fot. Youtube/HBO Max
Serial, który zachwyca realizmem [RECENZJA]
Świat poznał „The Pitt” w zeszłym roku, więc to wciąż stosunkowo młody serial. Pokusze się jednak o tezę, że już teraz można go zaliczyć do najważniejszych seriali medycznych. A myślę, ze ma przed sobą jeszcze wiele lat emisji.
O serialu „The Pitt” pisałem już w zeszłym roku. Wtedy na HBO Max pojawiła się premierowa odsłona tej produkcji. Byłem nią, nie będę tego ukrywał, zachwycony i moja recenzja pełna była superlatyw. Jak się okazało – nie tylko mi spodobał się ten serial. Od zeszłej wiosny pierwszy sezon „The Pitt” otrzymał wiele prestiżowych nagród. W tym te najważniejsze dla seriali – twórcy zdobyli Emmy i Złoty Glob dla najlepszego serialu dramatycznego. Nagrody te za swoją rolę otrzymał też Noah Wyle, główna gwiazda medycznej produkcji. Nagród i nominacji do różnych nagród pierwszy sezon „The Pitt” zdobył zresztą znacznie więcej. Twórcy postawili sobie wysoko poprzeczkę. Czy w drugim sezonie udało im się utrzymać genialny poziom, do którego przyzwyczaili widzów w sezonie pierwszym?

Ostry dyżur podczas Święta Niepodległości
Na razie za nami sześć z piętnastu odcinków drugiego sezonu. I trzeba przyznać, że wciąż jest bardzo dobrze, momentami nawet świetnie. Poziom sezonu pierwszego zdecydowanie udało się utrzymać. Twórcy udowadniają, że ich produkcja nie zostanie bohaterem jednego sezonu, tylko przez wiele lat będzie w czołówce najchętniej oglądanych seriali. Zresztą, warto podkreślić, że plany co do serialu są ambitne. W odróżnieniu od wielu innych hitowych produkcji, twórcy „The Pitt” chcą wypuszczać kolejne serie co rok, nie chcą robić większych przerw. I długość sezonów – aż 15 odcinków – też odbiega od obecnych standardów. W pierwszym sezonie śledziliśmy jeden dzień z życia oddziału ratunkowego szpitala w Pittsburghu. Byliśmy z lekarzami, pielęgniarkami i pacjentami przez cały dzień – od 7.00 do 22. 12-godzinna zmiana została w pewnym momencie wydłużona z powodu strzelaniny. Drugi sezon przenosi nas o 10 miesięcy do przodu. Jest 4 lipca, Święto Niepodległości w USA. Akcja znów zamyka się podczas jednej zmiany. Zaczęliśmy więc o 7.00 i przechodzimy teraz wraz z medykami przez kolejne godziny. Sezon znów ma mieć 15 odcinków – więc spodziewamy się jakiegoś twistu. Z jakiegoś powodu zmiana lekarzy wydłuży się. Twórcy uspokajają, że drugiej strzelaniny nie będzie. Tym razem bohaterów spotka coś mniej traumatycznego. Ale jakaś niespodzianka nas czeka – ale to dopiero za kilka odcinków.

Jakbyśmy tam byli
W oczekiwaniu na zwrot akcji po prostu jesteśmy z dr. Robby’m i jego ekipą – lekarzami, stażystami, personelem pielęgniarskim. I jeszcze z dr Baran Al-Hashimi. To nowa lekarka, która ma zastępować Robby’ego podczas jego 3-miesięcznego urlopu. Na tej jednej zmianie oboje się spotykają – dla Robby’ego to ostatni dzień pracy przed długą przerwą, dla Al-Hashimi to pierwszy dzień pracy w Pittsburghu. Medycy ci mają inne podejście do pracy i wielokrotnie ścierają się ze sobą. Spór między nimi stanowi jedną z głównych osi fabularnych drugiego sezonu. Poza tym dostajemy szereg ciekawych przypadków medycznych. W „The Pitt” losy pacjentów nie zamykają się w jednym epizodzie. Skoro wszystko dzieje się jednego dnia, a każdy odcinek to jedna godzina, to logiczne jest, że nie da się pacjenta ogarnąć w godzinę. Poszczególni bohaterowie więc przewijają się w kolejnych odcinkach, pojawiają się też nowi pacjenci, jak to na ostrym dyżurze. A my z zainteresowaniem śledzimy i to, jak są diagnozowani i leczeni, i to, kim są. Bo każdy pacjent to nie tylko przypadek medyczny. Każdy z nich to też konkretna opowieść o życiu, troskach, problemach. Jak w soczewce pacjenci szpitala z Pittsburgha skupiają w sobie problemy, z którymi zmaga się współczesna Ameryka. A może nawet bardziej trzeba byłoby powiedzieć – współczesny świat. Tempo tego serialu jest wysokie, to przecież ostry dyżur, a godzinny odcinek – to kolejna godzina z życia SOR-u. Zgłębianie życia i problemów pacjentów dzieje się więc jakby przy okazji rozpatrywania kolejnych przypadków medycznych. W ten sam sposób poznajemy też medyków i personel pielęgniarski – niby wciąż są w pracy i coś robią, ale po 21 odcinkach wiemy o ich życiu już naprawdę wiele. To bardzo ciekawy zabieg, który mocno urealnia ten serial. Oglądając „The Pitt” czujemy się bowiem, jakbyśmy faktycznie byli w epicentrum wydarzeń. Jakbyśmy towarzyszyli medykom z Pittsburgha w ich walce o życie i zdrowie pacjentów. To serial fabularny, który ogląda się jak dokument – i to jest wielki atut tej produkcji. Przestajemy czuć fikcję – tu wszystko jest tak bardzo realne. Zresztą, widać to nawet poprzez ujęcia ciał pacjentów – rany i inne dolegliwości wyglądają bardzo naturalnie. Czasami wręcz naturalistycznie. Oj tak, naturalizm jest cechą tego serialu. Twórcy są bardzo odważni. Nie oszczędzają widzów i pokazują nawet bardzo obrzydliwe rzeczy (lepiej nie jeść w czasie oglądania). Nie upiększają rzeczywistości, jak to ma miejsce w innych produkcjach medycznych. Przecież rzeczywistość ostrego dyżuru nie jest piękna, czysta, higieniczna. Medycy zmagają się tam z bardzo skomplikowanymi przypadkami, bywa brudno, niebezpiecznie. I właśnie taką rzeczywistość pokazuje nam „The Pitt”. Realizm i próba faktycznego odwzorowania codzienności oddziału ratunkowego – to naprawdę zachwyca. Patrzymy na ten serial jak zahipnotyzowani, nawet kiedy na oddziale robi się bardzo nieprzyjemnie.

Jakby wszystko nagrali za jednym ujęciem
Będę pewnie jeszcze wielokrotnie zachwycał się „The Pitt”. Ten serial naprawdę nie ma słabych stron. W tej produkcji nawet pewne „braki” budują jej siłę. A czego brakuje? Ścieżki dźwiękowej. „The Pitt” nie ma muzyki. Jedyną „ścieżką dźwiękową” są dialogi między bohaterami, zgiełk ostrego dyżuru i dźwięki aparatury medycznej. I bardzo dobrze – bo dzięki tej „ciszy” serial ten przemawia do nas jeszcze mocniej. I staje się jeszcze bardziej realistyczny. To produkcja dopracowana w szczegółach. Zachwyca choćby gra aktorska. Wszystko rozgrywa się jednego dnia, więc aktorzy muszą mocno trzymać się tego, jak ten dzień przeżywają ich bohaterowie. Nastrój ich bohaterów nie może się nagle zmienić. Trzeba być więc bardzo uważnym, by wciąż grać podobnie. Widzowie wyczuliby, gdyby coś w grze aktorskiej nagle się zmieniło. Tymczasem, oglądając kolejne odcinki „The Pitt”, ma się wrażenie, jakby aktorzy wszystkie nagrali jednego dnia i bez żadnego cięcia. Na pewno dużo pracy wkładają w to też charakteryzatorzy czy kostiumografowie. To serial z bardzo liczną obsadą główną (medycy i personel pielęgniarski) i drugoplanową (pacjenci). I cała ekipa aktorska zasługuje na słowa uznania. Ale trzeba też powiedzieć wprost, że błyszczy tu Noah Wyle, pod którego skrojono ten serial. Jego dr Robby trzyma w ryzach cały oddział, genialnie balansując między szorstkością i empatią. A drugą wybitną kreacją jest wspomniana Al-Hashimi, postać wprowadzona w drugim sezonie, w którą wciela się Sepideh Moafi. Bohaterowie Moafi i Wyle’a świetnie się dopełniają, prowadząc między sobą specyficzną rozgrywkę. Ta pewnie jeszcze nabierze rumieńców – dzięki wątkowi związanemu ze sztuczną inteligencją. Ogromną propagatorką używania AI w szpitalu jest Al-Hashimi, Robby nie jest tak entuzjastycznie nastawiony do technicznych nowinek. Nie wymieniam nazwisk pozostałych aktorów, ale przyznam, że odgrywani przez nich bohaterowie naprawdę dają się lubić, a ich losy nas wciągają. I są bardzo różni, jak to w życiu bywa. Jeszcze przed nami dziewięć odcinków drugiego sezonu „The Pitt”. Już wiadomo, że nie ostatniego – trzeci sezon już został zamówiony. Jestem pewien, że czekają nas fascynujące i zaskakujące odcinki. Z odrobiną wzruszenia i szczyptą humoru – jak pokazały już te dotychczasowe epizody drugiej odsłony medycznego hitu. Kolejne odcinki „The Pitt” na platformie HBO Max pojawiają się w każdy piątek.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Natura i sztuka mają działanie terapeutyczne, czyli o seansie „Hamneta” [RECENZJA]
Przytul się do swojego krzyża [RECENZJA]
Rewolucjonista w szlafroku [RECENZJA]






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny