Fot. Pixabay

Byłem w wojsku. To szkoła przetrwania, ale teraz już niczego się nie boję

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Pamiętam, jak kiedyś jeden z kolegów dostał paczkę od mamy. Wysłała mu jakieś tabletki, batoniki i czekoladę. Kolega wiedział, co znajdowało się w środku. Kiedy jednak przyszedł odebrać karton, nie było w nim nic. Nawet tych tabletek mu nie zostawili!”. 

Wojskiem interesowałem się już od najmłodszych lat. Jestem też fanatykiem broni. Pewnie, jak w większości polskich rodzin, w mojej mówiło się, że nie byłem w wojsku, a czasem by mi się to przydało. Zgłosiłem się więc i zdałem wszystkie psychotesty i testy sprawnościowe. Zostałem przyjęty. 

Sztuka porządku 

Otrzymałem kartkę, na której był spis rzeczy, które mogłem ze sobą zabrać. Nie mogłem np. mieć żadnych ubrań na przebranie. Jedyne, co mogłem wziąć, to antyperspirant i szczoteczkę do zębów. Wiadomo, wziąłem też kilka rzeczy, które udało mi się przemycić, np. telefon czy ładowarkę. 

Na miejscu dostałem ubrania, koce i prześcieradło. Musiałem pościelić łóżko i nie wolno było położyć się na nim do godziny 22. Pokoje były pięcioosobowe i, co ciekawe, każdy z nas musiał mieć tak samo poukładane ubrania w szafie – według ściśle określonego schematu. Często nasi przełożeni sprawdzali nam szafki. Jeśli coś było źle poukładane, to wyrzucali nam wszystkie ubrania. Tak samo było ze ścieleniem łóżka. Zdarzało się, że wracaliśmy z zaprawy, a poduszka i kołdra leżały na podłodze. 

Pierwszy dzień mojego pobytu w wojsku był dość luźny. Pobudka o 5.30, szybka toaleta i zbiórka na korytarzu. Wszyscy otrzymaliśmy sprzęt, m. in. kamizelkę taktyczną, łopatkę czy hełm na głowę. Dowiedziałem się też, że w wojsku to stopnie Celsjusza wyznaczają, w co trzeba się ubrać. Jeśli jest trochę powyżej 5 stopni – biegamy w czapce, rękawiczkach i bluzach. Z kolei, jeśli się ochłodzi – trzeba założyć mundur. Czasem bywało naprawdę trudno, kiedy to na dworze było ciepło, ale trwał sezon zimowy, więc musieliśmy mieć ubrane kurtki i czapki. Nie można było ich zdjąć. 

Swoje obowiązki musieliśmy też wykonywać każdego wieczoru. Był grafik, który określał, kto czym się zajmuje – sprzątaniem łazienek, biurka podoficera czy też myciem podłóg.  

Fot. Unsplash

Kto szybciej… zje 

Na zaprawie ustawialiśmy się w dwuszeregu. Wychodził do nas przełożony i kazał nam biegać ok. 3 km wokół całej jednostki. Na końcu wykonywaliśmy ćwiczenia – pompki czy pajacyki. Po zaprawie wracaliśmy do pokoju, by pościelić łóżka na szaro, bo był już dzień. Następnie był czas na poranną toaletę, przebranie się w mundur i zjedzenie śniadania.  

Rywalizację w wojsku odczuwało się nawet na stołówce. Prześcigaliśmy się w tym, który pododdział szybciej wyjdzie z łazienki, by jako pierwszy dotrzeć na wydawanie jedzenia. Dlaczego? To proste – lepsze jedzenie dawane było na początku, a gorsze na końcu. Chociaż i tak najczęściej na obiad jedliśmy surowe mięso mielone. A przełożeni jedli kotlety. 

Po śniadaniu był apel. Później rozpoczynały się zajęcia. W pierwszym miesiącu przez 5 godzin chodziliśmy na placu i ćwiczyliśmy do przysięgi. 

Znaleźć sposób na strzelanie w ciemności 

Po tygodniowym pobycie w wojsku otrzymaliśmy broń. Każdy musiał znać numer swojej borni na pamięć i wiedzieć, jaki ma numer stojaka. Z bronią chodziliśmy wszędzie, nawet na obiad. Wiesz, numer swojej pamiętam do dziś. KS 200 15-219. Mam wrażenie, że nigdy go nie zapomnę. 

Za strzelanie otrzymywaliśmy oceny. Udawało mi się najczęściej dostawać piątki. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie pomysł, na który wpadliśmy z chłopakami. Jeśli ktoś zjeżdżał do domu, to przemycał do jednostki opaski fluoroscencyjne i korektory. Muszki i szczerbinki malowaliśmy więc korektorem, a na to kładliśmy płyn z opaski, dzięki czemu w ciemności można było zauważyć, czy szczerbinka zgrywa się z muszką. 

Fot. Unpslash

Uczucia 

W ciągu pierwszego miesiąca pobytu w wojsku bardzo tęskniłem za domem. Nie mogłem wtedy wcale opuścić jednostki, nawet wyjść poza jej teren. Nie przysługiwały mi jeszcze żadne przepustki, bo nie miałem przysięgi. Później z kolei, kiedy wyjeżdżałem na weekendy, to musiałem być w jednostce już w poniedziałek o 5 rano. 

Żołnierze muszą być naprawdę bardzo odporni psychicznie. Jeśli ktoś jest słabszy – inni od razu to zauważają i robią sobie z niego pośmiewisko. Nie tylko koledzy z plutonu, lecz także dowódcy. Często miały miejsce spory między chłopakami. Zdarzały się sytuacje, że chłopacy się pobili. Nie ma co ukrywać – jeśli komuś bardzo się podpadło, to robili z niego pośmiewisko. 

Z kolei, kiedy ktoś był niezdyscyplinowany podczas wykonywania zadań zleconych przez dowódców, to wychodził na środek, a reszta żołnierzy musiała robić pompki. Nauczyło nas to, że w wojsku jesteśmy odpowiedzialni za wszystkich, nie tylko dla siebie. 

Oko za oko 

Pamiętam, jak kiedyś jeden z kolegów dostał paczkę od mamy. Wysłała mu jakieś tabletki, batoniki i czekoladę. Kolega wiedział, co znajdowało się w środku. Kiedy jednak przyszedł odebrać karton, nie było w nim nic. Nawet tych tabletek mu nie zostawili! 

Fot. PAP/Tomasz Gzell

Duchy i fryzjer 

Do pokoju trafiłem z chłopakami mniej więcej w moim wieku. Większość z nich była właśnie tymi, o których opowiadałem wcześniej – gnębili tych słabszych lub po prostu młodszych. Bo różnorodność wiekowa w jednostce była naprawdę duża. 

Pamiętam, że był ze mną w pokoju też taki dziwny chłopak. O 2 w nocy wywoływał duchy, nie mył się, ciągle opowiadał o swastykach. Nie prał swoich ubrań. Kiedyś więc, gdy pojechał na przepustkę, wyrzuciliśmy mu wszystkie ciuchy do kosza. Nie zostało mu nic, nawet ręcznik. No ale jak mieliśmy inaczej sobie z tym poradzić? 

Co ciekawe, jako jedyny wziąłem ze sobą do jednostki maszynkę do golenia i obcinałem chłopakom włosy. Trochę udało mi się na tym zarobić, bo w wojsku trzeba mieć włosy jak najkrótsze. 

A jak już mowa o zarabianiu, to podczas pobytu w wojsku dostawałem od rządu 900 zł. Niby niezbyt dużo, ale jeśli jest się prawie cały czas w zamknięciu, to można nawet sobie zaoszczędzić. 

Uzależniony 

Pochodzę z województwa wielkopolskiego. Na służbę przygotowawczą zostałem skierowany do zachodniopomorskiego. To nie była jednak jednostka, w której chciałem się znaleźć. Składałem papiery też do 31 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu. Teraz będę składał je jeszcze raz. Mam nadzieję, że uda mi się tam zostać już na dłużej i być żołnierzem zawodowym. Tak, w wojsku jest trudno, ale ono uzależnia. 

Zobacz także
Wasze komentarze