Fot. oblaci.pl

Przychodzili do tawerny, żeby słuchać jego audycji radiowych. Fenomen o. Victora Lelièvre’a OMI

Jak informuje portal oblaci.pl, wczoraj wspominana była rocznica jego śmierci. Urodził się 1876 roku w ubogiej i bardzo pobożnej rodzinie rzemieślniczej.

Czworo rodzeństwa zmarło przy porodzie. Victor, który również nie cieszył się zbyt dobrym zdrowiem, był oczkiem w głowie rodziców. Matka zaszczepiła w nim nabożeństwo do różańca i drogi krzyżowej. Sam później przyzna, że nauczył się modlić dzięki pobożności matki. Ulubioną zabawą małego Victora było organizowanie procesji z dziećmi sąsiadów. 6 czerwca 1886 roku ma 10 lat. Jest w podobnym wieku, co św. Jan Bosko, który doświadczył pierwszej wizji Jezusa i Maryi we śnie, w podobnym wieku, co św. Maksymilian Maria Kolbe, który zobaczył dwie korony: czystości i męczeństwa. 6 czerwca Victor przyjmuje pierwszą komunię świętą i słyszy głos Jezusa: „Przyjdź i pójdź za Mną”. Dziecko dzieli się tym doświadczeniem z matką, ale ona nie zwraca na to uwagi. Od tego dnia charakter chłopca radykalnie się zmienił – stał się wycofany, spokojny i refleksyjny.

oblaci.pl

W 1896 roku wstępuje do nowicjatu Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Święcenia prezbiteratu przyjmuje 24 czerwca 1902 roku w święto Jana Chrzciciela – patrona francuskojęzycznych Kanadyjczyków. Śluby wieczyste składa we wspomnienie św. Anny 26 lipca 1902 roku. Święta Anna jest patronką prowincji Quebec, do której młody oblat niebawem trafi.

W dniu Mszy prymicyjnej w rodzinnym Vitré ojciec Victora da mu jedną radę: „Mów tak, aby świat biednych ciebie zrozumiał”. Od tego momentu młody oblat nigdy nie będzie przywiązywał większej uwagi do błędów gramatycznych, które mu się przydarzały. Powtarzał, że Ewangelia jest najważniejsza: „Ewangelia jest głównym kluczem dobrego Pana, jest kluczem, który otwiera serca„.

Godziny Święte dla tysięcy robotników

W 1903 roku młody ojciec Lelièvre trafia do Kanady. Ma dołączyć do dziesięcioosobowej wspólnoty oblackiej, odpowiedzialnej za parafię Najświętszego Zbawiciela w Quebecu. Tworzy ją ponad 13 000 wiernych, głównie robotników z pobliskich fabryk obuwia.

Dwa lata później zwraca się do 50 kobiet z parafii, prosząc, aby w pierwszy piątek miesiąca przyprowadziły na godzinną adorację Najświętszego Sakramentu przynajmniej po 10 osób. Marzył o pół tysięcznej „straży honorowej” Najświętszego Serca Pana Jezusa. Miesiąc później na Godzinę Świętą przyszło 1 826 osób. Liczba adorujących Najświętszy Sakrament będzie systematycznie wzrastać.

>>> „Stały w swoich postanowieniach, oburzam się na przeszkody” – tak o sobie mówił św. de Mazenod

Nie można uprawiać pobożności prywatnej bez Mszy świętej

25 czerwca 1903 roku ojciec Lelièvre udaje się z ostatnią posługą do umierającego. Mężczyzna wybitnie nie wylewał za kołnierz.

Znajduję mojego biedaka leżącego nie na swoim łóżku, ale na materacu, na środku pokoju. Po kilku wezwaniach zapraszam matkę i płaczące dzieci, aby odpoczęły, a potem podaję umierającemu krucyfiks do pocałunku. Otwiera szeroko oczy i odpowiada na moje pozdrowienie:

– Ty jesteś ojcem od Najświętszego Serca? Wiesz, piję bez umiaru, ale jestem czcicielem Najświętszego Serca.

– Naprawdę? A jednak powiedziano mi, że nie chodzisz na Mszę świętą.

– To prawda, ale nie mogę, ojcze. Sprzedałem moje niedzielne ubranie za alkohol. Nadal mam moje ubranie robocze, kombinezon. Odkąd wprowadziłeś nabożeństwo do Serca Jezusa, jestem tam w każdy pierwszy piątek. Staję z tyłu, niedaleko kropielnicy. Wstyd mi w kombinezonie iść do przodu.

Młody misjonarz powraca do klasztoru i po rozmowie z proboszczem zostaje zorganizowana dodatkowa Msza święta dla robotników w ubraniach roboczych. Ojciec Lelièvre wpada do pobliskiej fabryki i nie zważając na protestanckie kierownictwo, zatrzymuje linię produkcyjną. W swoim stylu nakłania mężczyzn, aby zaraz po skończeniu pracy udali się do kościoła na Godzinę Świętą. Tego wieczora świątynia była pełna po brzegi. Styl kaznodziejski ojca Victora okazał się sukcesem. Nie krytykował, nie krzyczał: „Moje kazanie, to była tylko rozmowa, inaczej wyszliby za drzwi„.

Choć inicjatywa ojca Lelièvre – Mszy świętych dla robotników, spotkała się z kpinami wyższych warstw społecznych Quebecu, okazało się, że robotnicy masowo zaczęli prosić o spowiedzi. Uprzedzając nieco fakty, warto zaznaczyć, że w 1951 roku w ciągu jednego wieczora po spowiedzi do komunii przystąpiło przeszło 50 tysięcy osób. Pewien ksiądz z Quebecu wspomina:

Żaden ksiądz nie zmusił nas do pracy jak ojciec Lelièvre. Spowiadaliśmy całe popołudnia lub wieczory w naszych parafiach. Radio wszędzie ogłaszało godziny święte i spowiedzi, a my musieliśmy iść… W parku jeszcze tego samego wieczoru były dyżury: czekała tam na nas setka konfesjonałów, w razie potrzeby dostawiano kolejne niedaleko ołtarzy. Widziałem arcybiskupa Roya, siedzącego skromnie w konfesjonale na placu zabaw – jak najbardziej pokorny wikary czekał na swoją godzinę Mszy przy ołtarzu. Tak się złożyło, że na sto konfesjonałów stała kolejka na dwadzieścia cztery godziny!

Kult Serca Jezusowego

Wielkim sprzymierzeńcem ojca Victora okazał się kardynał Bégin. Wraz z oblatem 24 czerwca 1908 roku poprowadził uroczystość wzniesienia pierwszego w prowincji pomnika Najświętszego Serca Pana Jezusa. W przeciągu kilku lat powstały setki podobnych: w parafiach, fabrykach, na placach. Ojciec Lelièvre nie wyobrażał sobie praktykowania wiary tylko prywatnie, czy nawet ograniczania jej jedynie do obszaru kościoła. Naciskał na świadectwo w przestrzeni publicznej.

Oblat zaczyna organizować procesje w święto Najświętszego Serca Pana Jezusa. Poprzedzają je misje parafialne, rekolekcje i tridua. Wkrótce rodzi się praktyka dekorowania domów na trasie. W 1917 roku uczestniczy w niej 20 000 osób. W 1920 roku, gdy procesja przebiega obok parlamentu prowincji Quebec, uczestniczy w niej cały rząd.

>>> Skąd wziął się kult Serca Jezusowego?

Gaudiose Hébert – założyciel Konfederacji katolickich pracowników Kanady – podkreślał, że dzieło ojca Lelièvre było o wiele bardziej skuteczne, niż późniejsze programy socjalne, m.in. przeciwdziałania przemocy domowej:

Praca zapoczątkowana w Saint-Sauveur przez ojca Lelièvre’a przyniosła nam ogromne dobro. Godzina uwielbienia w pierwszy piątek była dla klasy robotniczej pokojowym spotkaniem, podczas którego szliśmy szukać prawdy w miłości i pokoju, w sprawiedliwości. Najświętsze Serce zlitowało się nad tłumem. Zebrał razem robotników i dyrektorów. Ugasił nienawiść i uleczył wiele ran. Odkąd Najświętsze Serce zostało ukazane, wywyższone, głoszone w Ewangelii i Eucharystii, pojawił się nowy duch w naszej klasie robotniczej.

Jednocześnie wokół oblata gromadzi się mniejsza grupa ścisłych współpracowników. To mężczyźni, którzy pomagają mu w organizowaniu pierwszopiątkowych czuwań. Oni sami szukają czegoś więcej. Wielu z nich zaczyna korzystać z kierownictwa duchowego. Na ich prośbę, 28 grudnia 1918 roku, ojciec Lelièvre zakłada Komitet Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jego istnienie organizowało mężczyzn w praktycznym działaniu, ale podstawą było uporządkowanie serca i modlitwa. Oblat zaszczepiał w nich miłość do Eucharystii, nabożeństwo do Męki Pańskiej i umiłowanie różańca. Roczna formacja zwieńczona była zamkniętymi rekolekcjami, obowiązkiem prenumeraty gazety katolickiej oraz dodatkową godziną adoracji w każdy czwartek tygodnia: „Trzymajmy się godziny świętej, to podstawa naszej pracy”.

Robotnicy coraz częściej zwracają się do ojca Lelièvre z prośbą o konkretną drogę formacji. Chcą przeżywać rekolekcje zamknięte, podobnie jak członkowie Komitetu Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kilku mężczyzn wysłano początkowo do domu rekolekcyjnego prowadzonego przez jezuitów. Inicjatywa okazała się totalnym fiaskiem. Zbyt wygórowany styl kaznodziejski jezuitów okazał się niezrozumiały dla klasy robotniczej. Dodatkowym utrudnieniem był pięciodniowy rozkład rekolekcji – pozbawiał robotników i ich rodziny tygodniowej pensji.

Fot. oblaci.pl

Latem 1921 roku ojciec Lelièvre przekształca pomieszczenia przy klasztorze oblatów na Dom Jezusa Robotnika. Program rekolekcji jest dostosowany do możliwości klasy robotniczej. Dwa pełne dni podzielone na: kazania, krótkie medytacje do przeprowadzenia w samotności, wiele wspólnych modlitw, Godzina Święta z Eucharystią, procesja. W pierwszych rekolekcjach uczestniczy 114 mężczyzn, jeden z nich odkrywa powołanie do kapłaństwa.

Dziesięć lat później rodzi się konieczność budowy nowego ośrodka, przez który w ciągu 30 lat przejdzie 60 000 rekolektantów. Za życia ojca Lelièvre z rekolekcji zrodziło się przeszło 200 powołań do życia kapłańskiego i zakonnego – w tym 83 późniejszych misjonarzy oblatów.

Fenomen ojca Lelièvre

Nie mógł pochwalić się zdolnościami krasomówczymi. Zresztą w pierwszej formacji oblaci długo zastanawiali się, czy dopuścić go do ślubów wieczystych i święceń. Niemniej jednak jego prosta posługa kaznodziejska przynosiła głębokie i trwałe nawrócenia. Wielokrotnie spotykał się z krytyką jego kaznodziejstwa ze strony wykształconych teologów, którzy zarzucali mu monotonię treści i brak prawd teologicznych w przepowiadaniu.

To zabawne, ale odkąd spowiadam, zawsze słyszę te same grzechy. Zmień swoje grzechy, a ja zmienię moje Ewangelie – odpowiadał z uśmiechem na ustach ojciec Lelièvre.

Spójrz na wiszącego tam Chrystusa. Oskarżali Go o to, że przez całe życie się powtarzał. A co On mówił? Kocham cię, kocham cię. Miłujcie się wzajemnie jak Ja kocham Ojca i jak On kocha Mnie.

W latach 40. i 50. audycje radiowe, które prowadził, okazały się fenomenem. Robotnicy, których nie stać było na zakup odbiornika radiowego, przychodzili tłumnie do tawern i pubów, aby słuchać jego konferencji. Bardzo często prosili, aby właściciel czy barman podgłośnił radio, a w lokalu zapadała głucha cisza wśród słuchających.

Fot. oblaci.pl

Proboszcz jednej z wiejskich parafii wspomina:

Nie rozumiem waszego ojca Lelièvre. Może wygłosić trzypunktowe kazanie: ogłosić sprzedaż ławek, grę w karty czy zbiórkę, a ludzie będą gromadzić się w konfesjonałach.

Opozycja wobec oblata była tak wielka, że skargi kierowano nawet do Stolicy Apostolskiej. W obronie ojca Lelièvre stanął prowincjał oraz arcybiskup Quebecu – kardynał Villeneuve.

Jego treścią jest Ewangelia, wszystkie [kazania] są tymi samymi słowami naszego Pana, jeśli to nie wystarczy dla niektórych, wystarczy Bogu – mówił oblacki prowincjał.

„Ofiaruję swoje życie za Zgromadzenie

Ojciec Lelièvre pracował ponad swoje siły. W 1949 roku ma 74 lata – głosi m.in.: 107 rekolekcji dla blisko 6 000 rekolektantów w Domu Jezusa Robotnika, 15 Godzin Świętych w różnych parafiach, sześć misji świętych, trzy nabożeństwa czterdziestogodzinne, trzy tridua i 25 kazań okolicznościowych, pięć serii rekolekcji kapłańskich, trzy nowenny w radiu oraz trzy do dziesięciu kazań w trakcie dwudziestu niedziel.

W czerwcu 1953 roku z powodu stanu zdrowia po raz pierwszy nie może uczestniczyć w procesji z okazji święta Najświętszego Serca Jezusa. W styczniu 1954 roku doznaje zatoru mózgu. Jak wielu świętych zaczyna doświadczać nocy ciemnej – przez trzy miesiące uważał się za potępionego z powodu grzechów zaniedbania. Po tym czasie odnajduje głęboki spokój i ostatnie lata spędza w Domu Jezusa Robotnika.

W 1956 roku po raz ostatni uczestniczy w procesji ku czci Najświętszego Serca. Ma 80 lat. Cieszył się tak wielkim szacunkiem, że tłum chciał otrzymać ostatnie błogosławieństwo z rąk świętobliwego oblata. Żandarmeria nie była w stanie zapanować nad napierającą masą ludzi. Wsiadając do samochodu, ojciec Lelièvre odwraca się i ze smutkiem mówi: „Nie ja, nie ja: Najświętsze Serce!”

Zmarł o świcie 29 listopada 1956 r., samotnie, ponieważ chwilę wcześniej odesłał na odpoczynek zmęczonego oblata, który przy nim czuwał. Kilka dni wcześniej był u niego z wizytą prowincjał. Ojciec Lelièvre powiedział mu wtedy:

To Zgromadzenie przychodzi do mnie w twojej osobie… Jakże ono było dobre, że mnie przyjęło! Kiedy mnie przyjęło, nic nie znaczyłem, a ono mi pozwoliło głosić Ewangelię… Ofiaruję swoje życie za Zgromadzenie… Głosiłem Najświętsze Serce z całej duszy i bez obłudy…

10 marca 2006 roku w Rzymie rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny.

Źródło: oblaci.pl

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze