fot. unsplash.com

Rachunek sumienia z marnowania żywności

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

 Marnowanie żywności to w ostatnich latach bardzo ważny temat. Przeżywamy (niestety, powoli) „żywnościowe nawrócenie”. Dużo jednak jeszcze musimy zrobić. Na tej drodze warto sięgnąć po zbiór reportaży Marty Sapały „Na marne”. 

 Przyznam, że już kilka miesięcy temu miałem sięgnąć po tę lekturę. Ale wiele się działo i ostatecznie dopiero w ostatnich tygodniach udało mi się ją przeczytać – i dobrze, że akurat teraz ten tekst trafił w moje ręce! W zbiorze reportaży „Na marne” (Wydawnictwo Czarne, 2019) Marta Sapała umieściła szereg tekstów, które pod różnym kątem traktują o żywności. Punktem wyjścia jest przede wszystkim marnowanie jedzenia – czyli de facto szacunek do daru, który otrzymujemy od Boga. 

 >>> Koronawirusowe zapalenie sumienia [FELIETON]  

Wiekowy mus jabłkowy 

Kilkanaście dni temu wszedłem do spiżarni. Moją uwagę przykuł mus jabłkowy w słoiku. „O, ktoś kupił mus, zrobimy sobie ryż na mleku z musem jabłkowym” – pomyślałem. I tą myślą podzieliłem się z domownikami. Byli mocno zdziwieni, bo nikt z nich ostatnio musu nie kupował… No to chwyciłem ów słoik do ręki… Mus okazał się… dość wiekowy. Swoją ważność stracił 14 lat temu. Większość z nas pewnie w tym momencie wyrzuciłaby słoik z takim przetworem. Ja jednak postanowiłem go otworzyć… Ku memu zdziwieniu – mus był dobry. Nie stracił nic na smaku, zapachu i kolorze. Byłem blisko zmarnowania prawie kilograma musu – a zamiast tego po raz pierwszy w życiu upiekłem szarlotkę. Była bardzo dobra. I wciąż żyję. Ta sytuacja na pewno pokazała mi, jak cienka jest granica pomiędzy wyrzuceniem a uratowaniem jedzenia. Bo żywność, którą wyrzucamy, często nadaje się do jedzenia. Wyrzucamy dobre jedzenie. Bo nie chce nam się odkrawać kawałka obitego jabłka, bo bułka się przesuszyła, bo nie chce nam się zamrażać jednej porcji sosu… 

fot. unsplash.com

Koronazakupy 

W tych dniach z ogromnym niepokojem patrzę na sklepowe wózki. Wózki wypełnione po brzegi makaronem, kaszą, ryżem, mąką, konserwami, olejami (i papierem toaletowym – ale ten tekst dotyczy żywności, więc papier biorę w nawias). Sam uległem temu szaleństwu i zrobiłem tzw. „koronazakupy”. Owszem, kupujemy w nadmiarze teraz przede wszystkim żywność trwałą. Jej termin przydatności do spożycia jest daleki. Niemniej, mam wrażenie, że kupujemy za dużo (bo w sklepach wciąż wszystko można dostać) i to jedzenie nam się znudzi. A za rok – gdy okaże się, że w szafie nadal jest „koronamakaron”, którego termin przydatności do spożycia już się zbliża – postanowimy wyrzucić opakowanie do kosza. O ile wcześniej naszymi hojnymi zapasami nie zainteresują się oczywiście mole.  

>>> Wykupiony makaron i papier toaletowy. Czy panika Polaków objawia się podczas zakupów?

Konsumpcja, konsumpcja 

Te dwie historie z mojego życia mogłyby bez problemu znaleźć się w zbiorze Marty Sapały. Autorka bowiem bardzo szeroko podeszła do tematu marnowania żywności. Na czynniki pierwsze rozkłada wiele sytuacji, by ostatecznie pokazać czytelnikowi, jak wielką nieroztropnością jest marnowanie/wyrzucanie jedzenia. Ta nieroztropność wynika zresztą głownie z powodu nadmiaru – za dużo kupujemy, za dużo produkujemy. Jesteśmy społeczeństwem nastawionym na konsumpcję – a to niestety sprzyja wyrzucaniu do śmieci wielu dóbr, które powinny znaleźć się na naszych talerzach. Z autorką reportaży wchodzimy do wielkich marketów, by dowiedzieć się, ile wyrzucają jedzenia. Jesteśmy na podwarszawskiej farmie eksperymentalnej, na której testuje się niedopuszczone jeszcze do uprawy odmiany roślin – które potem lądują na ogromnym kompostowniku. Śledzimy historię jednego z najbardziej znanych piekarzy w Polsce, który za to, że chciał podzielić się niesprzedanym pieczywem, przez lata walczył z sądami. Ale są i dobre opowieści. Jak te o ludziach, którzy zabierają sobie warzywa ze wspomnianej farmy eksperymentalnej czy o ludziach czatujących wieczorami przy marketowych śmietnikach – by zdobyć bardzo dobre jakościowo jedzenie. Trafiamy też na Namysłowską w Warszawie, gdzie można kupić żywność z krótką datą przydatności – albo i po tej dacie.  

 

Przetestuj się 

Siłą reportaży Marty Sapały są na pewno ich bohaterowie. Autorka o żywności opowiada przez pryzmat bardzo interesujących, mających różne podejście do tego tematu osób. To ci, którzy po prostu jedzą, ale też ci, którzy badają, sprzedają, kupują i marnują. W jednym z tekstów autorka zapisała wyniki swoistego eksperymentu. Zaprosiła różne osoby do tego, by zapisywały, ile jedzenia zmarnowały w określonym miesiącu. To dobre ćwiczenie dla każdego z nas. Gdy sobie spiszemy, jak wiele żywności wyrzucamy, to może wreszcie coś konkretnego z tym będziemy chcieli zrobić! Tylko trzeba do takiej akcji podejść naprawdę poważnie.  I zobaczyć, że często coś, co traktujemy jak odpadek – wcale nim jeszcze nie jest! Bo przecież np. takich obierków z ziemniaków czy jabłek wcale nie trzeba wyrzucaćA większość z nas tak by właśnie zrobiła – tymczasem wciąż można je kulinarnie wykorzystać. Teksty zresztą, jak się w nie wczytamy, dają też wiele praktycznych wskazówek dotyczących podejścia do żywności. Często też takich, które pozwolą nam… zaoszczędzić! 

>>> Koronawirus, czyli wielka próba ufności? [KOMENTARZ] 

Dorota często wyrzuca chleb (bo kupuje świeży) i tłuszcz z wędlin (bo nie lubią). Gdy robi porządek w kuchennych szafkach, usuwa przeterminowaną przyprawę do gyrosa i kurczaka. Do kosza idą też kanapka z szynką i kiełbasą, garść obiadowego chili con carne, dwa kubki pomidorówki, pomidor, dwie zeschnięte cytryny, końcówka sałaty lodowej, skrawek boczku, kawałek piernika, jeszcze ze świąt. Trafił pod szafę, wyciągnął go spod niej kot. 

fot. unsplash.com

Nawróć się 

Warto zrobić sobie żywnościowy rachunek sumienia i zacząć zmieniać swoje nawyki – drobnymi krokami możemy zdziałać naprawdę wiele! Może zacznijcie tę drogę właśnie od sięgnięcia po lekturę książki Marty Sapały. To świetnie napisane, wciągające reportaże. A jednocześnie to teksty, po których czujemy ogromny niepokój. Widzimy bowiem, jak wiele jeszcze musimy zrobić, by było lepiej… A musimy zrobić to razem – bo marnowanie żywności nie jest problemem indywidualnym, a globalnym. Wyrzucamy nadmiar jedzenia – a tymczasem w innych regionach świata ludzie muszą ograniczyć się do miseczki ryżu na cały dzień. Marnowanie żywności to problem moralny, z którym musimy się zmierzyć. Zróbcie sobie rachunek sumienia w oparciu o reportaże Marty Sapały. A potem zacznijcie wprowadzać zmiany. Ja zacznę. Może w ten sposób warto podejść do wielkopostnego wezwania: „Nawróć się”? 

Książkę przeczytałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne. 

Zobacz także
Wasze komentarze