Matka Boża Częstochowska

Flickr/Erick Opena

Matka Boża Częstochowska przywróciła życie 3 osobom

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Matka Boża z Jasnej Góry przyzwyczaiła nas do tego, że można się spodziewać cudownych uzdrowień za Jej wstawiennictwem. Ale niewielu wie, że kilka razy miały też miejsce wskrzeszenia. Jak podają kroniki, zupełnie niesamowite wydarzenie miało miejsce w 1540 roku… 

Sanktuarium na Jasnej Górze jest najstarszym polskim sanktuarium. Mało tego – jest starsze nawet niż Fatima, Lourdes czy nawet Guadalupe.  Nie jest do końca znana historia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, który słynie cudami. Legenda głosi, że miał go namalować na desce stołu z wieczernika św. Łukasz, ewangelista. Wiadomo jedynie, że książę Władysław Opolczyk sprowadził go do kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP, 26 sierpnia 1382 roku. Tego dnia podpisał też akt erekcyjny pod nowy klasztor i kościół na Jasnej Górze. Książę Władysław sprowadził na Jasną Górę ojców paulinów, by opiekowali się sanktuarium. 

To właśnie paulini zaczęli spisywać opowieści o cudach, które działy się za wstawiennictwem Matki Bożej Częstochowskiej. Są przechowywane do dziś w jasnogórskim archiwum. Właśnie tam możemy znaleźć historię, która wydarzyła więc w 1540 roku, kiedy to za sprawą Matki Bożej zostały wskrzeszone z martwych 3 osoby. 

>>Czy tylko Jezus wskrzeszał z martwych?

Tragedia w Lublińcu 

W Lublińcu, miasteczku oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów od Częstochowy, razem z żoną i dwoma synami mieszkał rzeźnik, Marcin Lanio. Któregoś dnia pojechał do miasta na zakupy, a jego żona Małgorzata została z dziećmi w domu. Krzątała się w gospodarstwie, dzieci się bawiły. Chciała upiec chleb, więc poszła do sąsiadki, aby pożyczyć trochę zakwasu.  

Czteroletni Piotruś, który przyglądał się czasami pracy ojca, postanowił pobawić się w rzeźnię. Uznał, że może poćwiczyć na Kaziu, swoim dwuletnim braciszku, który spał w kołysce. Piotruś wziął więc nóż i poderznął gardło braciszkowi. Gdy buchnęła krew malec uświadomił sobie, że zrobił coś złego. Przerażony schował się w wielkim chlebowym piecu. 

Małgorzata wróciła od sąsiadki i nie podejrzewając niczego złego zarobiła ciasto na chleb i podpaliła polana w piecu, żeby się porządnie rozgrzał. Gdy Piotruś, który nadal siedział w piecu, zrozumiał, że zaraz zrobi się tam naprawdę gorąco zaczął krzyczeć. Matce krew zastygła w żyłach kiedy uświadomiła sobie skąd dochodzi ten krzyk. Kiedy kobiecie udało się wydobyć syna z pieca, ten już zdążył udusić się dymem i Małgorzata trzymała w rękach martwe ciało swojego Piotrusia. Wtedy matka uświadomiła sobie, że nie słyszy drugiego syna, Kazia, którego powinny obudzić te krzyki. Wtedy jej oczy spoczęły na kołysce. Kazio leżał zalany krwią. 

Kobieta doznała szoku. Zaczęła walić głową o ścianę, wyrywała sobie włosy. Wyła jak dzikie zwierzę. Na taką scenę wrócił Marcin. Myśląc, że to Małgorzata zabiła ich dzieci, nie zastanawiając się wiele wziął siekierę i zadał cios żonie w głowę. Zmiażdżył jej czaszkę. Po chwili jednak uświadomił sobie, co mogło się wydarzyć. W tym czasie zbiegli się sąsiedzi i próbowali mu doradzać. Marcin poczuł natchnienie w sercu, by zabrać całą swoją martwą rodzinę i wyruszyć do Częstochowy, do Matki Bożej, do której zawsze miał duże nabożeństwo. Jak pomyślał, tak zrobił.

Matka Boża Częstochowska

Flickr/Erick Opena

Matka Boża interweniuje 

Marcin ułożył ciała na wozie. Cały czas milczał. Uczynił znak krzyża i wyruszył na Jasną Górę. Sąsiedzi myśleli, że oszalał. Jedni milczeli, inni płakali. I tak w milczeniu, z determinacją, rzeźnik jechał na Jasną Górę. Niecodzienny widok przyciągał na drogę gapiów. 

Kiedy dotarł do Częstochowy kilku życzliwych ludzi błyskawicznie zbiło z desek 3 trumny i ciała zostały wniesione do kaplicy. Marcin nie wszedł do środka. Być może poczucie winy mu na to nie pozwalało. Leżał krzyżem przed wejściem do kościoła i błagał wchodzących, by modlili się za jego rodzinę. W tym czasie błogosławiony ksiądz Stanisław Oporowski prowadził nieszpory w sanktuarium, przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Dołączył do intencji modlitewnej wołanie zdruzgotanego Marcina. Kiedy wszyscy zebrani zaśpiewali Magnificat kaplicę wypełniła jakaś nadprzyrodzona moc. A przy słowach „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest imię Jego” zebrani doznali szoku. Trzy martwe ciała odzyskały życie i zaczęły się ruszać. Na kilka chwil zapadła grobowa cisza. A kiedy do świadomości ludzi dotarło, że są świadkami niesamowitego cudu wybuchła w kościele ogromna radość i zaczęto dziękować Matce Bożej. 

Wiadomość o tym wydarzeniu rozbiegła się szeroko, tak, że dotarła też do cesarza niemieckiego. Ten nakazał zrobić kopię wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej i umieścić go w katedrze wiedeńskiej. A wraz z tym więcej kopii pojawiło się na ołtarzykach w domach i więcej ludzi, już nie tylko w Polsce, zaczęło mieć nabożeństwo do Matki Bożej Częstochowskiej.  

 >>Jasna Góra uzdrawia. Nie tylko z chorób

*** 

Historia pochodzi z książki: „Wskrzeszeni. Udokumentowane historie czterystu przywróceń do życia”, Wydawnictwo Esprit. 

 

 

 

Zobacz także
Wasze komentarze