fot. pexels

Te książki zostały w naszych sercach. Powróćmy do dzieciństwa

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Każdy z nas ma taką książkę, do której z sentymentem wraca. Ja lubię czasem wracać do pewnej historii o niegrzecznych wiewiórkach. A co Ty najbardziej lubiłeś czytać w dzieciństwie? 

Moja mama wspomina „Pyzę na polskich dróżkach”. Mój tata „Lassie, wróć!, a mój chłopak „Dzieci z BullerbynTo książki z dzieciństwa, które najbardziej zapadły im w pamięć. A mi z kolei kilka tych wydanych w latach dziewięćdziesiątych i na początku nowego tysiąclecia. 

Książki mojego dzieciństwa  

Pamiętam ten moment doskonale. Miałam sześć lat. Leżałam już w łóżku i wzięłam do ręki książkę pt. „Mój brat niedźwiedź”. Książkę, którą mama czytała mi już wiele razy, ale tego dnia zrobiłam to pierwszy raz sama. Była to jedna z tych książek, która wywarła duży wpływ na moje życie. 

fot. pexels

Kolejna to z pewnością krótka opowieść pt. „Wiewiórki” wydana w  serii „Moi przyjaciele”. Dziś nie pamiętam dokładnie jej treści, ale kojarzę główny motyw. Chodziło w niej o to, że wiewiórki siedziały na drzewie i rzucały w przechodniów żołędziami. Ach! Ileż ja się na nie nadenerwowałam mając te kilka lat…  

„Był piękny majowy dzień. Puchatek wybrał się na spacer”. To słowa z jednej z książek o przygodach Kubusia Puchatka. Pamiętam, że mama czytała ją mi i mojemu bratu tak często, że nauczyłam się jej wtedy na pamięć. Do dzisiaj niestety pamiętam już tylko ten początek. 

Świat mnie zachwyca 

Ostatnio miałam okazję przeczytać książkę pt. „Lukrecja” Anny Goscinny – córki autora słynnego „Mikołajka”. I już po skończeniu pierwszego rozdziału czułam, że to książka, którą przeczytam z przyjemnością. 

fot. pixabay

Tytułowa Lukrecja to uczennica szóstej klasy. Na pierwszych stronach książki opowiada o swojej rodzinie. Czytałam o jej familii z ogromnym uśmiechem na twarzy. Rozbawiły mnie chociażby słowa mamy dziewczynki, która nie chciała zgodzić się na kupno psa: „Dwoje dzieci, matka, teściowie i twój ojciec: mam już dość powodów do zmartwień”. Jak można się domyślić, całość powieści utrzymana jest w podobnym klimacie. 

Każda z przygód Lulu jest nie tylko zabawna, lecz także pouczająca. Przypomina o tym,  że śmiech jest najlepszym lekiem na smutki. Jako czytelnicy towarzyszymy bowiem Lukrecji w najróżniejszych sytuacjach – od lekcji w szkole, aż po imprezę dla przyjaciół, na którą niespodziewanie przychodzi… jej babcia mająca kłopoty z pamięcią. 

Jak przyznaje sama bohaterka, zachwyca ją świat. Zachwycać będzie też rzesze czytelników przez wiele lat z pewnością sama Lukrecja. Jest to książka, którą może przeczytać każdy – zarówno młodszy, jak i starszy czytelnik. Ci kilkuletni z pewnością potraktują tę zabawną szóstoklasistkę niczym przyjaciółkę, która opowiada im swoją historię. Ci starsi z kolei z przyjemnością powrócą do lat, w których zaczytywali się w przygodach Mikołajkach. Obie powieści są bowiem utrzymane w podobnej konwencji.  

Dawno nie czytałam tak zabawnej i lekko napisanej książki. Myślę, że wpisze się ona do kanonu tych, z których nigdy się nie wyrasta. 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak Emotikon. 

Zobacz także
Wasze komentarze