fot. PAP/Leszek Szymañski

Ratownik medyczny: nie pracuję, bo od poniedziałku przebywam na kwarantannie [REPORTAŻ]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Jesteśmy ratownikami, chcemy pracować, bo, jak wiadomo, brakuje ludzi do pracy, a zostaliśmy uziemieni w tak beznadziejny sposób – mówi Adrian, ratownik, który już piątą dobę czeka na wynik testu na obecność koronawirusa. 

Mam 24 lata. Jestem ratownikiem medycznym. Nie pracuję, bo od poniedziałku przebywam na kwarantannie. 

Mam 32 lata. Jestem ratownikiem medycznym. Od poniedziałku nie widziałem swojej żony i półtorarocznego synka, bo przebywam na kwarantannie. 

Paweł i Adrian Kołata to bracia. Oboje są ratownikami medycznymi. I gdyby mieli dziś się komuś przedstawić, zrobiliby to właśnie tak. Bo, choć ich praca polega na niesieniu pomocy innym, to już piątą dobę nie mogą tego robić. Wszystko to przez jedną osobę, która nie wzięła sobie do serca akcji #NieKłamMedyka 

Przerwany dyżur 

Poniedziałek. O ósmej rano Paweł i Adrian zaczęli dyżur w Samodzielnym Publicznym Zespole Opieki Zdrowotnej w Turku. Mieli być w pracy do dwudziestej. Jednak ich dyżur skończył się już o osiemnastej. Wszystko to za sprawą jednej osoby, która, choć miała większość objawów występujących przy koronawirusie, to na zadawane kilka razy przez dyspozytora i samych ratowników pytanie odpowiedziała, że nie jest możliwe, by była zakażona. Do przywiezienia pacjenta na SOR zadysponowano więc zespół podstawowy, składający się z dwóch ratowników medycznych. Ratowników, którzy po przeprowadzonym wywiadzie, zgodnie z procedurami, nie założyli odzieży ochronnej. 

Dopiero w szpitalu pacjent przyznał się, że miał kontakt z osobą z zagranicy. Zamknięto SOR, a Pawła, Adriana i dwie inne ratowniczki, które przyjęły przywiezioną osobą, wysłano na kwarantannę. 

>>> Czy można oswoić się ze śmiercią? Opowieść o tym, jak wygląda dyżur ratownika medycznego i strażaka

fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Najgorsze 

Jeszcze w poniedziałek pobrano wymaz na obecność koronawirusa u pacjenta. Dziś mija piąta doba, a Paweł, Adrian i pozostali ratownicy medyczni z Turku wciąż czekają na wynik. 

– W tym wszystkim najgorsze jest właśnie to czekanie. Wynik powinien być uzyskany w ciągu 24 godzin, a nadal go nie ma. Jesteśmy ratownikami, chcemy pracować, bo, jak wiadomo, brakuje ludzi do pracy, a zostaliśmy uziemieni w tak beznadziejny sposób – mówi Adrian. 

– Nie wiem, kto tutaj zawinił – sanepid czy szpital. Ale wiem, że gdyby wynik był negatywny, moglibyśmy już dawno wrócić do pracy i pomagać. Zamiast tego siedzimy w domu i czekamy – przyznaje Paweł.

fot. PAP/Leszek Szymañski

#NieKłamMedyka 

Bezmyślność, głupota, niedojrzałość. To tylko trzy z wielu określeń, jakimi można określić zachowanie pacjenta, do którego zostali zadysponowani Paweł i Adrian. Pacjenta, który zupełnie nie wziął sobie do serca akcji #NieKłamMedykaA przecież pomoc od ratowników medycznych i lekarzy otrzymają wszyscy. Wystarczy tylko być szczerym. I pamiętać, że ratownik na kwarantannie to też osoby, którym mógłby w tym czasie pomóc i rodzina, która nie może przez ten czas się z nim zobaczyć.

>>> Kebab za 9 gr i pieczywo za darmo. Tak restauratorzy pomagają polskiej służbie zdrowia

Zobacz także
Wasze komentarze