Fotografia z Auschwitz 

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Niedawno obchodziliśmy 72. rocznicę wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Dyskusja o pamięci jednak nie ustaje. Mimo że od zakończenia II wojny światowej minęło już kilkadziesiąt lat, wciąż możemy odkrywać nowe, nieznane dotąd mikrohistorie.  

Jednym z przykładów jest wciąż tocząca się medialna dyskusja na temat niemieckich obozów zagłady. Światową premierę miał również niedawno film „Kłamstwo” (Denial), o procesie sądowym pomiędzy prof. Deborah Lipstadt a historykiem Davidem Irvingiem. Film inspirowany jest prawdziwą historią, która stara się odpowiedzieć na pytanie o miejsce prawdy i pamięci w kontekście wydarzenia, jakim był Holocaust.  

Portret Czesławy 

Ostatnio w mediach społecznościowych zrobiło się głośno na temat pewnego zdjęcia. Jest to portret pewnej czternastoletniej dziewczynki, która – podobnie jak ponad milion innych ludzi – została więźniem obozu koncentracyjnego. Ta historia jest wyjątkowa ze względu na wspomnienie Wilhelma Brasse, polskiego fotografa, któremu rozkazano fotografować między innymi nowoprzybyłych więźniów. Spośród kilkudziesięciu tysięcy portretów, które wykonał, ten zapamiętał najbardziej. Jak sam wspomina: 

To zdjęcie szczególnie pamiętam dlatego, że ona wyglądała tak młodziutko. Tak rozbrajająco ubrana w tę chustę jako dziewczyna, jako więzień (…) wywoływane były poszczególne numery w języku niemieckim i ta dziewczyna nie wiedziała, o co chodzi [nie rozumiała niemieckiego]. Ta esesmanka pejczem biła ją w twarz. 

Wilhelm Brasse nie mógł nic zrobić. Był takim samym więźniem wykonującym jedynie przydzielone mu zadanie. Dziewczynka, o której opowiada fotograf, to Czesława Kwoka, młoda katoliczka aresztowana na Zamojszczyźnie. Do obozu trafiła razem ze swoją matką. Zmarła niecały rok po przybyciu do Oświęcimia, miesiąc po śmierci swojej mamy.  

Zawód: fotograf  

Wilhelm robił każdemu trzy zdjęcia: w nakryciu głowy, na wprost i z profilu. W ciągu całej pracy w obozie zrobił ich około 50 tysięcy. Zdarzało się, że robił je całą noc i dłużej, ponieważ nad ranem przyjeżdżały kolejne transporty. Prócz portretów więźniów był wykorzystywany przez Niemców do robienia wielu dokumentacji: od codziennych czynności w obozie do prywatnych spotkań nazistów. Przed wyzwoleniem obozu złamał rozkaz i nie zniszczył zdjęć, dzięki czemu w procesie można było ich użyć jako dowodów. Po wojnie zaproponowano mu zmianę obywatelstwa na amerykańskie, Brasse jednak odmówił i wrócił do miejsca, w którym się urodził: do Żywca.  

Chciał powrócić do swojego zawodu, do fotografowania. Jednak okazywało się, że za każdym razem, gdy patrzy przez obiektyw, nie może pozbyć się koszmaru sprzed oczu. Nigdy więcej już nie wziął aparatu do ręki. Został rzemieślnikiem. Nikomu też przez 60 lat nie opowiadał o tym, co go spotkało. Dopiero po jakimś czasie, gdy zainteresowali się nim dokumentaliści, opowiedział swoją historię.  

Fotografia z Auschwitz 
6 (100%) 6 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze