzo aktywna, działałam na różnych polach, a choroba w okresie największego zaostrzenia odcięła mnie 
od dotychczasowego życia bardzo radykalnie, z dnia na dzień. Ostatni rok akademicki przed trafieniem do szpitala – tak oddzielam ten czas, bo choroba prawdopodobnie rozwijała się długo wcześniej zanim trafiłam pod opiekę lekarzy – był dla mnie bardzo intensywny. Byłam na drugim roku studiów prawniczych, zaczęłam swoją przygodę ze scholą akademicką, pracowałam przy projekcie chóralnym mojego dobrego znajomego, zaczęłam też pracę w kancelarii adwokackiej. Podróżowałam po Polsce i Europie, i byłam bardzo szczęśliwa! Moje życie rozwijało się na każdym polu, także towarzyskim i uczuciowym. Z tego roku pamiętam bardzo dużo szczegółów, ale jednym z najmilszych wspomnień są moje ulubione spacery po Krakowskim Przedmieściu w mroźne, zimowe dni – czułam się szczęśliwa i nie mogłam się doczekać tego, co jeszcze może się wydarzyć w moim życiu. Później okazało się, że wydarzyło się wiele, ale nic, czego mogłabym się spodziewać.  

Fot. beztchu

Kto najbardziej cię wspierał w tych najtrudniejszych momentach? 

Tych najtrudniejszych chwil na każdym etapie mojej choroby było bardzo dużo. Na pewno od samego początku, przez cały czas choroby, byli ze mną rodzice i rodzina, natomiast przyjaciele i znajomi trwali, bądź wyłamywali się już w różnych sytuacjach, więc wiele było momentów, kiedy czułam się samotna i to bardzo przeżywałamNatomiast powody takiego opuszczenia były na pewno różne i trudno je teraz oceniać. Mnie bardzo brakowało takiego normalnego funkcjonowania wśród znajomych, a było to niemożliwe przez częste pobyty w szpitalu, przez moje złe samopoczucie lub sezony wzmożonych infekcji, na które nie mogłam być narażona. Wsparcie otrzymywałam jednak za pomocą mediów społecznościowych i telefonu. Moje duszpasterstwo i duszpasterz niemal od razu po tym jak dowiedzieli się, że jestem w szpitalu, zaczęli organizować różne akcje modlitewne i sama świadomość tego też dużo mi dawała. Zdecydowanie ogrom wsparcia i pomocy w przepracowaniu różnych trudności otrzymałam też od mojego psychoterapeuty – bez tego mogłabym sobie nie poradzić ze wszystkim, co się wydarzyło w moim życiu.  

Natomiast niewątpliwie najbardziej wzruszająca była akcja modlitewna i zbiórka krwi w marcu 2018 roku, w momencie, kiedy moje życie walczyło ze śmiercią. Po wybudzeniu z narkozy, kiedy po kilku dniach dochodziłam do siebie, okazało się, że mnóstwo ludzi w Polsce i na świecie modliło się w mojej intencji, a w zbiórce krwi, której bardzo wtedy potrzebowałam, udział wzięły setki osóbDo tej pory nie jestem w stanie uwierzyć w to, że tyle miłości otrzymałam od znajomych i nieznajomych! I, choć pewnie nie uda mi się was wszystkich poznać, czego żałuję, to z całego serca jeszcze raz wszystkim bardzo dziękuję! I zachęcam do oddawania krwi – jest niesamowicie ważna i dosłownie ratuje życie.  

Fot. beztchu

Jak to jest wracać do życia na nowo? 

Wspaniale! Pamiętam, że kiedy obudziłam się z narkozy, będąc jeszcze pod aparaturą, 
która zastępowała moje serce i płuca, i powoli uświadamiałam sobie powagę sytuacji, miałam w swojej głowie najsilniej jedno słowo – ŻYCIE. Wiedziałam, że stało się coś strasznego, że w ciągu chwili mogłam przestać istnieć, a – dzięki Bogu, pracy lekarzy i pielęgniarek, miłości, modlitwie i darowi krwi setek ludzi – żyję. To jest coś pięknego, coś, co nie do końca można opisać słowami. Cieszę się, że mogę żyć i że po wszystkim, co mnie spotkało na przestrzeni ostatnich 2,5 roku, mogę teraz funkcjonować coraz bardziej jak zdrowy człowiek i wracać do aktywnego życia. Wcześniej bardzo długo korzystałam z koncentratorów tlenu, nie mogłam zbyt dużo chodzić, okresowo jeździłam też na wózku. Przeszłam nawet przez etapy uczenia się chodzenia na nowo, po tym, jak mój organizm został, mówiąc kolokwialnie „wyzerowany”.  Były także miesiące, kiedy bardzo męczył mnie najmniejszy wysiłek, np. siadanie na łóżku czy zwykła rozmowa. Choć trudno w to uwierzyć, rzeczywiście tak było – moja choroba, tj. nadciśnienie płucne, bardzo ogranicza wydolność organizmu. Do tej pory, mimo że jestem w o wiele lepszej formie, dysponuję tylko ok. 50% wydolności, jaką mają zdrowe osoby w moim wieku. 

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Kocham Cię, życie! ❤️☀️ #plaża #morze #wakacje #wdzięczność #beztchu #holidayvibes #lovelife #sopot

Post udostępniony przez Magdalena (@beztchu)


Po wszystkim, co przeszłam, wracam do życia z zupełnie inną świadomością, to doświadczenie dużo mnie nauczyło, więc inaczej teraz wyglądają moje priorytety, inaczej podchodzę do wagi problemów, inaczej wybieram i decyduję w kwestii moich relacji i aktywności, które podejmuję. I myślę, że to zmiany na lepsze. 

Jak wygląda teraz twoje życie? 

Teraz mam dobry czas, czuję się na tyle dobrze, że mogę trochę więcej korzystać z możliwości świata. To znaczy, że mam siły na spacery po moim ukochanym mieście, jeśli pogoda dopisuje, to mogę sama przemieszczać się komunikacją miejską, mogę spotykać się ze znajomymi, a ostatnio wyjechałam też na tygodniowy wyjazd z duszpasterstwem! Bardzo to przeżywałam, bo to pierwszy raz, kiedy wyjechałam sama na dłużej z domu od czasu mojej choroby. Szykuję się też do powrotu na studia – od października zaczynam nowy kierunek na uniwersytecie i mam nadzieję, że uda mi się jakoś poradzić sobie z tymi nowymi obowiązkami, choć obaw mam w sobie wiele. Zaczynam też planować nowy rok w duszpasterstwie – mamy w scholi dużo przedsięwzięć, bardzo lubię tę pracę. 

Fot. beztchu

Wszystkie aktywności muszę jednak podporządkowywać temu, jak się czuję. Bywa tak, że coś planuję, a później w ostatniej chwili muszę to odwołać, bo czuję, że mój organizm potrzebuje odpoczynku. Często jeszcze przychodzi mi to z trudem, bo chciałabym robić więcej niż pozwala mi chore płuca i serce, natomiast szukam jasnych stron w różnych sytuacjach. Proces akceptacji choroby i ograniczeń z niej wynikających jest trudny i długi, ale staram się być rozsądna – a przy tym korzystać z życia ile się da. 

Skąd pomysł na założenie konta na Instagramie o nazwie Beztchu? 

Rok temu, mając przed sobą wizję jesieni i zimy spędzanej samotnie w domu, zapytałam moich znajomych o pomysły na to, co ciekawego można robić w takich okolicznościach przy stosunkowo niewielkim nakładzie sił. Padło wiele ciekawych propozycji, ale przy okazji często pojawiał się pomysł założenia bloga lub spisania mojej historii. W końcu zdecydowałam się założyć konto na Instagramie, na którym będę pokazywała jak wygląda moje życie w okolicznościach choroby, którą mam. Kilka razy wcześniej robiłam wpisy na moim Facebooku i wiele osób mówiło mi, że są dla nich ważne, inspirujące – postanowiłam spróbować działania na szerszym polu. Nazwa Beztchu przyszła mi dopiero po kilku dniach, ale oddaje to, co chcę przekazywać – jednocześnie życie z ciężką chorobą, a z drugiej strony życie z zapartym tchem, w pełni 

Na moim Instagramie mogę połączyć dwa pola, na których lubię działać – dzielić się obrazem i w opisach zawierać ważne dla mnie sprawy. A na dokładne spisanie mojej historii, wierzę, że będzie jeszcze okazja.  

Fot. beztchu

Jakie jeszcze masz zainteresowania oprócz fotografii? 

Interesuję się wieloma rzeczami, ale przede wszystkim muzyką. Skończyłam szkołę muzyczną pierwszego stopnia w klasie skrzypiec, więc już od dziecka kształtowało się we mnie zamiłowanie i wrażliwość do muzyki. Później zajęłam się śpiewem – piosenką aktorską, potem śpiewem solowym, a od kilku ostatnich lat najwięcej radości sprawia mi śpiew chóralny. Tym bardziej trudno było mi poradzić sobie z utratą głosu – przez ponad rok nie mogłam w ogóle śpiewać, mój głos nie działał jak u zdrowego człowieka i bardzo trudno było mi przetrwać ten czas. Na szczęście głos wraca, nie mam już problemów z mówieniem, a śpiewać też mogę coraz lepiej, więc odżywam jako człowiek i jako kantorka scholi.

W czasie choroby rozpoczęła się też moja przygoda z fotografią. Zawsze lubiłam robić zdjęcia telefonem, ale nigdy nie brałam tego na poważnie. Dopiero dwa lata temu zaczęłam robić zdjęcia aparatem analogowym i bardzo to polubiłam. Fotografowanie stało się moim kolejnym zainteresowaniem.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

I kocham to Miasto zmęczone jak ja ♥️ #analog

Post udostępniony przez Magdalena (@beztchu)


Wspominałaś wcześniej o modlitwie. A czym dla ciebie jest wiara w Boga? 

Wiara w Boga jest dla mnie kotwicą, daje mi pewność, że On ma kontrolę nad tym co dzieje się w moim życiu i że to wszystko ma sens, nawet jeśli nie zawsze ja go dostrzegam.  
Przechodziłam i nadal miewam różne kryzysy, często złościłam się na Boga za to, co dopuścił w moim życiu, nie godziłam się na to jak mnie potraktował, ale… mam świadomość, że z wielu krytycznych sytuacji wychodzę obronną ręką i wiem, że to dzięki Jego opiece. Wierzę, że Bóg chce dla mnie dobrze, że mnie kocha i mi błogoawi. Niosę w swojej historii, w emocjach, w przeżyciach bardzo dużo, ale wiem, że nie jestem w tym sama, że nigdy mnie nie zostawił i nie zostawi. I to daje mi nadzieję. 

Rozmawiała Karolina Binek

Zobacz także
Wasze komentarze