Fot. pixabay

Czekolada łagodzi obyczaje! Już od 4000 lat 

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Przeszła pewną ewolucję, ale nigdy nie miała kryzysów popularności. Gorzka, mleczna, z orzechami, nadziewana, z chili… ale jak to się stało, że w ogóle powstała? 

Filmowa, czekoladowa uczta 

Mówią, że to jeden z najbardziej antykatolickich filmów XX w. W rankingach zmieścił się w pierwszej dziesiątce. Wszechobecny liberalizm, rozluźnienie obyczajów, jednoznaczne zachowania władz świeckich i kościelnych zainteresowały już niejednego recenzenta. A gdyby tak spróbować przymknąć oko na takie przesłanie i sprawić, by tło relacji przedstawionych w filmie stało się jego głównym tematem? O czym wtedy byłaby „Czekolada”? 

W drugiej połowie XX w. do małego francuskiego miasteczka przyjechała matka z córką. Od lat szukały swojego miejsca na świecie. Czy w końcu ich wędrówka miała dobiec końca? Kobieta postanawia otworzyć sklep z przygotowywanymi osobiście wyrobami czekoladowymi. Mimo początkowej niechęci mieszkańców udaje jej się wynająć lokal i po niedługim czasie każdy chętny mógł spróbować słodkich cudowności. A było w czym wybierać. Niezwykły smak słodkości szybko przypada do gustu mieszkańcom, tym bardziej że właścicielka doskonale wie, komu podać jaki rodzaj czekolady. Do sklepu przychodzi coraz więcej chętnych… Ale tym, co przyciąga, jest nie tylko wspaniały smak czekolady przygotowywanej według starożytnych receptur, ale też atmosfera panująca w lokalu. Spotkania z właścicielką, krótkie rozmowy, a przede wszystkim oferowane przez nią produkty czynią cuda. Ludzie stają się dla siebie milsi, zaczynają się uśmiechać, choć nadal niektórzy wolą przebywać w towarzystwie czekoladowych wyrobów niż we własnym domu. Więcej: wielu oglądających film chciałoby choć na chwilę znaleźć się na miejscu bohaterów. Skosztować słodkości, zamoczyć usta w czekoladowym płynie, powąchać choćby… Taką siłę ma w sobie czekolada. 

Fot. pixabay

Grzechu warta 

„Czekolada łagodzi obyczaje”. Ma wpływ na nasze zachowanie i procesy zachodzące w mózgu. Odruchowo sięgamy po czekoladę, kiedy jesteśmy w złym nastroju – jej spożycie poprawia samopoczucie za sprawą tryptofanu: związku chemicznego odpowiedzialnego za podnoszenie poziomu serotoniny. Badania pokazują, że czasem sam zapach czekolady wywołuje poczucie szczęścia. Co więcej, czekolada wspomaga produkcję dopaminy – neuroprzekaźnika, który odpowiada za dobry nastrój oraz prowokuje produkcję fenyloetyloaminy – związku, który wydzielany jest także wtedy, gdy jesteśmy zakochani. 

Starożytne początki 

A wszystko zaczęło się cztery tysiące lat temu na terytorium obecnego Meksyku. To tam odkryto pierwsze krzewy kakaowca. Jako pierwsi tajniki przyrządzania czekolady poznali przedstawiciele jednej z najstarszych cywilizacji Ameryki. Ów cudowny napój pili podczas ceremonii lub stosowali w charakterze lekarstwa. W późniejszych wiekach czekoladą zachwycali się Majowie, którzy uważali ją za napój bogów. Do wytwarzania tego świętego naparu używali prażonych i ucieranych ziaren kakaowych zmieszanych z papryczką chili, wodą i skrobią kukurydzianą. Otrzymaną miksturę przelewali z naczynia do naczynia, uzyskując w efekcie gęsty, pokryty pianką napój. Angielskie słowo „chocolate” pochodzi za to od języka Azteków i słowa „Xocolatl”, które z kolei znaczyło… gorzka woda.  

Mijały kolejne lata i wieki. Legenda głosi, że w 1528 r. hiszpański konkwistador Hernan Cortés przywiózł czekoladę do swojej ojczyzny. Podczas sławnych wypraw poszukiwał złota i bogactw, ale zamiast nich miał zostać obdarowany przez azteckiego władcę kubkiem cennego kakao. Ziarna kakaowe przywiózł do Hiszpanii. Chociaż czekolada nadal podawana była w formie napoju, jej hiszpańską wersję wzbogacono cukrem i miodem, aby złagodzić naturalnie gorzki smak. Hiszpanom bardzo długo udawało się utrzymać tę słodką przyjemność w tajemnicy. Dopiero po prawie stu latach dotarła do Francji, a potem i reszty Europy. W 1615 r. król Francji Ludwik XIII poślubił córkę króla Hiszpanii Filipa III, która przywiozła próbki czekolady na dwór francuski, aby uczcić to wydarzenie. Podobno wielkim miłośnikiem czekolady był Napoleon, który zjadał odrobinkę, ilekroć potrzebował zastrzyku energii. Wkrótce czekolada trafiła do Wielkiej Brytanii, a z czasem w Europie zaczęto zakładać własne plantacje kakao. Czekolada biła rekordy popularności wśród europejskiej arystokracji, spożywano ją również w celach zdrowotnych. 

Przez te wszystkie lata czekolada była wytwarzana ręcznie. Jak mozolny to był proces, można sobie uświadomić wiedząc, iż do wyprodukowania jednego jej kilograma potrzeba 800 ziaren. Wszystko miało się zmienić wraz z nastaniem rewolucji przemysłowej, kiedy to w 1828 r. wynaleziono prasę czekoladową. Dzisiejsze fabryki czekolady wykorzystują oczywiście osiągnięcia techniki, ale coraz częściej powstają tzw. manufaktury czekolady, gdzie pasjonaci przygotują słodkości własnymi rękami, zazwyczaj przed oczami (i nosami) potencjalnych klientów. Chętni mogą poczuć się jak w tej czekoladziarni, którą w małej francuskiej wiosce otworzyła pewna kobieta z córką. 

Fot. pixabay

Pierwsza tabliczka 

A na koniec kilka faktów, które każdy wielbiciel czekolady powinien znać. 

  • Pierwsza tabliczka czekolady zrobiona została w Anglii w 1842 r. 
  • Pierwsza mleczna czekolada powstała blisko pół wieku później.  
  • Popularna „biała czekolada” tak naprawdę z prawdziwą nie ma nic wspólnego oprócz kształtu.  
  • Czekoladowe M&Ms, które „rozpuszczają się w ustach, a nie w dłoni” wyprodukowano w 1941 r. z myślą o żołnierzach, by mogli je przechowywać i jeść dla poprawy nastroju nieroztopioną czekoladę. 
  • Największa tabliczka zrobiona została w 2011 r. w Wielkiej Brytanii i ważyła 5792 i pół kilograma. 
  • Według badań z 2013 r. sam zapach czekolady sprzyja kupowaniu… książek. Rozpylony w sklepie zwiększa sprzedaż książek kulinarnych i powieści romantycznych o 40%, a innych książek o 20%.  

Nie pozostaje nic innego, jak, tylko spróbować czy to prawda… 

 

 

Zobacz także
Wasze komentarze