fot. pixabay

Wykupiony makaron i papier toaletowy. Czy panika Polaków objawia się podczas zakupów?

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Makaron, kasza, ryż, dżem, papier toaletowy, drożdże, o żelach antybakteryjnych nawet nie wspominając. Te rzeczy już od kilku tygodni trudno kupić w sklepach. Czy to normalne nawet w czasie pandemii? 

Pochodzę z małej miejscowości położonej w południowej Wielkopolsce. Mieszkam jednak w Poznaniu. Od pewnego czasu idąc na zakupy wiem, że muszę poświęcić na nie kilka godzin, bo wszystkich potrzebnych produktów nie kupię w jednym sklepie. Nie kupię ich może wcale. 

Wielkie poszukiwania 

W sobotę na próżno szukałam w jednym z marketów makaronu. Oprócz niego nie było też kukurydzy w puszce, a pani, której udało się dotrzeć do lodówki z jogurtami tuż przede mną, wzięła dwa ostatnie kartony moich ulubionych. I jestem wręcz pewna, że gdyby było ich więcej, to również wzięłaby wszystkie. Szkoda, bo ja chciałam kupić tylko jeden, ale już nie mogłam.  

>>> Kebab za 9 gr i pieczywo za darmo. Tak restauratorzy pomagają polskiej służbie zdrowia

Wczoraj w trzech marketach i dwóch drogeriach szukałam papieru toaletowego. Nie było. Podobnie jak chusteczek. O mydle i żelu antybakteryjnym już nawet nie wspominam. Warto wspomnieć jednak o kolejkach. Bo kas w markecie było otwartych pięć, a kolejki do każdej z nich ciągnęły się przez pół sklepu. I to bez zachowania wymaganej odległości. 

fot. pixabay

Kto wygra? 

Po wczorajszej wyprawie zadzwoniłam do mamy i wysłałam jej kilka zdjęć pustych półek w marketach. Bardzo ją zdziwiłam, bo w mojej rodzinnej miejscowości jest zupełnie inaczej. 

I tak opowiedziałam jej o makaronie. Na co moja mama stwierdziła z dumą, że dzisiaj kupiła go bez problemu. I to nie w jakimś lokalnym sklepie. Tylko w markecie, w którym ja go uparcie poszukiwałam w Poznaniu. Nie chciałam uwierzyć, więc za chwilę pomachała mi  talerzem spaghetti przez kamerkę w telefonie. Ale postanowiłam nie dać za wygraną i niczym królikiem wyciąganym z kapelusza chciałam zaskoczyć mamę pytaniem o papier toaletowy. Na to mój brat odezwał się, że kupił wczoraj dwa opakowania, bo były w promocji. W ramach dowodu pokazał mi paragon. Data, liczba, nazwa sklepu – wszystko się zgadzało. Nie byłabym jednak sobą, gdybym również podczas takiej luźnej rozmowy nie była uparta. Dlatego też postanowiłam wystosować najcięższe działo. Raz, dwa, trzy i padają te dwa słowa. Słowa, do których mieszkańcy Poznania wzdychają już od kilku tygodni. Słowa wymawiane codziennie niemal we wszystkich programach informacyjnych. Żel antybakteryjny. Na chwilę zapadła cisza. Jednak zanim zdążyłam się rozkoszować  satysfakcją, dostałam od mamy zdjęcie. Zdjęcie, na którym było pół litra żelu antybakteryjnego popularnej marki. Obok niego paragon. Z dzisiejszą datą.  

>>> Koronawirus, czyli wielka próba ufności? [KOMENTARZ] 

Presja 

Chyba nie muszę wspominać, jak bardzo opisana rozmowa mnie zszokowała i jednocześnie zdenerwowała. Bo naprawdę ktoś ma zamiar przez następne kilka tygodni jeść tylko makaron, ryż lub kaszę? Albo też w czasie wolnym piec masowo ciasta i chleb? Bo w sklepach nie można również znaleźć mąki i drożdży. Zastanawia mnie też duży popyt na papier toaletowy oraz fakt, że w Poznaniu sklepy mimo codziennych dostaw wciąż świecą pustkami. Natomiast w mniejszych miejscowościach, choć marketów w ich okolicy jest dużo mniej, zakupy mieszkańców wyglądają już inaczej. To ciekawe zjawisko, tym bardziej, że można by się spodziewać odwrotnej sytuacji.  

fot. pixabay

Oczywiście, że zrobienie większych zakupów jest dobrym pomysłem, by nie trzeba było chodzić do sklepów co chwilę i narażać przy tym swego zdrowia. Tylko należy przy tym wszystkim nie zapominać, że makarony, ryż i kasze, mimo że mają długi termin ważności, to po pewnym czasie również się zepsują. Dlatego też mimo wszystko warto robić przemyślane zakupy, kupować produkty nieco bardziej różnorodne oraz nie ulegać presji i panice. Bo pandemia koronawirusa minie, a wypchane makaronem szafy zostaną. 

>>> Zadzwonisz do mnie?

Zobacz także
Wasze komentarze